Skautem Śląska zostaję na jeden dzień. W klubie przy Oporowskiej stawiam się punktualnie o godz. 10. Wita mnie mój jednodniowy szef, czyli trener Krzysztof Paluszek, odpowiadający w Śląsku za skauting. To właśnie on uczyć mnie ma nowej profesji. Jako skaut początkujący płyty z nagraniami występów piłkarzy znajdujących się w kręgu zainteresowań Śląska oglądam w pokoju Paluszka na małym monitorze laptopa, który zresztą ciągle się zacina. Z zazdrością myślę więc o wielkim ekranie telewizora stojącego tuż obok - w pokoju trenera Ryszarda Tarasiewicza. Do gabinetu pierwszego szkoleniowca wchodzę tylko raz, po to, aby zabrać z niego kolejne płyty. Na biurku leżą te ze zdjęciem i danymi Bartosza Ślusarskiego, Tomasza Jarzębowskiego czy Jacka Kowalczyka.
- Ich oglądać nie będziemy. Nie ma takiej potrzeby, bo polską ligę mamy już opracowaną - informuje mnie trener Paluszek. Więc w pierwszym dniu pracy zostaję od razu skautem zagranicznym.
Napastnik musi strzelać bramki Na początek potrzebne są statystyki o danym zawodniku. Tak dla bezpieczeństwa, gdyby jakiś menedżer nie przysłał ich wystarczająco dużo. Znalezienie odpowiednich danych nie jest jednak trudne, bo pomagają mi w tym dwie strony internetowe. Na każdej z nich znajduję informacje dotyczące piłkarzy grających nawet w najbardziej egzotycznych ligach świata. Jedna z tych stron to ogólnodostępna www.transfermarkt.de, a druga - www.soccerassociation.com. Za używanie tej drugiej Śląsk płaci 66 funtów miesięcznego abonamentu.
Zanim przystępujemy do oglądania płyt, trener Paluszek udziela mi kilku wskazówek. - Szukamy dwóch rodzajów napastników. Albo będzie to wysoki gracz na typową szpicę, albo nieco mniejszy, którego moglibyśmy ustawić w systemie 4-4-2. Chcieliśmy zrobić tak w poprzedniej rundzie, ale przez kontuzje Vuka Sotirovicia nie było to możliwe. W przypadku napastnika trzeba zwrócić uwagę, jak zawodnik gra przodem do bramki, jak ustawia się tyłem, czy wychodzi na pozycje. Boczni pomocnicy powinni być dynamiczni, szybcy, umieć grać jeden na jeden i mieć mocne dośrodkowanie oraz strzał - wylicza szkoleniowiec. - A, i napastnik musi strzelać bramki - przypomina sobie Paluszek.
Jako pierwszego oglądamy Richarda Esttigarribię, którego szkoleniowiec wypatrzył podczas swojej ostatniej wyprawy do
Peru. Po włączeniu płyty z komputera leci energetyczna
muzyka techno, a na monitorze pojawiają się żółte napisy z wszystkimi danymi zawodnika i przebiegiem kariery klubowej. Klubów jest dość dużo, bo, jak się okazuje, Esttigarribia zmieniał je praktycznie co rok. Po chwili wreszcie pokazuje się sam zawodnik, a w zasadzie fragmenty akcji, po których zdobywał bramki. Esttigarribia w tym materiale strzela gola za golem. A to głową, potem zewnętrzną częścią stopy, a to do pustej bramki. Całość urywków z jego występami trwa 10 minut.
- Rzeczywiście mistrz świata. Tyle że zwykle strzela z piątego metra i tylko wykańcza akcję. W rozgrywaniu piłki nie ma go prawie w ogóle. Poza tym nie ma specjalnych warunków fizycznych i po jego ruchach widać, że nie jest za szybki. Kogoś takiego nie potrzebujemy - analizuje Paluszek.
Ciekawe jednak, że ten sam szkoleniowiec umieścił Esttigarribię na klubowej liście życzeń Śląska... Tematu jednak nie ciągnę, bo przecież moja przygoda skauta mogłaby się wówczas szybko skończyć.
