Nowe zasady finansowania klubów młodzieżowych zaproponowali dwaj wiceprezesi Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej - Andrzej Padewski i Krzysztof Paluszek - oraz dwaj miejscy urzędnicy - dyrektor departamentu spraw społecznych urzędu miasta Michał Janicki i Piotr Mazur, dyrektor biura sportu, turystyki i rekreacji. Według ich pomysłu kluby, które chciałyby dostawać miejską dotację, będą musiały podpisać ze Śląskiem specjalną umowę. Da mu ona prawo pierwokupu najzdolniejszych piłkarzy. Śląsk nie będzie musiał o nich walczyć z konkurencją, a zapłaci mniej, niż zakłada specjalny taryfikator PZPN.
- Ale te kwoty będą tylko nieznacznie mniejsze od wyznaczonych przez związek. Kluby na tym finansowo nie stracą, bo w zamian dostaną pieniądze od miasta - zapewnia Piotr Mazur. I tłumaczy, skąd pomysł: - Dziś niektóre kluby dotujemy podwójnie. Z jednej strony dajemy im środki na szkolenie młodzieży, a z drugiej Śląsk, którego jesteśmy współwłaścicielem, płaci im później za transfer najzdolniejszych piłkarzy. To niezdrowe.
Mazur podkreśla, że przystąpienie do systemu jest dobrowolne i jeśli jakiś klub nie zechce podpisać umowy, to nie musi. Ale wtedy będzie musiał utrzymać się tylko z pieniędzy ze sprzedaż piłkarzy do innych klubów, bo dotacji nie dostanie.
Tak naprawdę jednak twórcy nowych zasad wiedzą, że stawiają młodzieżowe kluby pod ścianą, bo ich budżety w większości oparte są na miejskich dotacjach. Nie mogą sobie pozwolić na ich utratę.
- Bez środków z miasta przetrwamy może trzy tygodnie - ocenia prezes Wratislavii Krzysztof Bocheński. Jest jednak zwolennikiem pomysłu: - Jeśli władze Wrocławia dają pieniądze na szkolenie
dzieci, to mają prawo stawiać też wymagania. Śląsk jest oczkiem w głowie miasta i kluby młodzieżowe powinny na niego pracować. Przecież wszystkim nam zależy, żeby najlepsi zawodnicy wychowani przez nas zostali we
Wrocławiu - argumentuje.
Mazur: - Będziemy się starali, by środki na szkolenie młodzieży były jak największe. Najlepsze kluby będą w stanie od miasta otrzymać nawet 100 tys. zł rocznie. A jeśli jeszcze Śląsk nie skorzysta z prawa pierwokupu, to klub będzie mógł sprzedać piłkarza gdzie indziej.
Mazur podkreśla, że kluby, które podpiszą umowę ze Śląskiem, dostaną pieniądze, nawet jeśli nie wyszkolą żadnego piłkarza dla sztandarowego wrocławskiego klubu.
Wątpliwości co do nowego systemu ma wiceprezes Polaru Wrocław Tomasz Makówka: - Dlaczego to Śląsk, który jest przecież po części prywatny [51 proc. akcji spółki ma Zygmunt Solorz - przyp. red.], ma decydować, czy kluby młodzieżowe otrzymają pieniądze? Jesteśmy gotowi do współpracy, ale na partnerskich zasadach, bo na razie Śląsk traktuje nas z góry. Możemy mu nawet taniej sprzedawać piłkarzy, ale tylko jeśli oferowane pieniądze z miasta pozwolą nam się utrzymać. Na razie połowę z tego, co dostajemy z
budżetu, musimy i tak zwrócić w opłatach za obiekty. Zasady współpracy muszą być też dopracowane w każdym szczególe. Niczego nie będziemy podpisywać w ciemno.
Jego sceptycyzm nie dziwi, bo na nowych pomysłach miasta Polar ucierpiał najbardziej. Na pierwsze półrocze 2010 roku klub otrzymał od miasta zaledwie 19 tys. zł, choć wnioskował o ponad 127 tys. A dostał tak mało, bo jego wniosek negatywnie zaopiniował właśnie Śląsk.
- Przy rozpatrywaniu dotacji opinia Śląska jest jednym z wymaganych dokumentów - potwierdza Mazur. - To, że była gorsza niż uzyskane przez pozostałe kluby, sprawiło, że rzeczywiście Polar dostał mniej, niż wnioskował.
Klub z Zakrzowa podpadł Śląskowi, bo w zeszłym sezonie za jednego ze swoich zdolnych piłkarzy, Damiana Górala, chciał 30 tys. zł, a Śląsk dawał mniej. Ostatecznie Góral trafił na Oporowską, ale spór o pieniądze między klubami rozstrzygnie PZPN.
W nowym systemie sprawa zakończyłaby się tym, że Polar nie dostałby dotacji z budżetu Wrocławia.
** Czy to dobry pomysł na finansowanie piłkarskich klubów młodzieżowych?
Czekamy na opinie Komentuje Michał Karbowiak: Nie flekować małych klubów To dobrze, że władze miasta próbują zatrzymać we Wrocławiu najzdolniejszych młodych piłkarzy. Cieszy również, że chcą jasno określić priorytety i stworzyć zdrowe zasady szkolenia młodzieży. Mam jednak wątpliwości, czy ten proces powinien się odbywać w systemie nakazowo-rozdzielczym.
To za peerelu istniały kluby uprzywilejowane, które o nic walczyć nie musiały, a którym wszystko należało się z urzędu. Śląsk najlepszych piłkarzy powinien przyciągać świetnymi warunkami do trenowania, a nie tym, że władze miasta ustanowią go hegemonem.
Nowe przepisy nie mogą szkodzić klubom szkolących młodzież. A tym właśnie jest wyłączne uzależnianie finansowania od podpisania umowy ze Śląskiem. Transfer jednego piłkarza nie powinien decydować o tym, czy klub dostanie pieniądze na szkolenie dzieci. W takich klubach jak Polar dzieciaki mają się uczyć
gry w piłkę. Na rekreację najmłodszych Wrocław pieniądze po prostu dawać musi, choćby nawet miał zrezygnować z finansowania profesjonalnej drużyny Śląska.