Śląsk z Legią w niedzielę zagrają w hicie piłkarskiej wiosny. Śląsk jest w tabeli pierwszy i ma pięć punktów przewagi nad trzecią Legią.
O ocenę możliwości drużyn poprosiliśmy trenera Korony
Kielce Leszka Ojrzyńskiego. Korona jest jedyną drużyną, która w tym sezonie pokonała zarówno wrocławian, jak i warszawian. Kielczanie wygrali ze Śląskiem 2:1, a z Legią 1:0.
Rozmowa z Leszkiem Ojrzyńskim Michał Karbowiak: Prowadzona przez pana Korona jest jedynym zespołem, który w tym sezonie pokonał Śląsk i Legię. Z kim grało się trudniej? Leszek Ojrzyński trener Korony Kielce: Byliśmy wtedy na zupełnie innym etapie. Ze Śląskiem byliśmy rozpędzeni, po wygranej zostaliśmy nawet liderem ekstraklasy. W samym spotkaniu udało się nam podnieść, bo przegrywaliśmy 0:1. Z kolei z Legią do zwycięstwa wystarczyła nam jedna bramka. Wtedy to rywal miał za sobą świetną serię, a my potrzebowaliśmy pojedynku na przełamanie, bo wcześniej nie udało się nam zapunktować tak, jak byśmy chcieli.
Mecz Śląska i Legii to hit wiosny? - Mecz na pewno jest wydarzeniem, bo grają ze sobą pierwszy i trzeci zespół. Poza tym obie drużyny są na tych miejscach zasłużenie, bo prezentują dobry futbol nie od wczoraj. Śląsk miał świetny poprzedni sezon, Legia też zdobyła wówczas Puchar Polski i trochę się odblokowała. W ostatniej kolejce Śląsk stracił dwa punkty, a Legia trzy, ale i tak ten pojedynek zapowiada się bardzo ciekawie.
Jakie są największe wady Śląska i Legii? - Nie mogę o nich mówić otwarcie, bo przecież z tymi zespołami gramy także w tej rundzie, a ewentualne niedociągnięcia można poprawić. Chętnie powiem o zaletach obu drużyn. Za Śląskiem zdecydowanie przemawia szeroka kadra. Trener Lenczyk na każdą pozycję ma dwóch wyrównanych piłkarzy, a między zmiennikami i zawodnikami z podstawowej jedenastki nie ma przepaści, dlatego może składem rotować. W Legii pod tym względem jest nieco inaczej, bo nigdy nie wiadomo, co zaprezentują ci, którzy wchodzą z ławki. Poza tym Maciek Skorża w obronie stawia raczej na żelazną czwórkę, a reszta piłkarzy ma czekać na ewentualne błędy podstawowych.
Druga zaleta wrocławian to stałe fragmenty gry. To chyba konik trenera Lenczyka, a dzięki temu jego zespół może zdobywać gole, nawet gdy gra mu się nie układa. Śląsk ma do tego świetnych wykonawców, bo dobre piłki może dorzucić Sebastian Mila, a w polu karnym o gola powalczą Celeban, Fojut czy Kaźmierczak.
Na razie skupił się pan tylko na zaletach Śląska. A Legia? - Mocnym punktem jest bramkarz Kuciak, choć ostatni mecz z Górnikiem raczej mu nie wyszedł. Jesienią podobała mi się defensywa pod wodzą Żewłakowa. W kontekście meczu ze Śląskiem plusem może być również powrót do gry Miroslava Radovicia. To zawodnik bardzo ważny dla ofensywy Legii, a poza tym świetnie rozumie się z Ljuboją. Z Legią jest jednak pewien problem. Nie do końca można przewidzieć, jak zaprezentuje się bez mocnych punktów: Borysiuka, Rybusa i Komorowskiego. Nie wiadomo, czy ich następcy szybko się wkomponują i czy zapewnią jej ten sam poziom. Oni stracili trzech ważnych graczy w okresie startowym, a to może odbić się na ich dyspozycji.
Dla Śląska te straty Legii to znacząca przewaga? - To pokaże dopiero mecz, ale te zmiany mogą mieć jakiś wpływ na wynik. Oprócz aspektu czysto piłkarskiego jest jeszcze taki czynnik jak morale zespołu. A to buduje się raczej wzmocnieniami, a nie osłabieniami w obliczu walki o mistrzostwo. Pod tym względem Śląsk na tle rywala imponuje stabilnością. Wrocławianie nie grają też w europejskich pucharach i dzięki temu mogli się skupić tylko na niedzielnym spotkaniu. Legia przez dłuższy czas była myślami przy spotkaniu w Lizbonie.
Można z tego wnioskować, że Śląsk jest faworytem? - Śląsk jest liderem, gra u siebie, więc zdaje się mieć więcej atutów. Poza tym, jeśli zwycięży, to naprawdę rywalom ucieknie dość daleko. Z przewagą ośmiu punktów wrocławianom na pewno będzie się grało o wiele lżej, a w stolicy dla odmiany zrobi się nerwowo. Widać to już nawet teraz, bo mówi się, że po porażce z Górnikiem piłkarzy na treningu odwiedził właściciel klubu. Z mojej perspektywy byłoby lepiej, gdyby Śląsk to spotkanie przegrał. Wtedy walka o mistrzostwo byłaby ciekawsza i trwałaby pewnie do samego końca rozgrywek.