Sport.pl

Czarna Magia. Felieton kibica Polonii

BLCK
28.02.2011 , aktualizacja: 28.02.2011 22:28
A A A Drukuj
Pierwsze koty za płoty
ZOBACZ TAKŻE
Hm... Jak by to ująć... W obronie jest wzorowo. W ataku szału nie ma. A to i tak bardzo delikatna ocena stylu zaprezentowanego przez Polonię w pierwszych dwóch spotkaniach po blisko trzymiesięcznej zimowej przerwie. Dość powiedzieć, że najgroźniejszy strzał na bramkę atakowaną przez Polonię oddał w tych 180 minutach Manuel Arboleda, czyli obrońca Lecha Poznań.

W porządku, oddając królowi, co królewskie, należy trenerowi Bosowi przyznać, że w tyłach nasza jedenastka nie wyglądała tak dobrze od czasów Jacka Zielińskiego - mysz się nie przeciśnie, "efekt Janasa" został skutecznie zniwelowany, brawo! A wiadomo, że defensywa to podstawa, na której należy budować każdy sukces. Prawdą jest też, że w meczu z Lechem na pewno nie byliśmy stroną gorszą, a z Górnikiem bezsprzecznie dominowaliśmy na placu. Warunki, w których rozgrywane były oba spotkania, również nie sprzyjały naszym ofensywnym zawodnikom. Domeną obecnej kadry Polonii jest bowiem przede wszystkim technika, umiejętność "rozklepania" defensywy przeciwnika serią krótkich podań czy wygranym pojedynkiem jeden na jeden. Tymczasem na bagnie w Poznaniu czy na zamarzniętym kartoflisku przy Konwiktorskiej 6 trudno było o techniczne fajerwerki, zwłaszcza kiedy - jak w wypadku meczu z Górnikiem - drużyna przeciwna w jedenastkę ustawiła się na swojej połowie i myślała tylko o tym, żeby wyjechać z delegacji z czystym kontem. Pytanie tylko, czy w tej sytuacji nie było lepszym pomysłem wystawienie od początku z przodu Gołębiewskiego z Sobiechem, zamiast bezradnego w zaistniałych okolicznościach przyrody Smolarka. Bo przy pogodzie i w warunkach dla drwali warto chyba było zastosować taktykę dla drwali (pardon, panowie) - piłka na skrzydło, dośrodkowanie na walkę w powietrzu, konsekwentnie powtarzać przez 90 minut, zamiast kombinować, jak po koronkowej akcji wjechać z piłką w pole karne przeciwnika. Ale cóż, pierwsze koty za płoty. Obiektywnie patrząc, mimo niskiej skuteczności naszej gry ofensywnej trudno po tych dwóch spotkaniach mieć do trenera Bosa większe pretensje. Widać bowiem, że znowu mamy DRUŻYNĘ, że zawodnicy wiedzą, co mają robić na boisku, i konsekwentnie dążą do wspólnego celu. A jak się wspólnie i konsekwentnie dąży do celu, nie wykonując przy tym niepotrzebnych, nerwowych ruchów - to w końcu się go osiąga.

Przed nami ciężki piłkarski tydzień - w środę rewanż Pucharu Polski z Lechem przy Konwiktorskiej 6, a w niedzielę - wyjazdowa, derbowa potyczka z Legią. Jeśli jednak zagramy w defensywie z równą precyzją i konsekwencją, co w ostatnich dwóch spotkaniach, a z przodu nie zabraknie nam błyskotliwości Adriana Mierzejewskiego (którego nieobecność była bardzo odczuwalna w spotkaniu z Górnikiem) - jestem przed nim dziwnie spokojny!

Podziel się