Sport.pl

Ekstraklasa. Jakub Wawrzyniak: To wyłącznie nasza wina

Rozmawiał Robert Błoński
04.04.2011 , aktualizacja: 04.04.2011 22:21
A A A Drukuj
Jakub Wawrzyniak Fot. Mieczys3aw Michalak / Agencja Gazeta Jakub Wawrzyniak
Jest tylko jedno lekarstwo na naszą chorobę. Zwycięstwo - mówi 28-letni obrońca Legii
SERWISY
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Robert Błoński: Zespół z Łazienkowskiej przegrał trzeci mecz z rzędu. Co się dzieje z drużyną?

Jakub Wawrzyniak: W żadnym z tych przegranych meczów nie byliśmy słabsi. Ze Śląskiem prowadziliśmy 1:0, z Ruchem 2:0, w Bełchatowie nie strzeliliśmy karnego na 1:0. Mieliśmy dobre momenty, prowadziliśmy grę, później pokazywaliśmy drugie, gorsze oblicze Legii. Dobrej gry wystarczało na pół godziny. W ofensywie sobie radzimy, długimi fragmentami nie pozwalamy rywalowi na nic. Ale przychodzi moment, że trzeba się cofnąć, i wtedy zaczynają się problemy.

Legia ma ujemny bilans bramkowy. Straciła aż 29 goli, przegrała dziewięć z 20 meczów.

- Statystyki są dramatyczne. Po meczu z Ruchem było mi wstyd. Prowadziliśmy 2:0, Ruch był słaby, nie pozwoliliśmy mu na nic. Aż do doliczonego czasu pierwszej połowy. Po przerwie wszystko się posypało.

Okazało się, że nie ma meczu, którego Legia nie jest w stanie przegrać.

- Wolałbym się nad sobą nie pastwić, ale ja też nie zagrałem dobrze. Przy drugim golu mogłem się lepiej ustawić. Po meczu atmosfera była grobowa. W szatni było wszystko, co najgorzej kojarzy się z przegraną. Mamy świadomość, że nie ma czasu na żale. Mecz goni mecz. Te porażki to wyłącznie nasza, czyli piłkarzy, wina. Co trener mógł zrobić? Graliśmy dobrze, mieliśmy korzystny wynik, doping kibiców. A jednak znowu nie udało się wygrać. Ciężko mi o tym mówić, nie chcemy więcej takich przeżyć.

Stracił pan nadzieję na mistrzostwo?

- Od meczu z Bełchatowem nie myślę o tym. Nie ma sensu wybiegać w przyszłość, liczy się najbliższe spotkanie. Do Wisły tracimy już dziewięć punktów, to za dużo, by mówić o mistrzostwie. Spróbujmy wygrać jakiś mecz. Jesteśmy w stanie. Zgadzam się z trenerem Skorżą, że niewiele nam brakuje. Po meczu z Ruchem nie wiedzieliśmy, gdzie się podziać. Takiego meczu nie grałem nigdy. Wydawało się, że wygramy wysoko i efektownie. W pierwszej połowie chyba nikt nie postawiłby na gości, nie było przesłanek.

Może poczuliście się zbyt pewnie?

- Nie mamy prawa czuć się zbyt pewni siebie, bo przegraliśmy przedtem osiem meczów. Zwycięstwa przychodziły nam z trudem. Pycha nas nie zgubiła. Doprowadziliśmy jednak do tego, że w środę w Gdańsku z Lechią gramy najważniejszy mecz sezonu [Wawrzyniak pauzuje w nim za kartki].

Przed meczem z Ruchem były mobilizujące przemowy, zgrupowanie, sparingi i zmiany w składzie. Nic nie pomogło.

- Zwycięstwa Legii to coś normalnego, porażki są czymś wyjątkowym. W każdym z wiosennych meczów pokazywaliśmy, że umiemy grać ładnie, mieć przewagę i stwarzać okazje do strzelenia gola. Jesteśmy lepsi niż jesienią, brakuje tylko umiejętności przetrwania ciężkich chwil. Rozmawiamy o tym przed meczem i w jego trakcie. Mobilizujemy się. I nic. Gra defensywna jest naszym atutem, ale w ataku. Gdy trzeba bronić, mamy problem. Biorę też odpowiedzialność na siebie. Jako lewy obrońca mam duży udział przy traconych golach. Wiem o tym.

Jakie jest lekarstwo na chorobę Legii?

