W oświadczeniu wydanym po południu w poniedziałek klub przywrócił
zakaz stadionowy » nałożony na "Starucha".
Choć
praca delegata Związku kończy się razem z meczem, wysłannik PZPN na mecz Legia - Ruch był jeszcze na stadionie, gdy po spotkaniu
kibol uderzył w twarz Jakuba Rzeźniczaka. Mimo że nie widział zajścia na własne oczy, na podstawie relacji kierownika bezpieczeństwa - Błędowskiego - opisał zdarzenie w raporcie. Ochrona dysponowała nagraniami całego zajścia.
- Pan Błędowski powiedział mi, że w końcu mają bat na człowieka, z którym już wcześniej mieli kłopoty - mówi w rozmowie z
"Przeglądem Sportowym" Krzysztof Smulski.
- Raport trafi do Ekstraklasy, która podejmie decyzje. Będzie na pewno sprawa karna, bo z takimi typami musimy walczyć twardo - stwierdził związkowy delegat.
Legia nie broni piłkarza przed kibolem W sobotę piłkarze zagrali źle. Kibole ich wygwizdali, w kapitana zespołu Ivicę Vrdoljaka rzucali szalikami i wyzwiskami. Po meczu "Staruch", herszt kiboli Legii, przeskoczył barierkę oddzielającą trybunę od murawy. W tunelu prowadzącym do szatni dopadł Rzeźniczaka i obrzucił go obelgami. Piłkarz, który przyszedł ze znienawidzonego przez warszawskich chuliganów Widzewa, został opluty. Gdy próbował odpyskować, dostał po twarzy. Zdarzenie widziało wielu świadków, dziennikarze Canal+ opisali je szczegółowo na antenie.