Sport.pl

Nadzór spółek skarbu państwa nad piłkarską korupcją?

Artur Brzozowski
21.09.2009 , aktualizacja: 20.09.2009 21:29
A A A Drukuj
Fot. Krzysztof Rak / AG
Pieniądze z KGHM - spółki z udziałem skarbu państwa zasilały "lewą kasę" Zagłębia Lubin na łapówki dla sędziów i rywali, gdy lubiński klub awansował do piłkarskiej ekstraklasy w sezonie 2003/04! Policja zabezpieczyła dokumenty księgowe klubu
Michał Tomczak (z prawej) i Robert Zawłocki (z lewej)
Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta
Michał Tomczak (z prawej) i Robert Zawłocki (z lewej)
KGHM Polska Miedź SA, spółka z udziałem skarbu państwa, jest od kilku lat właścicielem Zagłębia. Sprawa zasilania korupcyjnej kasy klubu jest jednym z wątków śledztwa. - Z prokuratorskich dokumentów, które widziałem, wynika, że ówczesny prezes Zagłębia Jerzy F. przy korumpowaniu sędziów i rywali operował bardzo dużymi sumami - po 50-60 tys. za mecz. Pieniądze pochodziły z miedziowego kombinatu i spółek z nim powiązanych - mówi "Gazecie" Michał Tomczak były szef wydziału dyscypliny PZPN, który za korupcję zdegradował Zagłębie z ekstraklasy.

W sezonie 2003/04 przewodniczącym rady nadzorczej Zagłębia był szef Dolnośląskiego Sądu Partyjnego SLD Andrzej Krug (od 2004 roku wiceprezes KGHM), a członkiem rady nadzorczej poseł SLD i trzęsący kombinatem przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego Ryszard Zbrzyzny. To oni przed rundą rewanżową odwołali prezesa klubu Marcina Fortuńskiego i mianowali na jego miejsce swojego człowieka - Jerzego F. Jego zadaniem był awans do ekstraklasy.

Plan się udał. Po ostatnim meczu, w którym Zagłębie grało z Pogonią Szczecin, na stadionie zorganizowano wielką fetę. Na specjalnej trybunie piłkarzy witali: Zbrzyzny, Krug oraz prezes KGHM Wiktor Błądek. Poseł Zbrzyzny z butelką szampana gratulował drużynie awansu, a na swojej stronie internetowej chwalił się: "Przyczyniłem się do tego, że Lubinowi przywrócona została pierwszoligowa piłka nożna".

Dopiero śledztwo prokuratury wyjaśniło, jak osiągnięto ten sukces. Z materiału śledczego wynika, że Zagłębie ustawiło wyniki co najmniej dziewięciu meczów. Na łapówki wydano kilkaset tysięcy złotych.

Jerzego F. zatrzymano latem 2007 roku i postawiono korupcyjne zarzuty. To właśnie on przed rundą rewanżową tamtego sezonu wezwał do siebie kapitana drużyny Zagłębia Andrzeja Sz. oraz innego gracza Grzegorza N. i poinformował, że w klubie zostanie utworzona "lewa kasa" na kupowanie meczów. Andrzej Sz. potwierdził to niedawno przed sądem. Jemu też postawiono zarzuty, podobnie jak Grzegorzowi N. i dwóm innych piłkarzom Zagłębia.

Z naszych informacji wynika, że w Zagłębiu działacze jeszcze przed meczem pobierali z klubowej kasy premie za wygranie tego meczu. Pieniądze pochodziły od sponsorujących klub firm, m.in. KGHM-u. Argumentowano to tym, że działacze jadą na przedmeczowe zgrupowanie do zawodników i pokazują im pieniądze, aby ich zmobilizować. Dziś wiadomo, że kasa przeznaczona była na ustawianie spotkań.

Czy o tym procederze wiedzieli Krug i Zbrzyzny? Jerzy Kasiura, prokurator nadzorujący śledztwo, nie chce na to pytanie odpowiedzieć, tłumacząc to dobrem śledztwa.

Robert Pietryszyn, który z nadania PiS został prezesem Zagłębia po Jerzym F., jest przekonany, że nie działał on sam. - Musiał mieć przyzwolenie wpływowych osób - twierdzi.

Chcieliśmy o to zapytać Andrzeja Kruga i Ryszarda Zbrzyznego, ale od kilku dni nie odbierają telefonów. Czy wiedzieli o "lewej kasie" stworzonej w klubie przez ich najbardziej zaufanego współpracownika? Na czym polegał ich nadzór nad zarządem Zagłębia, skoro doszło w nim do przestępczej działalności?

Kapitan Zagłębia Lubin Andrzej Sz. zeznaje przed sądem:

Przed rundą wiosenną 2004 roku było spotkanie z prezesem, na którym przedstawił sytuację. W klubie podpisywaliśmy lewe listy, że dostajemy pieniądze, ale tych pieniędzy nie otrzymywaliśmy. Nie tłumaczył się z tego. Starsi zawodnicy na pewno o tym wiedzieli. Nie wtajemniczaliśmy juniorów. Jednak wszyscy domyślali się, że to na sędziów i załatwianie takiego meczu jak z Polarem. Teraz o tym mówię, bo chcę spać spokojnie, oczyścić tę atmosferę wokół siebie i Zagłębia. Wcześniej chciałem bronić siebie, kolegów, klub...".

Wiem, że mecz z Polarem był kupionym meczem. Mnie i Grześka N. wezwał przed tym spotkaniem prezes F. Spytał, czy coś się da z tym meczem zrobić. Bodajże Irek K. zadzwonił do Tomasza R., który w tym czasie grał w Polarze. Stanęło na tym, że Tomek miał się spytać pozostałych zawodników, czy jest temat. Nie pamiętam, czy to było 25 czy 30 tys. zł. Spaliśmy przed meczem w hotelu. Pan F. przywiózł pieniądze i ja z Grzegorzem N. przekazaliśmy je Tomkowi R. To było w okolicy tego hotelu. Były bodajże dwie koperty. Tomek podjechał, wziął pieniądze i odjechał. Dokładnie nie wiem, kto miał wziąć łapówkę, w rozmowie padało nazwisko bramkarza chyba...

Zobacz więcej na temat:

Podziel się