Rozmontowany Dental Club W pierwszej lidze było kilka potencjalnie ciekawych spotkań. Na pewno na najwyższą uwagę zasługiwał pojedynek drużyn, które dotychczas przegrały w sezonie tylko raz. Zarówno Dental Club, jak i Polibuda 2013 przystąpili do spotkania mając na koncie długie serie zwycięstw. Obie strony miały oczywiście nadzieję na przedłużenie dobrej passy. Udało się jak zwykle w takim przypadku tylko jednej. W zasadzie mecz był bez historii. Dental Club nie byli w stanie znaleźć sposobu na koncertowo grający obwód rywali. Zawodnicy Polibudy w pierwszej połowie zaaplikowali im aż 7 "trójek". Z początku dla mistrzów Ligi nie miało to aż tak drastycznych konsekwencji. Odrobienie po pierwszej kwarcie 4 punktów straty do rywali (10:14) to w końcu nie jest aż taki problem. W drugiej i trzeciej odsłonie panowie z Dental Club'u niestety pogubili się już zupełnie. Ten fragment
gry przegrali aż 21 punktami. W ostatnich dziesięciu minutach musieliby dokonać cudów, żeby "wrócić do gry". Dental faktycznie ostatnią kwartę wygrali, ale cudów niestety nie było. Polibuda 2013 mogą się obecnie cieszyć najdłuższym pasmem sukcesów w pierwszej lidze.
W miniony weekend zdecydowanie ciekawszy przebieg od pojedynku pierwszoligowych liderów maiły dwa inne mecze. Na szczególną uwagę zasługiwało starcie próbujących zanotować wreszcie jakieś zwycięstwo OBP Incentive &
Sport Travel z przetrzebionymi kontuzjami NWW. Początek zawodów należał do OBP. Kilka szybkich akcji plus dobra skuteczność zza łuku pozwoliły im wyjść na 5-punktowe prowadzenie (14:9). Na odpowiedź NWW nie trzeba było długo czekać. Formą strzelecką błysnął Arek Łęczycki (23 pkt, 6 zb, 1 prz, 7 as). Po jego kolejnym trafieniu (w pierwszej kwarcie zaliczył 10 punktów) NWW wyszli na 6 punktów przewagi (22:16) wyraźnie nabierając rozpędu. OBP z początku nie mogli nic poradzić na dobrze grających rywali. Dopiero w ostatnich minutach pierwszej połowy coś się ruszyło. OBP prowadzeni przez Grześka Kwiatkowskiego (30 pkt, 6 zb, 1 prz, 3 as) dość szybko wyszli z zapaści i niemal w całości odrobili straty do rywali (34:36 w połowie spotkania). Niestety to co w sumie z taką łatwością im przyszło, równie łatwo zostało zaprzepaszczone. Od początku trzeciej kwarty NWW zagrali bardziej zdecydowanie, a OBP nie zdołali odpowiednio szybko na to zareagować. Dlatego po niecałych pięciu minutach znowu wyraźnie tracili do przeciwników (38:47). Nadzieję na zwycięstwo przywrócił im jednak Michał Adamski (22 pkt, 11 pkt, 2 bl, 2 prz, 3 as). Na początku czwartej kwarty po jego trafieniu z linii "wolnych" OBP mieli już tylko 5 punktów straty (51:56) i wciąż realne szanse na sukces. I tutaj dopiero zaczęły się emocje. OBP trafili trzy "trójki" z rzędu. NWW potrafili na razie na te ciosy odpowiedzieć, ale ich przewaga na dwie minuty do końca meczu znowu stopniała (63:60). Po trafieniu powracającego po kontuzji Bartka Sobczaka (14 pkt, 1 zb, 1 prz, 3 as) NWW znowu nieco odskoczyli (65:60). OBP nie przestali jednak naciskać. Ich kolejne dwa trafienia, tym razem za 2 punkty zminimalizowały przewagę przeciwników (65:64). Na jakieś pół minuty do końca meczu było naprawdę blisko. Niestety obrona OBP nieco przyspała i stosunkowo łatwe punkty zaliczył Piotrek Pniewski (16 pkt, 3 zb). I tutaj po raz kolejny błysnął Grzesiek Kwiatkowski. Trafiając już piątą tego dnia "trójkę" dał swojej drużynie remis i szansę rozstrzygnięcia losów spotkania w dogrywce. Z początku wydawało się, ze OBP z szansy skorzystają. Ponownie dobry fragment miał Michał Adamski, a jego drużyna wyszła na 2-punktowe prowadzenie (71:69). Niestety od tego momentu na placu punktowała już w zasadzie tylko jedna strona i nie byli to OBP. "Swoje" zrobił Arek Łęczycki, a jego kolejne trafienia dały NWW zwycięstwo.
