- Stadion we
Wrocławiu nie jest gotowy do rozgrywania meczów z udziałem kibiców gości. Śląsk miał kilka miesięcy, aby zgodnie z naszymi wskazówkami odpowiednio przygotować obiekt, ale nie zrobił nic. Dlatego klub nie otrzymał zgody na organizację meczów - mówi Andrzej Binkowski, przewodniczący Wydziału Bezpieczeństwa PZPN.
Opinia Wydziału Bezpieczeństwa jest kluczowa dla związkowej Komisji Licencyjnej, która ostatecznie dopuszcza konkretny stadion do rozgrywek ligowych. Już w październiku minionego roku PZPN uznał, że wrocławski stadion nie spełnia wszystkich wymogów bezpieczeństwa. Związek miał zastrzeżenia do tego, że na obiekcie nie wydzielono specjalnym płotem drogi prowadzącej do sektora kibiców gości. To powoduje zagrożenie, że wchodzący na stadion kibice różnych drużyn wymieszają się i zaczną się burdy.
Mimo tych zastrzeżeń jesienią 2011 roku Śląsk na nowej arenie zagrał dwa spotkania: z Lechią Gdańsk i Wisłą
Kraków. Fani gości pojawili się na nich, ale awantur nie było tylko dlatego, że akurat kibice Wisły oraz Lechii są z sympatykami Śląska zaprzyjaźnieni. Ale już wtedy PZPN nakazywał, żeby Śląsk jak najszybciej zrobił drogę do sektora gości.
Jednak Wrocław nie zastosował się do tych wskazań. Z takiego to powodu, że stadion szykowany jest na
Euro 2012 zgodnie z zaleceniami
UEFA. A ta nie życzy sobie montowania barier oddzielających kibiców. Budująca stadion spółka Wrocław 2012 argumentowała też, że po zakończeniu sezonu ligowego polskiej ekstraklasy w maju ewentualnie stawiane teraz zabezpieczenia trzeba będzie zdemontować, a to niepotrzebnie podniosłoby koszt całej inwestycji. Ale Wrocław 2012 od budowy drogi do sektora gości się nie uchyla. Chce ja zbudować, ale po zakończeniu mistrzostw Europy.
W tej sytuacji Śląsk poprosił PZPN, żeby w rundzie wiosennej mógł rozgrywać mecze bez kibiców rywala. W tym staraniu wsparł go wiceprezydent Wrocławia Michał Janicki. Także
Grzegorz Lato, prezes PZPN, nalegał w Wydziale Bezpieczeństwa, by ten poszedł wrocławianom na rękę. Bez skutku.
Andrzej Binkowski tłumaczy: - Nie możemy się przychylić do prośby klubu, żeby grać bez kibiców drużyn przyjezdnych. Do pierwszego meczu wrocławianie mają jeszcze trochę czasu i mogą zrobić to, czego wymagamy.
Pierwszy mecz ligowy we Wrocławiu Śląsk ma rozegrać 18 lutego. Czy Wrocław 2012 ulegnie i wprowadzi zabezpieczenia narzucane przez PZPN?
Robert Pietryszyn, członek zarządu Wrocław 2012, jest zaskoczony nieustępliwym stanowiskiem piłkarskich działaczy: - Nie mamy innego wyjścia, jak tylko wprowadzić poprawki. Na ligowe spotkania zamontujemy lekką, składaną konstrukcję oddzielającą od siebie fanów obydwu drużyn. Będzie ona przypominać tunel, którym kibice bezpiecznie przejdą z parkingu na swój sektor.
Ale nawet mimo tych deklaracji Roberta Pietryszyna Śląsk nie chce organizować meczów z udziałem kibiców gości. Piotr Waśniewski, prezes Śląska, wyjaśnia dlaczego: - Nawet po postawieniu dodatkowych barierek czy płotów, które wydzielą drogę kibicom, stadion nadal nie będzie gotowy na ich przyjęcie. Wokół obiektu prowadzone są prace budowlane, wciąż nie działa monitoring. Dlatego nie powinniśmy przyjmować przyjezdnych. Mamy nadzieję, że Komisja Licencyjna przychyli się do naszych argumentów i zwycięży zdrowy rozsądek. PZPN wielokrotnie szedł na rękę klubom budującym stadiony i nie rozumiem, dlaczego miałoby być inaczej w naszym przypadku.
Jeśli PZPN nie przychyli się do prośby Śląska, drużynie grozi powrót na mały stadion przy ul. Oporowskiej. Tam mecze może obejrzeć tylko 8,5 tys widzów, a klub praktycznie na nich nie zarabia. Stadion na Maślicach może pomieścić 43 tys. kibiców, co zapewnia kilkaset tysięcy złotych z każdego spotkania.
- Nie wyobrażam sobie powrotu na Oporowską - wzdycha prezes Waśniewski.