Dariusz Łuciów: Czy to prawda, że trafił Pan do Śląska głównie ze względu na trenera Ryszarda Tarasiewicza? Piotr Ćwielong (piłkarz Śląska): Po rozmowie z trenerem wiedziałem, że Śląsk będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Wszystkie negocjacje bardzo szybko doprowadziły do porozumienia i tak trafiłem do Wrocławia.
Jest Pan pewny występów w pierwszym składzie? - Oczywiście, że nie. Nikt mi nie zagwarantuje występów w wyjściowej jedenastce. Jest nas tutaj 22 i każdy walczy o miejsce w składzie. Na pewno żaden z zawodników nie będzie odpuszczał na sparingach i do końca powalczył o występy w pierwszym składzie.
Czas spędzony w Wiśle Kraków uważa Pan za stracony? Grywał tam Pan epizody i wchodził głównie z ławki rezerwowych. - To prawda, że rzadko wychodziłem w wyjściowym składzie, ale trenowałem z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Z Wisłą zdobyłem dwa tytuły mistrza Polski, zresztą wierzę też, że w tym sezonie zdobędą trzeci. W
Krakowie spędziłem wiele fajnych chwil, więc myślę, że nie był to czas stracony.
Jakie będzie najlepsze rozwiązanie dla Śląska? Ćwielong jako napastnik czy Ćwielong jako pomocnik? - Chciałbym, żebym w każdym meczu pomagał drużynie. Zrobię wszystko, żeby ze mną w składzie Śląsk wygrywał. Jestem gotów grać na każdej pozycji, na której trener będzie mnie potrzebował.
Postawił Pan sobie jakiś cel sportowy, przychodząc do Śląska? - Śląsk ma dziewięć punktów straty do prowadzącej trójki i będzie ciężko wskoczyć do czołówki tabeli, ale wiadomo, że w piłce wszystko jest możliwe. Myślę, że już w przyszłym sezonie - oczywiście przy dobrej grze - drużyna jest w stanie walczyć o mistrzostwo Polski.
Kiedy w kwietniu wybiegnie Pan w Krakowie na mecz z Wisłą w barwach Śląska, serce zabije mocniej? - Na pewno nie będzie to łatwe spotkanie, bo trochę czasu tam spędziłem. W podobnej sytuacji znalazłem się, będąc na wypożyczeniu w Ruchu Chorzów, wtedy też grałem przeciwko Wiśle. W momencie, w którym zaczyna się mecz, nie ma już miejsca na sentymenty. Zawsze wychodzę na boisko, żeby zwyciężyć.
Kilka lat temu graliście razem w Ruchu Chorzów z Przemysławem Łudzińskim. Byliście wtedy najskuteczniejszymi zawodnikami drużyny. Czy teraz również będziecie straszyć na boiskach ekstraklasy? - Fajnie byłoby. Przemek wrócił właśnie z wypożyczenia i też będzie chciał udowodnić, że jest dobrym napastnikiem. W Chorzowie współpraca układała się nam bardzo dobrze, więc mam nadzieję, że będziemy równie często strzelali gole dla Śląska.