Transfer 43-krotnego reprezentanta Polski do Polonii to największe wydarzenie letniej przerwy w ekstraklasie. Do kraju przyjeżdża były zawodnik Feyenoordu, Borussii Dortmund, Racingu Santander, Boltonu i Kavali. W polskiej lidze jeszcze nigdy nie grał.
Rozmowa z Euzebiuszem Smolarkiem, zdobywcą 19 goli dla reprezentacji Polski Robert Błoński: Lubi pan Warszawę? Bywał pan tu prywatnie czy wyłącznie przy okazji zgrupowań reprezentacji? Ebi Smolarek: Urodziłem się w
Łodzi, ale rodzina babci mieszka w okolicach stolicy, więc bywałem tu także prywatnie. Nie znam dobrze Warszawy, ale jest tu kilka ładnych miejsc. Choćby Starówka. To duże, ładne miasto. Podoba mi się. Byłem tu jakiś czas temu podczas urlopu ze swoją partnerką.
Ale chyba nie spodziewał się pan, że w Warszawie będzie grał w piłkę? - Nie. Ale pytany o polską ligę, zawsze mówiłem: "Nigdy nie mów nigdy". Życie płata różne rzeczy, mnie los rzucił do Polonii. I jestem szczęśliwy. W środę miałem trening indywidualny, wcześniej długo rozmawiałem z trenerem Bakero. We czwartek spotkałem się z drużyną. Wcześniej, przez dziesięć dni, trenowałem z Kavalą na zgrupowaniu w Atenach. Zaległości w bieganiu nie mam. Trener Kavali Dragomir Okuka prowadził kiedyś Legię i ponoć dał się poznać jako człowiek, u którego obozy przygotowawcze są ciężkie. Od tamtego czasu nic się nie zmienił. Biegania było duuuużo... Nie grałem jeszcze żadnego meczu, ale fizycznie czuję się dobrze. Chodzi o specyficzne rzeczy, piłkarskie, wkomponowanie się w zespół, taktykę, itd.
Jak pan trafił do Polonii? - Kilkanaście dni temu zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałem znajomy głos. Pawła Janasa nie można z nikim pomylić. Wiedziałem, że pracuje w Polonii
Warszawa, ale nie miałem pojęcia, za co odpowiada. Wytłumaczył i spytał, jaka jest moja sytuacja. Porozmawialiśmy trochę, później zadzwonił do mnie prezes Wojciechowski. Tym razem rozmowa była dłuższa. Zaproponował konkretne rozwiązania, poprosiłem o chwilę do namysłu. Zadzwoniłem w kilka miejsc, popytałem znajomych m.in. w Hiszpanii o trenera Bakero. I zdecydowałem się przyjść do Polonii. Sprawę kontraktu załatwiliśmy szybko.
Dlaczego polska liga? - Moim zdaniem będzie coraz lepsza. Powstają piękne stadiony, jest coraz większe zainteresowanie kibiców, przyjeżdżają coraz lepsi piłkarze. Ja tutaj nigdy nie grałem, to będzie dla mnie coś nowego. Wszyscy mówią, że to mój upadek. Ja widzę to inaczej. W Polsce się urodziłem, mieszkałem przez pierwszych sześć lat życia, potem pojechaliśmy do Niemiec, następnie Holandii. Ale zawsze, jak przyjeżdżałem do kraju, podobało mi się. Nie wiem, może to kwestia powietrza? (śmiech)
Moim zdaniem w każdej innej sytuacji grzecznie by pan Polonii odmówił. Trener Okuka mówił, że chce pana w Kavali... - Musiałem stamtąd odejść, taka jest prawda. W tamtym roku klub miał inny cel. Prezes sprowadził niezłych zawodników, płacił dobre pieniądze, a celem był awans do pucharów. Nie udało się, więc plany na nowy zostały zweryfikowane. Odeszli lepsi i drożsi piłkarze. Też spróbują powalczyć o Europę, ale mniejszymi nakładami. Powiem tak: w Grecji byli zadowoleni, że odchodzę. Prezes dał mi wolną rękę. Przygoda z Kavalą się skończyła, a że nadeszła konkretna i dobra oferta z Polonii, to ją przyjąłem. Miałem inne opcje, ale chciałem przyjechać i grać w Polsce.
Polska jest piękna, to fakt. Ale czy to dla pana najbardziej odpowiednie miejsce do grania w piłkę? - Zobaczymy.
Polska liga nie jest za słaba dla pana? - A może za dobra? Ja tu nie przyjechałem czynić cudów, tylko grać, strzelać gole i wygrywać każdy mecz.
Przyjeżdża pan do Polski po bardzo udanym okresie prywatnym i narodzinach syna. Ale sportowo te ostatnie dwa lata to porażka. Który moment o tym zdecydował? Wypożyczenie z Santander do Boltonu w sierpniu 2008 roku? - Ostatnio nie było tak, jak chciałem, ale nie wszystko zależało ode mnie. W 2007 roku wyjechałem z Dortmundu do Santander. Pierwszy sezon w Hiszpanii miałem dobry, strzeliłem sześć goli, paru mi nie uznali. Ale walczyliśmy o puchary, poznałem ligę, kulturę i język. Wydawało się, że kolejny będzie lepszy. Musiałem jednak odejść z Racingu do Boltonu. Zdecydowały o tym kwestie finansowe, w Santander powoli zaczynało brakować pieniędzy. Płacili i obiecywali więcej niż mieli zaplanowane w budżecie. Przykładem jest teraz Mallorca, którą za długi UEFA wykluczyła z Ligi Europejskiej. Tak samo było w innych hiszpańskich klubach. To działo się trzy lata temu, a teraz wszystko wychodzi na jaw. Prezes Santander miał dobre układy z prezesem Boltonu i tak trafiłem do Anglii. Razem ze mną Mustapha Riga, mieliśmy grać jako skrzydłowi. Ale trener to zmienił, bo potrzebował miejsca dla Kevina Daviesa. A później na siłę trzymał Szweda Elmandera, mimo że nie strzelił gola w pięciu kolejnych meczach. Różnica była taka, że ja byłem tam wypożyczony za darmo, a Elmandera kupił trener i musiał pokazać, że dobrze wydał pieniądze. W Boltonie nie dostałem szansy, co z tego, że zagrałem w dwunastu meczach, skoro na boisku spędziłem 230 minut? Po roku wróciłem do Santander, ale nie mogłem tam zostać.
Dlaczego? - Podałem ich do sądu w FIFA, bo nie chcieli wywiązać się z warunków umowy. Wygrałem. Oni mówili, że skończyli ze mną współpracę. Działo się to przy okazji towarzyskiego meczu z Grecją w
Bydgoszczy. Więcej siedziałem z telefonem przy uchu i rozmawiałem z ludźmi z FIFA niż myślałem o piłce. W końcu jednak kontrakt został rozwiązany na moich warunkach. Zostałem wolnym zawodnikiem.