Pierwszy raz obydwa zespoły w I lidze (wówczas najwyższej klasie rozgrywkowej) zagrały przeciwko sobie 19 października 1985 roku. Zagłębie było wówczas beniaminkiem ligi i w Lubinie poniosło wyraźną porażkę, przegrywając ze Śląskiem 0:3. Bramki strzelili Rudy, Marciniak i obecny szkoleniowiec Śląska Tarasiewicz. Później w derby Dolnego Śląska znacznie częściej triumfowało Zagłębie, które ma zdecydowanie lepszy bilans bezpośrednich meczów.
Szczególnie ważny w historii lubińskiego klubu jest pojedynek ze Śląskiem z jesieni 1992 roku, kiedy Zagłębie rozgromiło na swoim stadionie Śląsk aż 7:0. Przez wiele lat była to największa wygrana Zagłębia w historii występów w I lidze, która została wyrównana w 2004 roku, gdy w takich samych rozmiarach lubiński zespół pokonał GKS
Katowice. Dla Śląska klęska z 1992 roku jest nadal najwyższą porażką drużyny w historii występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wprawdzie w rewanżu lubinianie "pomogli" wygrać Śląskowi 3:2, ale nic to wrocławianom nie dało. Po wielu latach gry w I lidze drużyna została zdegradowana.
Raz w historii derbów Dolnego Śląska mecz nie został rozegrany. W końcówce sezonu 1996/97 wojskowi działacze Śląska wycofali zespół z rozgrywek. Nie było pieniędzy na jego utrzymanie, drużyna spadała z ligi, poza tym wojewoda nie wyrażał zgody na rozgrywanie spotkań na Oporowskiej, gdyż stadion nie spełniał wymogów bezpieczeństwa. Śląsk przegrał wtedy z Zagłębiem walkowerem. Wkrótce potem właścicielem Śląska został Ryszard Sobiesiak i uratował klub przed upadkiem.
Co ciekawe, ostatni raz Śląsk z Zagłębiem oficjalny mecz ligowy zagrali w 2002 roku, gdy eksperymentalnie rozgrywki I ligi podzielono na dwie grupy. Ekipy nie spotkały się w jednej grupie w pierwszej fazie rywalizacji, ale potem walczyły w tak zwanej grupie spadkowej. Ostatecznie Zagłębie uratowało się, a Śląsk został zdegradowany.
Niestety, w derbach Dolnego Śląska dochodziło również do nieprzyjemnych skandali. Żaden z pojedynków pomiędzy obydwoma klubami nie jest objęty śledztwem prokuratury, gdyż rozgrywano je przed 1 lipca 2003 roku, a więc przed wprowadzeniem do kodeksu karnego zapisu o korupcji w sporcie. Nie jest jednak tajemnicą - co nieoficjalnie potwierdzają przedstawiciele obydwu klubów - że niektóre z meczów derbowych zostały ustawione, a wynik rywalizacji nie miał nic wspólnego z prawdziwą rywalizacją. I aby wątpliwości nie mieli skłóceni kibice, w historii derbowe mecze Zagłębia i Śląska "odpuszczali" piłkarze jednej i drugiej drużyny.
W skrócie przypominamy najciekawsze zdarzenia z czterech ostatnich pojedynków Śląska i Zagłębia, rozegranych w XXI wieku.
28 października 2000 Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 2:1 (0:0) - Nie można wygrać meczu, jeśli sami strzelaliśmy sobie bramki - narzekał po meczu stoper Zagłębia Dariusz Żuraw
Obydwa gole Zagłębie straciło w kuriozalny sposób. Najpierw Krzyżanowski podał piłkę rywalom pod swoim polem karnym, a po zderzeniu Mioduszewskiego z Włodarczykiem sędzia Marczyk podyktował rzut karny dla wrocławian. Faul bramkarza gości był wątpliwy. Podobnie wyglądała sytuacja przy rzucie karnym dla gości, gdy Klimek nabrał sędziego i efektownie upadł w polu karnym. Arbiter podyktował dwa wątpliwe karne, ale nie zdecydował się odgwizdać ewidentnej jedenastki dla wrocławian, gdy Radżius faulował w polu karnym Włodarczyka.
Przy drugim golu dla Śląska Mioduszewski ustawiał swoich zawodników w murze, a Stokowiec, nie czekając na gwizdek sędziego, uderzył piłkę z rzutu wolnego - bramkarz Zagłębia nie zdążył zareagować. - Sędzia powiedział nam, że mamy czekać na jego gwizdek, a zawodnikom Śląska mówił, że mogą strzelać, kiedy chcą - denerwował się napastnik lubinian Arkadiusz Klimek. Ale po meczu samokrytycznie przyznał: - Byliśmy faworytem, ale przegraliśmy. Widocznie jeszcze nie jesteśmy tak dobrą drużyną, jak niektórym się wydaje.
Pomocnik wrocławian Piotr Stokowiec, zanim zdobył zwycięskiego gola dla Śląska, strzelił z dystansu tak niefortunnie, że piłka przeleciała nad ogrodzeniem i na parkingu za bramką wybiła szybę w porsche jednego z działaczy Śląska.
Bramki: 1:0 - Janus (55.), 2:0 - Stokowiec (64.), 2:1 - Grzybowski (84.)
Śląsk : Pyskaty Ż - Sadzawicki, Milewski Ż, Janus - Nowakowski Ż (79. Wasilewski), Jawny, Stokowiec Ż, Stolarz (75. Kowalczyk), Lato - Nazaruk, Włodarczyk.
Zagłębie: Mioduszewski Ż - Radzius ŻCZ, Żuraw, Bubnowicz - Manuszewski, Krzyżanowski (68. Pasik), Lewandowski, Podbrożny (83. Kowalski), Szewczyk - Klimek Ż, Dobi (64. Grzybowski).
19 maja 2001 Zagłębie Lubin - Śląsk Wrocław 1:3 (1:0) Kibice Zagłębia byli przekonani, że ich zawodnicy sprzedali mecz Śląskowi. Piłkarze zaprzeczali.
Lubińscy kibice chcieli dosłownie zlinczować swoich piłkarzy. Gdy w drugiej połowie meczu słabo grający do tej pory Śląsk uzyskał zdecydowaną przewagę i zaczął strzelać kolejne bramki, wszyscy lubińscy kibice skandowali hasła: "Złodzieje, złodzieje!" i "Mecz sprzedany".
Ekscesy na stadionie zaczęły się w momencie, gdy Jacek Paszulewicz zdobył drugą bramkę dla wrocławian. Wściekli kibice Zagłębia zaczęli palić flagi w barwach Śląska oraz wywieszone na płocie szaliki wrocławskiego klubu i drużyn z nim zaprzyjaźnionych. Równocześnie nadal wyzywali, lżyli swoich zawodników, którzy grali fatalnie. Na kilka minut przed końcem meczu miejscowi zaczęli opuszczać trybuny i gromadzić się przed budynkiem klubowym.