TNT przed ósmym meczem w sezonie mieli małe szanse na grę w play off, a kolejna porażka mogła już definitywnie je pogrzebać. Nic dziwnego, że do starcia z SMS76550GORTATUNBA podeszli tak zdeterminowani. Zadanie mieli o tyle ułatwione, że SMS już drugi mecz z rzędu nie mogli skorzystać z usług swojego najskuteczniejszego zawodnika Piotra Brusta. Tydzień wcześniej zemściło się to w starciu z Polibudą 2013 (choć przegrali w sumie dość nieznacznie). Tym razem podobnie mogło być w kolejnym spotkaniu. TNT po dobrym początku wyraźnie spuścili z tonu. i na pierwszą przerwę w spotkaniu schodzili z 3 punktami straty do rywali (18:21). Od drugiej kwarty znowu zabrali się do
pracy, jednak SMS nie pozwolili im zbytnio "odjechać". W drugiej i trzeciej kwarcie TNT cały czas prowadzili, ale też bez przerwy czuli oddech rywali na plecach nie zyskując więcej niż 3-4 punkty przewagi. SMS dopiero pod koniec trzeciej odsłony stracili nieco czujność, a sytuację wykorzystał Maciej Dąbrowski (13 pkt, 7 zb, 2 as). TNT błyskawicznie odeszli przeciwnikom na 8 punktów (54:46). Po tak fatalnym obrocie spraw SMS musieli szybko zareagować. Już cztery minuty po rozpoczęciu czwartej kwarty wyszli na 1-punktowe prowadzenie (55:54) pokazując, że ani myślą rezygnować z osiągnięcia końcowego sukcesu. Niestety w tym momencie znowu zagrali gorzej, by nie rzec wręcz głupio. Kilka prostych błędów w ataku, jak również obronie i TNT po raz kolejny tego dnia byli na prowadzeniu (61:57). Tym razem sytuacja była o tyle groźna, że spotkanie miało się już ku końcowi. SMS robili co mogli, żeby wyrównać stan rywalizacji. Udało się im to po trafieniu Marcina Rydlewskiego (14 pkt, 3 zb, 2 prz, 4 as) na kilkadziesiąt sekund przed końcem. TNT bardzo szybko odpowiedzieli jednak trafieniem Witka Orlińskiego (14 pkt, 7 zb, 1 prz, 1 as), ale SMS wciąż mieli czas na wyrównanie, a nawet zwycięstwo. Kolejne akcje w wykonaniu obu stron zakończyły się fiaskiem. Kilka sekund przed końcem, kiedy SMS grali już tylko "na faul", a TNT na tenże faul czekali dużą niefrasobliwością popisał się Maciej Honory. Jego bezsensowne podanie w okolicy połowy boiska przechwycił Mikołaj Paciura (16 pkt, 4 zb, 1 bl, 5 prz, 3 as) i znalazł się w zasadzie w sytuacji "sam na sam" z koszem. Po faulu stanął na linii "osobistych". Dwa celne rzuty mogły dać jego drużynie remis. Pierwszy osobisty... celny! Drugi... "pudło"! Jedna zbiórka jego kolegów, dobitka... niecelna, chwilę później ponowienie akcji i znowu piłka poza koszem... sygnał kończący mecz! SMS mimo kilku okazji w końcówce przegrali zawody. TNT po ciężkiej walce i szczęśliwym zwycięstwie zachowali szanse na uczestnictwo w ply off.
