Starcia faworytów w pierwszej lidze Druga kolejka stała przede wszystkim pod znakiem dwóch starć czołowych ekip poprzedniego sezonu. W pierwszym na parkiecie zobaczyliśmy wicemistrzów z
Unimedu oraz wiecznie głodnych sukcesu (choć na razie w tej materii raczej niespełnionych) panów z
TC Team. Obie drużyny grały naprawdę dobre zawody. W bardzo wyrównanej pierwszej połowie żadna ze stron nie była w stanie wyjść na więcej niż kilkupunktowe prowadzenie. Po zmianie stron na tablicy wyników mieliśmy remis (24:24). W trzeciej odsłonie z początku sytuacja nie ulegała znaczącym zmianom. Dopiero kilka minut przed jej zakończeniem szczęście dopisało TC Team. Kilka udanych akcji sprawiło, że stosunkowo szybko wyszli na 12-punktowe prowadzenie (46:34). Kiedy wydawało się, że w tym momencie finał zawodów może być tylko jeden sytuacja odmieniła się diametralnie. W zasadzie ciężko stwierdzić jak to się stało. Być może nawet sami panowie z TC Team tego nie wiedzą. Fakty są takie, że na przestrzeni blisko siedmiu minut w zasadzie nie istnieli na boisku. Szybko zyskaną przewagę równie szybko stracili. We wspomnianym czasie TC Team nie zdobyli nawet punktu. Tymczasem ich rywale zagrali wprost fenomenalnie. 18 punktów z rzędu pozwoliło Unimedowi wyjść na 6-punktowe prowadzenie (52:46). Kiedy zawodnicy TC Team zameldowali w koszu dwie "trójki" i po raz kolejny mieliśmy w meczu remis wydawało się, że podejmą jeszcze walkę. Niestety wicemistrzowie ligi nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Kolejne udane akcje przy absencji rywali dały Unimedowi zwycięstwo.
Kolejnym ciekawym meczem, choć w pewnym sensie dla koneserów, był pojedynek mistrzów ligi z
Dental Club, którzy po raz pierwszy wyszli w tym sezonie na parkiet oraz trzeciej drużyny poprzedniej edycji, czyli panów z
NWW. Dla tych drugich była to przy okazji sposobność do małego rewanżu za porażkę w półfinale czerwcowych rozgrywek play off. Obie ekipy postawiły zdecydowanie na obronę. Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli mistrzowie ligi. Doskonała defensywa pozwalała im systematycznie powiększać prowadzenie. Pod koniec drugiej kwarty było to już 10 punktów. Niestety, to, co tak pięknie się zapowiadało, bardzo szybko i dość brutalnie się skończyło. Od trzeciej kwarty to NWW dyktowali warunki na placu boju. W szeregach Dental Clubu coś się zacięło. Po trzeciej kwarcie prowadzili jeszcze co prawda 6 punktami (29:23), ale każde punkty przychodziły im z dużym wysiłkiem. W ostatniej kwarcie nic się nie zmieniło. Choć NWW nie grali dużo lepiej, to jednak grali. Mistrzowie tymczasem zwyczajnie stanęli. Na minutę przed końcem Dental Club po raz pierwszy od dłuższego czasu stracili prowadzenie (31:33). Szansa na zwycięstwo, albo choć na wyrównanie jednak była. Na kilka sekund przed końcem ciekawym zagraniem popisał się Michał Constanzo. Jego drużyna wciąż miała dwa punkty straty do rywali. Stojąc na linii rzutów wolnych spudłował pierwszy rzut wolny. Drugie trafienie nic by jego drużynie nie dało, więc z premedytacją z całej siły odbił piłkę od obręczy, zebrał ją, a następnie oddał celny rzut z półdystansu. Mieliśmy remis (33:33)! NWW mieli jeszcze małą szansę na osiągnięcie dobrego wyniku. Do syreny kończącej zawody pozostało nieco ponad cztery sekundy i zamierzali je dobrze wykorzystać. Do piłki wyszedł Bartek Sobczak. "Powiesił" próbującego przeszkodzić mu rywala i oddał celny rzut zza łuku! NWW rewanż się udał. Wygrany mecz z pewnością bardzo się NWW przyda szczególnie, że bohater ostatnich sekund kilka minut wcześniej niefortunnie doznał poważnej kontuzji, która wykluczy go z gry na kilka miesięcy. Pozostaje mi jedynie ogromnie mu współczuć.