- Zwycięstwo, choć powoli zapominamy, jak smakuje. Nie załamujemy się tylko dlatego, że rywale nie są od nas lepsi. Źle by było, gdyby z nami " jechali" przez cały mecz, tłamsili nas. Ale tak nie jest. Jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie, potrafimy narzucić rywalowi nasz styl. Za dużo jest pozytywów, żeby się załamywać.

Może nie po drodze wam, zawodnikom, z trenerem?

- Nie. Trener Skorża nie ma wpływu na nasze porażki. Co mógł zrobić w przerwie w sobotę? Jest odpowiednią osobą na tym stanowisku. To my, piłkarze, zawaliliśmy. Mamy w tym klubie wszystko. Spełniane są nasze wszystkie zachcianki. Jedyne nasze zmartwienie to dobra gra w piłkę i zwycięstwa.

Może wam za dobrze?

- Bez przesady. Potrzebujemy jednej-dwóch wygranych i odetchniemy.

Wyobraża pan sobie, że Legia nie zagra w pucharach w przyszłym sezonie?

- Nie. Chcemy zdobyć Puchar Polski i zacząć wygrywać w lidze. Jeszcze nie wszystko stracone. Puchar będzie łatwiej zdobyć niż mistrzostwo.

Z Legii śmieje się cała Polska. Wygrać na Łazienkowskiej to żadna sztuka. Wojciech Grzyb z Ruchu mówił, żeby nie umniejszać ich sukcesu, bo na Legii wygrywali także inni.

- Trener Jan Urban powiedział kiedyś: "Nie szanują was kibice. Uważają piłkarzy za idiotów, którzy za dużo zarabiają. Dziennikarze też was nie szanują i kpią z umiejętności, więc chociaż wy, piłkarze, szanujcie się wzajemnie". Po 45 minutach Wojtek Grzyb szedł ze spuszczoną głową. Po meczu śmiał się z nas. Rzeczywiście nie szanujemy się wzajemnie.

To jest dla nas wyjątkowy sezon, niestety, w złym tego słowa znaczeniu. Atakuje się nas z każdej strony. Że nie ma liderów, że brakuje nam jaj... A ja wiem, że w drużynie są piłkarze z charakterem. Bardzo źle się czujemy po porażkach. To miał być dla nas przełomowy sezon. Piękny stadion, doping kibiców. Usłyszałem go po raz pierwszy dopiero w czwartym sezonie przy Łazienkowskiej. Wreszcie zacząłem się z tym klubem identyfikować. Wcześniej było mi z tym ciężko. A teraz mam poczucie, że zawodzę. Pracuję w świetnych warunkach, dostaję pieniądze i chcę coś dać od siebie w zamian. Drugi raz w tym sezonie przegrywamy trzy kolejne spotkania. Ciężko mi o tym mówić i się z tym pogodzić.

Po meczu z Ruchem jeden z kiboli uderzył w twarz Kubę Rzeźniczaka.

- Rozmawialiśmy o tym w szatni. Dla mnie to skandal. Rozumiem zachowanie kibiców po meczu. Byli na nas wkurzeni i wściekli. Wygwizdali nas i wybuczeli. Słyszeliśmy obraźliwe słowa i widzieliśmy gesty. Mieli prawo, ale rękoczyny są niedopuszczalne. To mógł być każdy z nas. Nie wiem, co z tym zrobić. Zapewniam, że nie będziemy się bali wyjść na następny mecz. Nie będzie to też argumentem przeciwko przedłużeniu kontraktu z Legią. W moim przypadku rozmowy trwają, obie strony wykazały chęć dalszej współpracy. Powinniśmy się dogadać.

W Legii przeszedłem wiele. Grałem w reprezentacji, wyjechałem do Panathinaikosu, zagrałem dwa mecze w Lidze Mistrzów. Potem zostałem zdyskwalifikowany za doping, choć grecki lekarz wiedział, jakie tabletki zażywam. Zdyskwalifikowali mnie na pół roku i wróciłem do Legii. Grałem, potem zostałem zesłany do Młodej Ekstraklasy, teraz wróciłem do składu i pewnie podpiszemy nowy kontrakt. Piłka jest przewrotna i ja jestem tego dobrym przykładem. Gra w Legii to dla mnie wyróżnienie. Zostaje mi "walczyć i trenować", bo wiem, że "Warszawa musi panować".

Rozpad Legii »


Zobacz więcej na temat:

Podziel się