Cały wywiad znajdziesz na stronie newsweek.pl » Szczęsny skomentował zachowanie klubu związane z sobotnim zajściem po meczu Legii z Ruchem (2:3). Chuligan Legii uderzył w twarz Jakuba Rzeźniczka, który 20 minut po meczu wychodził na rozbieganie. - Widziałem kilka kadrów z filmu pokazującego część tego zajścia. Ochroniarze oddzielili bandytę od Kuby i pozwoli mu wyjść ze stadionu. Za takie postępowanie
ochroniarzy firmie ochroniarskiej należy się od ITI najwyższa możliwa kara - twierdzi bramkarz.
Były piłkarz Legii uważa, że za takie zachowanie nie należy winić tylko klubu i właściciela. - Nie ma co dokopywać ITI, bo ospałość działań w sprawie stadionowego bandytyzmu dotyczy nie tylko ich, ale też PZPN i rządu, który na rok przed
Euro 2012 zdaje się przekonywać, że teraz to on ma większe problemy.
A Wielkiej Brytanii jeśli ktokolwiek postawi stopę na murawie, albo w innym miejscu stadionu, w którym kibic znajdować się nie powinien, od razu jest stawiany przed obliczem przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości pod zarzutem usiłowania napaści. Taki delikwent trafia potem na siedem dni do aresztu, w ręce rosłych osiłków, a kiedy wraca na swoje podwórko krokiem marynarza, wszyscy się z niego śmieją. U nas taki bandyta wychodzi ze stadionu "na luzaku" i od 48 godzin jest dla wszystkich w swoim środowisku bohaterem - tłumaczy Szczęsny.
Bramkarz, który bronił barw Legii w latach 90-tych też miał problemy z kibolami, którzy mu grozili, ale postawił im się i jeden z meczów oglądał na trybunie, na której zasiadali ultrasi. - W przypadku Jakuba Rzeźniczaka to już się stało. Dostał w twarz od bandyty - bo to już nie kibol ani nie chuligan, tylko bandyta - i jedyne, co powinien teraz zrobić, to złożyć organom ścigania doniesienie o całej sprawie.