Filbico demolują rywali w drugiej lidze Drugoligowi faworyci mają kłopot. Nastąpiło długo oczekiwane przebudzenie
Filbico związane z powrotem do pełni formy ich kluczowych zawodników. W zasadzie to już nie Filbico, bo w ramach zmiany wizerunku zmieniają również nazwę na
CMP Centrum Medyczne. Mniejsza o to, bo nas najbardziej powinny interesować wyniki tej drużyny. W pierwszej kolejce rozjechali
Warka Team, teraz zwyczajnie zdemolowali
Pogoń. Dotychczasowe starcia wygrali odpowiednio 30 i 48 punktami! Owszem, nie da się ukryć, że zarówno Warka, jak i Pogoń, to nie są jakieś wielkie drużyny. Mimo to rozmiary zwycięstw robią wrażenie. Już się nie mogę doczekać starć Filbico z kilkoma nieco bardziej renomowanymi firmami.
Druga liga to jednak nie tylko CMP Centrum Medyczne. W miniony weekend trochę się tu działo. Szczególnie emocjonująco było podczas pojedynku niedawnych trzecioligowców ze
Specjal i
DNA. Po nerwowej końcówce zwycięsko z pojedynku wyszli ci drudzy (47:44). Po pierwszym drugoligowym zwycięstwie (licząc razem z poprzednim sezonem, bodaj dwunastym z rzędu!) gorycz porażki poznali wreszcie
Kanibale PLNY Textylia. W pokonanym polu pozostawili ich młodzi studenci warszawskiej
SGGW, którzy w ten sposób zainaugurowali rozgrywki (w pierwszej kolejce zdecydowali się na przełożenie meczu z uwagi na braki kadrowe).
Kolejne zwycięstwo po strasznych mękach i przy dużej dozie szczęścia zaliczyli panowie z
Baletu Aleksieja. W zasadzie przez cały mecz robili co w ich mocy, żeby to spotkanie przegrać. Dopiero w ostatnich minutach czwartej kwarty zabrali się do
pracy i odrobili straty do potencjalnie słabszych
B'ballin. Na kilka sekund przed końcem przy remisie po raz kolejny się "wykazali" i pod samym koszem zostawili nie pilnowanego jednego z rywali. Tym razem jednak przeciwnik okazał się na tyle uprzejmy, że nie trafił spod samego kosza i dał szansę na kontrę. Ta zakończyła się sukcesem i "Balety" wymęczyli drugie zwycięstwo w sezonie.
Trzecia liga nie jest wcale gorsza Tutaj też działo się sporo. Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy. Tyle można niestety powiedzieć o szlagierowo zapowiadającym się starciu
Sióstr Spinningowych z
Kabaretem Starszych Panów. Niestety, obie strony postawiły głównie nie na grę, a na udowadnianie sędziom, że jak zwykle nie mają racji. Na boisku panował ogólny chaos, a mecz oglądało się źle. Wygrały "Siostry", ale nie był to mecz, o którym warto coś pochlebnego napisać. Dużo krzyku, mało grania i tyle.
Znacznie ciekawiej było na przykład podczas starcia
Shamal Basket Team z
Szutira. Obie ekipy postawiły na walkę i zaangażowanie. Po początkowych sukcesach Szutiry do głosu doszli rywale. Od połowy trzeciej kwarty, kiedy to po raz pierwszy w meczu oglądaliśmy remis (27:27) było już naprawdę ostro. Dla niektórych nawet za ostro, gdyż jeden z czołowych zawodników Shamal musiał opuścić boisko z powodu skręconej kostki (serdecznie współczuję i życzę powrotu do zdrowia). Poświęcenie dało odpowiedni rezultat. Shamal nadal byli "w gazie" i ani na chwilę nie dopuszczali rywalom. W ostatnich minutach czwartej kwarty było sporo chaosu, nieprzemyślane akcje po obu stronach sypały się jak z rękawa. Emocje dały o sobie znać. Na kilkanaście sekund przed końcem meczu w zasadzie przez przypadek piłka trafiła w ręce jednego z zawodników Shamal. Ten popisał się rajdem przez pół boiska i mimo faulu jednego z rywali zdołał oddać rzut i trafić do kosza! Zawodnikom Szutira nie udało się już odpowiedzieć na to zagranie i zeszli z boiska w roli pokonanych.
Więcej informacji, tabele terminarz rozgrywek, statystyki spotkań na
www.unba.pl.
Zobacz jak rośnie Stadion Narodowy
Derbowy dzień na Służewcu. Zobacz galerię zdjęć