Wybucha petarda. Po chwili kilkunastu kiboli Zagłębia biegnie w stronę ochrony i rzuca cegłą brukową, wyrwaną z terenu budowy wciąż nieukończonego stadionu. Jeden z nich w szarym kapturze przewraca reklamę "Warki", inny przynosi drewniany stojak budowlany i atakuje nim
ochroniarzy. Do takiej bitwy doszło w piątek na stadionie w Lubinie. Choć wielu bandytów ma zasłonięte twarze, niektórych można bez problemu zidentyfikować.
Wcześniej kibole Zagłębia stoczyli bitwę z
ochroniarzami, którzy chcieli zdjąć transparent "konieciti.pl". Prawdopodobnie dostali go od warszawiaków, którzy przyjechali na mecz, i których klub wpuścił na stadion, łamiąc przepisy PZPN. Licząc osoby na trybunach, dzięki zdjęciom opublikowanym na kibolskich stronach internetowych, przyjezdnych było około 700. Zagłębie przyznaje się do wpuszczenia tylko nieco ponad 300.
Delegat PZPN Waldemar Podsiadło zadymy nie widział. W raporcie pisze, że kibole gospodarzy "(...) zaatakowali pracowników służb porządkowych wylewając na nich kubki z gorącą kawą". - Nie widziałem bitwy pod sektorem, dowiedziałem się o niej od kierownika ds. bezpieczeństwa i policji. Szczegółów, o których pan mówi, od nich nie usłyszałem - tłumaczy Podsiadło.
Kibole z Lubina - jak w każdym meczu sezonu - obrażali dyrektora swojego klubu Dariusza Machińskiego, odpalili ok. 20 rac, zabronionych przez ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych,
UEFA i PZPN.
- Scenariusz oprawa została zgłoszona przed meczem, nie miałem do niej żadnych zastrzeżeń. Potem okazało się, że wniesiono race - mówi Podsiadło.
- Była Barbórka. Nasi kibice to głównie górnicy. Dla nich było ważne, aby dzień uczcić. Oni uważali, że race są OK - powiedział Jerzy Koziński, prezes Zagłębia, którego właścicielem jest skarb państwa.
Wczoraj działacze Zagłębia spotkali się z policją i ochroniarzami. - Nie ustaliliśmy żadnych konkretnych działań, ale wiemy co się zdarzyło.
Policja zatrzymała cztery osoby i czekamy, aż dostarczy nam materiały. Zaplanowaliśmy kolejne spotkanie, na środę. Oczywiście, że jeżeli zidentyfikujemy osoby, które brały udział w zadymach, ukarzemy je zakazami stadionowymi - mówi prezes Zagłębia Jerzy Koziński i dodaje: - Tak naprawdę to pierwszy poważny incydent na stadionie. A właściwie skąd ma pan ten film?
- Z oficjalnej strony Legii - odpowiadamy.
- A czy to problem Legii? To nasz problem - stwierdził prezes Koziński.
Prezes ma słabą pamięć. W tym sezonie jego klub nie wydał ani jednego zakazu, choć piątkowa bójka nie była pierwszą na stadionie Zagłębia. 18 października na meczu z Jagiellonią kibole z Lubina stoczyli wielką bitwę z ochroniarzami, rzucali baniakami z wodą i wiadrami z musztardą, które ukradli ze stadionowych bufetów. - Pojawiły się pewne niedogodności na tym spotkaniu, ale nikt nie doznał obrażeń. Komisja Ligi też nas nie ukarała - stwierdził Koziński.
Stadion w Lubinie oddano do użytku w marcu.
- Wszystko się zmieni wraz z powstaniem nowych stadionów - mówił niedawno Andrzej Placzyński, szef firmy Sportfive, zajmującej się marketingiem PZPN.
Czy zdarzenia z dwóch meczów w Lubinie nie dowodzą, że bez współdziałania klubu sam nowy stadion z monitoringiem, z ustawą i przepisami nie wyeliminuje kibolstwa? - pytamy prezesa Kozińskiego.
- Nie patrzmy jednostronnie - odpowiedział prezes. - Był pan u nas na stadionie? Poczuł pan atmosferę? Nie wysuwajmy pochopnych wniosków. My nie zostawimy tego tak. Ale muszą być zachowane procedury. Decyzje zostaną podjęte na pewno.