Problemy liderów CMP Centrum Medyczne nie wiedzie się ostatnio najlepiej. Nie żeby zaraz przegrywali, ale mimo to ciężko jest już mówić o ich dominacji w każdym spotkaniu. W miniony weekend do ostatnich sekund męczyli się z coraz ciekawiej grającymi SGGW i w zasadzie tylko szczęściu zawdzięczają kolejne zwycięstwo. Początek zawodów wyglądał jak na CMP raczej tradycyjnie. Szybko osiągnęli znaczną jak na ten moment spotkania przewagę (19:9). Problem w tym, że zamiast przeć do przodu i powiększyć ją w zasadzie stanęli w miejscu całkowicie oddając inicjatywę rywalom. Nadeszły dla nich ciężkie czasy. W całej drugiej kwarcie zdobyli ledwie 5 punktów. Z początkiem trzeciej odsłony SGGW zbliżyli się do nich na 5 punktów (19:24) i aż prosiło się o jakąś reakcję ze strony CMP. Jednak jak już nie idzie, to na całej linii. Po niemal remisowej trzeciej dziesięciominutówce nadeszła fatalna czwarta kwarta. Na jej początku CMP prowadzili jeszcze 8 punktami (34:26). Już sama ich zdobycz na tym etapie spotkania świadczyła o tym, że ta niedziela, to nie jest ich dzień. W czwartej kwarcie dalej szło im jak po grudzie, a SGGW zamierzali to wykorzystać. Systematycznie zmniejszali stratę do rywali. Na nieco ponad minutę przed końcem meczu akcją "2+1" popisał się Tomasz Przedlacki (8 pkt, 8 zb, 2 bl), a SGGW zbliżyli się do CMP na minimalną odległość (37:38). W godzinie próby ciężar gry wziął na siebie Przemek Kuliś (16 pkt, 4 zb, 2 prz, 2 as). Jego trafienie dało CMP 3 punkty przewagi (40:37). SGGW szybko odpowiedzieli dwoma punktami, ale na więcej nie starczyło im czasu, a przede wszystkim umiejętności. Ich akcje w ostatnich kilkudziesięciu sekundach meczu zakończyły się niestety spektakularnymi stratami.
Będzie niezły finisz w III lidze! W trzeciej lidze, jako się rzekło na wstępie, mamy właśnie końcówkę rundy zasadniczej. Po niej najlepsi wezmą udział w play off, ale znaczącej większości pozostanie rozegrać jedynie mniej ważne mecze "posezonowe". W miniony weekend grała tylko grupa B, a szczególnie interesująco wyglądało starcie Gealic Thirteen z Szutira.
