- Bardzo ciężko
gra się bez Leszka i Marcina, to dla nas wielka strata - mówił po meczu skrzydłowy Politechniki Patryk Pełka, który z konieczności grywał momentami jako środkowy. Warszawiacy nie mogli skorzystać w środę - możliwe, że nie będą mogli skorzystać do końca sezonu - z Leszka Karwowskiego, który przeszedł operację złamanej kości jarzmowej i pękniętego oczodołu oraz Marcina Kolowcy, który czeka na artroskopię prawego kolana.
Przeciwko kandydatowi do medalu
Politechnika próbowała bronić strefą, by zacieśnić pole pod koszem, ale w defensywie gospodarze grali słabiutko. - Staramy się łatać dziurę pod koszem tym, że jesteśmy mobilni, ale jest nam ciężko - przyznawał po meczu Pełka. - Rywale mieli świetną skuteczność, ale my staraliśmy się, jak mogliśmy.
Niezależnie jednak od starań gospodarzy Turów zdobywał z łatwością punkty i spod kosza, i z dystansu. Prowadził 9:2, potem 26:10 i nie pozwolił Politechnice się zbliżyć.
Gospodarze, jak zwykle, nie rezygnowali. Mateusz Ponitka próbował odważnych akcji, z których większość kończyła się skutecznie (6/7 z gry). 18-letni gwiazdor Politechniki rzucił w sumie 19 punktów - gdyby lepiej wykonywał rzuty wolne (4/9) pobiłby swój punktowy rekord w ekstraklasie (22).
Poza Ponitką skutecznie grał także Pełka, który zdobył 15 punktów i miał także po cztery zbiórki i asysty. 23-letni zawodnik w dwóch ostatnich spotkaniach był jednym z najlepszych koszykarzy swojego zespołu.
Dobra gra Ponitki i Pełki nie była jednak w stanie zagrozić rywalom. W zespole gospodarzy brakowało punktów Piotra Pamuły (dziewięć, ale tylko 2/9 z gry) oraz Michała Nowakowskiego (cztery, ledwie 1/11). Politechnika (bilans 6-17 i przedostatnie miejsce w lidze) nie miała szans z Turowem (16-7) - w zespole gości 19 punktów zdobył Daniel Kickert, a 13 dodał Aaron Cel.
W niedzielę o 17, w ostatniej kolejce pierwszej rundy rozgrywek, Politechnika zagra z Anwilem Włocławek. Warszawski zespół już dawno został skazany na rywalizację o miejsca 7-14 w drugiej fazie sezonu.