Ekstraklasa.tv: Zobacz gole z innych spotkań »O pierwszej połowie meczu w
Łodzi lepiej jak najszybciej zapomnieć. Ataki gospodarzy były zbyt chaotyczne, żeby przynieść wymierne korzyści, a niemrawo grająca Polonia pierwszą groźną okazję stworzyła sobie dopiero w 35. minucie. Oko w oko z Maciejem Mielcarzem stanął
Artur Sobiech, ale strzelił wprost w wybiegającego bramkarza.
Słabo grającym "Czarnym Koszulom" nie pomógł fakt, że pierwszy raz w tym sezonie od pierwszej minucie na boisku grał Euzebiusz Smolarek. Napastnik powołany niedawno przez Franciszka Smudę na towarzyskie mecze z Ukrainą i Australią, choć często zmieniał strony i dużo biegał, nie oddał ani jednego strzału w kierunku bramki Widzewa.
Polonia grała słabo w ataku, ale dobrze zorganizowana w defensywie nie pozwalała gospodarzom rozwinąć skrzydeł. Zespół Andrzeja Kretka nie stworzył ani jednej klarownej sytuacji pod bramką Sebastiana Przyrowskiego, a wszystko na co było go stać przed przerwą to trzy rzuty rożne.
W drugiej połowie do głosu doszli gospodarze, którzy kilkukrotnie groźnie strzelali. Co z tego, skoro niecelnie. Prym w niedokładności wiódł
Darvydas Sernas, bo aż trzy razy w dogodnych sytuacjach uderzał obok bramki Polonii. Kiedy wreszcie snajper Widzewa popisał się celnością, na jego drodze stanął znakomicie interweniujący Sebastian Przyrowski.
Widząc rosnącą przewagę gospodarzy, Jose Maria Bakero robił co mógł, żeby pobudzić swój zespół do lepszej
gry. Żadna ze zmian nie przyniosła jednak korzyści. Blado wypadł Janusz Gancarczyk, niewidoczny był Daniel Gołębiewski, a mający poukładać grę w drugiej linii Patryk Rachwał bezmyślnie faulował.
Widzew do końca próbował zdobyć zwycięską bramkę, ale w końcówce gospodarzom brakowało sił i pomysłu, żeby sforsować defensywę "Czarnych Koszul". Łodzianie wciąż pozostają bez wygranej na własnym stadionie, ale jako pierwsi urwali punkty będącej wcześniej nie do zatrzymania Polonii.