Szutira już dawno stracili jakiekolwiek szanse na grę w play off. Są chyba jedną z najbardziej pechowych ekip tego sezonu. Mają na koncie ledwie jedną wygraną, ale aż w trzech przypadkach mecze przegrali dwoma punktami. Niestety tym razem miało być podobnie. Gealic Thirteen mecz zaczęli, jak przystało na drużynę walczącą o play off. Początek ewidentnie należał do nich i po siedmiu minutach prowadzili różnicą 6 punktów (10:4). Kolejne minuty zdawały się tylko dowodzić, kto w tym spotkaniu będzie rozdawał karty. Na początku drugiej odsłony Szutira tracili do nich już 9 punktów (21:12) i niewiele wskazywało na to, żeby do końca ta tendencja miała się nie utrzymać. Gealic Thirteen w ataku grali mądrze, szybko i co ważniejsze skutecznie. I nagle wszystko się... skończyło. Być może osłabł ich entuzjazm, być może myślami byli już przy jakiejś wieczornej "imprezie". Tak czy owak dali Szutira złapać wiatr w żagle. I to jaki! W zaledwie dziesięć minut z drużyny skazanej na porażkę Szutira wyrośli do rangi równorzędnego przeciwnika i z początkiem trzeciej odsłony niemal dogonili rywali (31:32). Czy na tym poprzestali. Oczywiście nie! Nie minęło kolejnych pięć czy sześć minut, a Szutira objeli w meczu prowadzenie (44:39)! Gealic Thirteen tuż przed zakończeniem trzeciej kwarty mieli dwa problemy. Pierwszy, to rywal, który uwierzył w siebie. Drugi to własna momentami zadziwiająca wręcz nieporadność. Z początkiem czwartej kwarty udało im się zniwelować przewagę rywali (47:47). Niestety chwilę później Szutira złapali drugi oddech i ponownie "odjechali" im, tym razem na aż 6 punktów. Do końca zostało naprawdę niewiele czasu i wydawało się, że niespodzianka wisi w powietrzu. Na szczęście w tym momencie zaskoczyła obrona Gealic. Szutira do końca spotkania nie zdołali trafić do kosza rywali (choć niekiedy byli od tego o włos), natomiast w szeregach Gealic Thirteen o tym jak grać w koszykówkę przypomnieli sobie Andrzej Petruszyński (16 pkt, 11 zb) oraz Wojciech Rybak (5 pkt, 3 zb, 2 prz). Ich siedem punktów w końcówce spotkania dało Gealic Thirteen skromne 1-punktowe zwycięstwo i pozwoliło utrzymać się na czwartym miejscu w tabeli grupy B. Szutira należą się ogromne brawa za walkę do końca. Pozostaje mieć nadzieję, że z równą energią i wolą walki podejdą do kolejnych spotkań.
Sytuacja w trzeciej lidze na jedną kolejkę do końca sezonu zasadniczego wygląda naprawdę interesująco. O ile w grupie A wszystkie karty są już w zasadzie rozdane, a walka będzie się toczyć jedynie o końcowy kształt tabeli i miejsca przed play off, to w grupie B prawdziwą wojnę o ostatnie miejsce premiowane grą w play off stoczą aż cztery drużyny! Teoretycznie najprostszą robotę mają This Is Madness i Gealic Thirteen. Przeciwnikiem pierwszych będą Szutira, którzy w tym sezonie wygrali tylko raz. Problem polega na tym, że This Is Madness muszą wygrać możliwie wysoko, a dodatkowo również liczyć na potknięcia konkurentów. W przeciwnym razie o miejscu w tabeli zadecydują "małe punkty". Szutira to dodatkowo ekipa mocno nieprzewidywalna, o czy - jak już pisałem - przekonali się ostatnio Gealic Thirteen. A propos Gealic Thirteen. Na najbliższy weekend mają tylko jedno zadanie. Wygrać lub w najgorszym razie minimalnie przegrać z UKS Probasket Mińsk Mazowiecki. Zasadniczo do zrobienia. Mają jedno zwycięstwo więcej od konkurencji i dość korzystny bilans "małych punktów". Prawdziwy problem z wygraną będą mieli natomiast ButyXL oraz Shamal Basket Team. Żeby myśleć o play off obie ekipy muszą wygrać, dodam wysoko, i to z bardzo wymagającymi przeciwnikami, odpowiednio SEX MVP oraz Dream Team. Jak łatwo zauważyć są to drużyny z czołówki tabeli i w walce o jak najwyższą pozycję przed play off z pewnością tanio skóry nie sprzedadzą.
Więcej informacji, tabele terminarz rozgrywek, statystyki spotkań na
www.unba.pl