Szkoleniowiec Śląska z ostatniego wyjazdu do Gdyni wspomnienia ma nie najlepsze. Jego zespół grał w Gdyni wiosną tego roku, a po meczu z Arką trener wrocławian dostał po nim 3 tys. zł grzywny, a także karę wykluczenia z dwóch kolejnych meczów w zawieszeniu na pół roku. Wszystko dlatego, że przy stanie 3:1 dla Śląska Tarasiewicz rzucił w ziemię bidonem, a sędzia Sebastian Jarzębak usunął go z ławki rezerwowych, twierdząc, że szkoleniowiec zbyt agresywnie krytykował
pracę arbitrów.
Ostatecznie spotkanie z Arką zakończyło się remisem 3:3. Jak twierdzi Tarasiewicz, gdy został odesłany na trybuny, został tam uderzony w bark przez jednego z kiboli Arki.
- To bulwersuje mnie najbardziej. Walczymy z rasizmem w sporcie i gdy obrażany jest człowiek o innym kolorze skóry, to mecz może zostać przerwany. A tu mieliśmy sytuację, że ubliża Polak Polakowi, a nic się z tym nie robi - mówił wówczas szkoleniowiec Śląska.
O tamtej sytuacji trener wrocławian przypomniał także podczas konferencji prasowej po ostatniej wygranej jego zespołu z Odrą Wodzisław. Tarasiewicz, pytany, czy niedzielnego meczu w Gdyni się nie boi, odpowiedział: - Nie boje się i jestem przygotowany na to, co się tam wydarzy. To, że kibice mi ubliżają, mnie nie rusza, bo przyzwyczaiłem się do tego, grając w polskiej lidze. Te obelgi mogą trwać i trzy godziny, ale niech kibice obrażają tylko mnie. Swojej rodziny ruszyć nie pozwolę - mówił wyraźnie wzburzony szkoleniowiec. I dodał: - W zeszłym sezonie w Gdyni o mało nie dostałem na trybunach w twarz. Byłem tam opluwany i obrażany. Jestem trenerem, ale drugiego policzka nadstawiał nie będę. Jeśli teraz zdarzą się podobne sytuacje, a ktoś będzie blisko mnie, to uprzedzam, że może dojść do przepychanek i incydentów. Mówię to z całą odpowiedzialnością, choć wiem, że jako szkoleniowcowi mi nie wypada - zapowiedział trener Tarasiewicz.
Jeden z dziennikarzy przypomniał, że za podobne zachowanie w zeszłym sezonie z koszykarskiego Turowa Zgorzelec odejść musiał trener Saso Filipovski. Słoweniec po meczu w Koszalinie szarpał się z jednym z miejscowych kibiców i złamał mu nos. Szkoleniowiec najpierw został zawieszony, a potem do
pracy już nie wrócił.
Po tych słowach Tarasiewicz zdenerwował się jeszcze bardziej. - To znaczy, że jeśli jestem trenerem, to ktoś może mnie bić i obrażać? To nienormalne. W takich sytuacjach trzeba zamykać stadiony, dawać punkty ujemne i wielkie kary finansowe klubom. Do czegoś podobnego absolutnie nie może dochodzić. I tu nie chodzi o Tarasiewicza, tylko o godność człowieka - zakończył szkoleniowiec Śląska.
Co ciekawe, w tym sezonie po meczu Arki miała już miejsce jedna skandaliczna sytuacja. Po spotkaniu z Wisłą
Kraków w tunelu prowadzącym do szatni szarpali się dyrektor sportowy gdynian Andrzej Czyżniewski i zawodnik "Białej Gwiazdy"
Patryk Małecki.