Piłkarz z YouTube Dzięki swojej powściągliwości mogę obejrzeć w akcji kolejnego piłkarza. Tym razem to Ivan Lietava: 26-letni napastnik MKS-u Żilina. Warunki fizyczne ma dobre, bo ma 189 cm wzrostu. Problem w tym, że słowacki napastnik strzela mało bramek. W ostatnich 20 meczach do siatki rywala trafił siedmiokrotnie.
- Ten chłopak gra z wyciągniętą koszulką. Od razu widać, że do najszczuplejszych nie należy i pewnie będzie miał problemy z nadwagą - podpowiada mi szkoleniowiec Śląska. Zaprezentowane urywki składają się tylko z dwóch występów napastnika MKS-u. Widać na nich momenty, w których nie trafia w piłkę lub pudłuje w prostej sytuacji. Chyba jednak wolę naszego Tomasza Szewczuka.
Szybko okazuje się, że płyta z występami Lietavy i tak nie była najgorsza. Później oglądam występy niejakiego Issaca Traore. To 26-letni zawodnik z Mali. O tym jednak dowiaduję się z portalu internetowego YouTube, bo na płycie przysłanej przez menedżera podobnych informacji nie ma. Akcje Traore są zresztą dokładnie takie jak na nagraniach w internecie, tyle że w wersji dla Śląska nie poprzedza ich efektowne intro.
- Przecież to jest niepoważne, a takich płyt przychodzi po 30 dziennie. Raz wysłali na jednej płycie fragmenty meczów pięciu Macedończyków i nie można było się zorientować, który jest który. Takich rzeczy nie pokazuję nawet trenerowi Tarasiewiczowi, żeby go nie denerwować - szepcze Paluszek, bo Tarasiewicz akurat wchodzi do pokoju. Pierwszy szkoleniowiec Śląska uśmiecha się i pyta, jaki rynek będę obserwował dla klubu. Na dłuższą rozmowę czasu nie ma, bo akurat do pokoju trenera wchodzi bramkarz Wojciech Kaczmarek.
Dobry, ale go nie kupimy Kolejnym graczem, którego oglądamy, jest ofensywny pomocnik reprezentacji Estonii Konstantin Vassiljev. U Vassiljeva skupiamy się jednak nie na skrótach, ale śledzimy cały mecz
Estonia -
Belgia.
- Nie powinno się koncentrować tylko na tym jednym graczu. Przy okazji można zobaczyć innych, którzy występują na interesujących nas pozycjach. A nuż ktoś nam wpadnie w oko - instruuje Paluszek.
Oglądanie całego meczu rzeczywiście jest męczące, ale jakoś da się przeżyć. Vassiljev w spotkaniu z Belgią strzela jedną bramkę, a przy drugiej asystuje. Widać, że ma dobrą lewą nogę, nieźle wykonuje stałe fragmenty gry. Ma jednak słabe warunki fizyczne i przede wszystkim w ogóle nie walczy o odbiór piłki. - Skoro mamy Sebastiana Milę, to kogoś takiego nie potrzebujemy - orzeka Paluszek. Ma chyba rację.
Na deser pozostają występy 17-letniego Brazylijczyka Andre Baratelli. Na tle innych juniorów prezentuje się wyśmienicie - dobrze podaje, świetne układa stopę, walczy o piłkę. Brazylijczyk celnie strzela także z rzutów wolnych. - To będzie kiedyś wielki piłkarz - przewiduje trener Paluszek.
Dlaczego więc Śląsk go nie sprowadzi? - Bo jest jeszcze za młody. My nie możemy sobie pozwolić na takie ryzyko, płacąc mu sporo pieniędzy. Potrzebujemy graczy, którzy z miejsca wskoczą nam do pierwszego składu. A trener Tarasiewicz byle kogo nie weźmie, wymagania ma wysokie - tłumaczy.
To ostatecznie przekonuje mnie, że chyba jako skaut wymaganiom Tarasiewicza nie podołałbym. Wolę dziennikarstwo. Nowego Messiego musi dla Śląska znaleźć ktoś inny.
michal.karbowiak@wroclaw.agora.pl