Prezes "Czarnych Koszul" przyjechał z urlopu, by obejrzeć ostatni sparing warszawskiej drużyny w Hiszpanii i porozmawiać z trenerem José Marią Bakero na temat wzmocnień. Polonia, choć sprowadziła już zimą trzech piłkarzy: Tomasza Brzyskiego, Janusza Gancarczyka i hiszpańskiego pomocnika Andreu Mayorala, wciąż nie dokonała transferu do najbardziej kulejącej jesienią formacji - ataku.
- Będzie nowy napastnik, najprawdopodobniej z Chile, z tamtejszej ligi. Bakero widział tego piłkarza przed rokiem, zanotował jego nazwisko. On go nam rekomenduje. Dogadaliśmy się już z samym zawodnikiem i jego menedżerem. Będzie kosztował nas 200 tys. euro, taką ma klauzulę odstępnego. Wkrótce ma do nas przyjechać - zapowiedział Wojciechowski. Oprócz tego na testy do Warszawy mają przyjechać zapowiadani już od dawna Nigeryjczycy. - Mamy też innych piłkarzy do ataku na oku na wypadek, gdyby nie udało się nam sprowadzić Chilijczyka. Wszystko wskazuje na to, że on jest dogadany. Powinien nam wystarczyć tylko jeden nowy napastnik, bo z tego, co widzę, Bakero będzie grał tylko jednym piłkarzem z przodu, a Ivanovski całkiem dobrze sobie radzi. Nie ma co szaleć, poczekamy te cztery miesiące i wtedy będziemy myśleć o kolejnych - mówi prezes Polonii.
Poniedziałkowy sparing w oczach Wojciechowskiego wypadł nieźle. - Fajnie to Bakero poustawiał. Cieszy mnie, że piłkarze mają doskonałą kondycję. Wytrzymali do końca, a przecież grali z Norwegami, którzy mają żelazne płuca. Wynik? Nie ma wielkiego znaczenia. Patrząc na ten mecz, chciałbym, żeby tak wyglądała gra Polonii w rundzie wiosennej. Trochę Bakero poeksperymentował, na przykład Sarvasa ustawił na lewej pomocy - przyznał właściciel "Czarnych Koszul".
Polonia dwukrotnie przegrywała i za każdym razem doprowadzała do remisu, ale jednak przegrała. - Głupi błąd popełnił Przyrowski. Wybił piłkę pod nogi napastnika, straciliśmy trzecią bramkę, a potem szybko czwartą - dodaje Wojciechowski. Nie chciał nikogo wyróżnić, był jednak zachwycony postawą hiszpańskiego pomocnika Andreu, którego widział w akcji po raz pierwszy. - Nie sądziłem, że może być tak dobry. Znakomicie sobie radzi, potrafi niekonwencjonalnie zagrać długą piłkę. Dużo osób - nie tylko ja - chwali jego grę.
Dziś piłkarze Polonii wracają do Polski. Bilans ich sparingów w Hiszpanii jest niekorzystny: jedno zwycięstwo, dwa remisy i trzy porażki, ale rywali "Czarne Koszule" miały wymagających. Wygraną z Zenitem Sankt
Petersburg i remis z Valencią należy uznać za sukces usuwający w cień chociażby porażkę z IK Start.
Jeszcze przed rozpoczęciem rundy rewanżowej Polonia ma zagrać sparing z prowadzonym przez jej byłego trenera Jacka Grembockiego pierwszoligowym Zniczem Pruszków. Mecz był zaplanowany na sobotę na godz. 17 na Konwiktorskiej, ale z powodu fatalnego stanu boiska musi odbyć się na innym stadionie lub nie dojdzie do niego w ogóle.
POLONIA WARSZAWA - IK START 2:4 (1:1): Mierzejewski (16.), Trałka (71.) - Bolanos (7.), Stokkelien (55.), Arst (84.), Fevang (85.). Polonia: Przyrowski - Sokołowski, Jodłowiec, Skrzyński, Brzyski - Mierzejewski (72. Gołębiewski), Piątek (61. Zasada), Trałka, Andreu, Sarvas - Ivanovski (72. Mąka).
Murawa się zazieleni na mecz z Lechem i reprezentacji? - Dostałem zapewnienie od opiekującego się murawą greenkeepera, że jeśli w najbliższych dniach pogoda się ustabilizuje, boisko na Polonii się wkrótce zazieleni. Będzie trzeba trochę dosiać trawy, nie dopuścić do niej ptaków, które chcą wydziobać każde źdźbło, i stopniowo stan murawy się poprawi - mówi dyrektor zarządzającego stadionem Polonii Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Janusz Kopaniak. Na razie boisko przy Konwiktorskiej, na którym 28 lutego ma być rozegrany mecz z Lechem
Poznań, a 3 marca Polski z Bułgarią, jest w fatalnym stanie. - Jeśli ktoś pamięta: w takim, w jakim była murawa na Legii przed meczami Ligi Mistrzów z Panathinaikosem
Ateny kilkanaście lat temu - opisuje były zawodnik "Czarnych Koszul" Igor Gołaszewski. WOSiR winą za to obarcza Polonię. Jej władze kazały 15 grudnia wyłączyć ogrzewanie murawy. - Bo tak zrobiła większość klubów w Polsce. My płacimy ciężkie pieniądze za dzierżawę stadionu, którego WOSiR nie potrafi utrzymać. Jesteśmy załamani, bo przecież musimy gdzieś grać, a ja mam obawy, że na cały sezon boisko już się nie poprawi - mówi wiceprezes klubu Piotr Ciszewski.