Fantastyczny strzał Muszalika pogrąża Górnik - wideo » Górnik zajmuje w tabeli ostatnie miejsce, w 22 meczach zdobył zaledwie 18 punktów. To wynik wręcz nieprawdopodobny, biorąc pod uwagę, że w Zabrzu mają: bogatego właściciela, który zimą wydał na transfery 3 mln. zł, a drużyną dowodzi utytułowany trener. Na razie zabrzanom nie pomagają ani pieniądze firmy Alianz, ani sprowadzenie Damiana Gorawskiego, Pawła Strąka czy Roberta Szczota, ani też fakt, że trenerem ich zespołu jest Henryk Kasperczak.
Popularny "Henri" pierwszy raz poprowadził Górnika w szóstej kolejce, właśnie w meczu ze Śląskiem, i przegrał wówczas 1:2. Od tego czasu zdążył się już jednak do słabych wyników przyzwyczaić, bo jego drużyna wygrała tylko trzy razy w siedemnastu spotkaniach. Trzeba też pamiętać, że trener Kasperczak jest jednym z najlepiej opłacanych w Polsce szkoleniowców i inkasuje za swoją pracę w Zabrzu około 30 tys. euro miesięcznie. Trener Ryszard Tarasiewicz ma tyle w Śląsku, ale w złotówkach. Nic dziwnego, że w jednym z wywiadów popularny "Taraś" stwierdził: - Powiedzmy wprost, gdyby Górnika nie prowadził Kasperczak, po takich wynikach trenera czekałaby masakra. A Henio ma ochronę - zaznaczał Tarasiewicz.
A było to w momencie, kiedy zabrzanie mieli na koncie znaczniej mniej porażek. Między oboma panami nigdy jednak wielkiej sympatii nie było. Tarasiewicz zapamiętał sobie moment, kiedy Śląsk chciał przejąć mieszkający we Francji Waldemar Kita, a Kasperczak miał być wówczas dyrektorem sportowym i "nadtrenerem".
Dziś Tarasiewicz o "Henrim" rozmawiać nie chce, ale po meczu z Odrą Wodzisław bronił opiekuna rywali Ryszarda Wieczorka. Tego wcześniej na stanowisku trenera Górnika zastąpił właśnie Kasperczak.
- Może ja się nie znam na piłce, ale jak można Ryszarda oskarżać o to, że w jednym sezonie zdegraduje w lidze dwie drużyny. Przecież z Zabrza został zwolniony bardzo szybko - przypominał szkoleniowiec Śląska. Co ciekawe, przed sezonem mówiło się nawet, że to on mógłby poprowadzić właśnie Górnika. Przedstawiciele firmy Alianz mieli się z nim spotkać między innymi po wyjazdowym meczu Śląska w II lidze z GKS-em
Katowice. Ostatecznie jednak Tarasiewicz realizuje swoją wizję budowy drużyny we Wrocławiu. Wizję, która opiera się na sprowadzaniu młodych piłkarzy, i jest diametralnie inna od tego, co robi się w Zabrzu.
Tam najpierw postawiono na prawie 40-letnich Jerzego Brzęczka i Tomasza Hajtę, a wiosną na prawie 30-letnich Gorawskiego czy Szczota. Dla porównania Śląsk sprowadził po jesieni 22-letniego Jarosława Fojuta, a wcześniej także młodych Mariusza Pawelca czy Sebastiana Milę.
- Jest tutaj fajna ekipa z chłopakami, którzy moim zdaniem już znacznie wcześniej powinni występować w ekstraklasie. Śląsk ma swój styl i cały czas go dopracowuje. Wiemy, że Górnik walczy o życie, ale my też musimy wygrać. W końcu ostatnio dwa razy daliśmy się pokonać - mówi Pawelec, który jeszcze z zeszłym sezonie występował właśnie w Zabrzu. - Ten okres wspominam bardzo miło, bo mam tam wielu znajomych. Ale tu sentymentów nie będzie. Poza tym, jak wygramy, to będą fajne święta i będzie można zjeść większe wielkanocne
śniadanie - śmieje się Pawelec.
Śląsk Wrocław -
Górnik Zabrze, czwartek godz. 20, stadion przy ul. Oporowskiej.