Sport.pl

Ekstraklasa: Legia godzi się z SKLW

Kuba Dybalski
27.07.2010 , aktualizacja: 27.07.2010 11:26
A A A Drukuj
Przedstawiciele SKLW i Legii Warszawa Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta Przedstawiciele SKLW i Legii Warszawa
Koniec z twardą polityką Legii wobec tych, którzy na stadionie przy Łazienkowskiej notorycznie łamali regulamin i wyzywali właścicieli klubu. W poniedziałek prezes Paweł Kosmala uścisnął dłoń przedstawicielowi stowarzyszenia kibiców, które kierowało protestem na trybunach.
SERWISY


Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

- Mamy nadzieję, że na stadion wróci wspaniała atmosfera i dopingujący kibice - powiedział prezes Legii.

W porozumieniu nie przeszkodziło mu to, że czołową rolę w Stowarzyszeniu Kibiców Legii Warszawa wciąż odgrywa Piotr S. "Staruch", który po śmierci Jana Wejcherta intonował na trybunach: "Jeszcze jeden!", życząc śmierci innemu właścicielowi klubu Mariuszowi Walterowi. Przedstawiciele klubu zapowiedzieli wtedy, że "Staruch" na stadion już nigdy nie wejdzie.

- Wiem, że Piotr S. ma proces sądowy i zakaz stadionowy. Tak jak po krwawej I wojnie światowej strony musiały dojść do porozumienia i wybaczyć sobie wiele rzeczy, tak i my chcemy zupełnie inaczej budować relacje w warunkach pokoju - mówił Kosmala.

Co wybaczyła Legia?

W 2007 r. w przerwie meczu Pucharu Intertoto z Vetrą w Wilnie na boisko wbiegli kibole i pobili się z policją. Klub wyrzucono z europejskich pucharów, a władze rozpoczęły walkę z chuliganami. Stowarzyszenie uznało zakazy stadionowe dla łamiących regulamin za represje. Na trybunach zapanowała cisza przerywana chóralnym: "ITI sp..." i innymi wulgarnymi okrzykami pod adresem właścicieli i władz klubu. Do tak rozumianego "protestu" dołączono postulaty, od których spełnienia SKLW uzależniało powrót dopingu, m.in. przywrócenie ulubionego przez kibiców herbu, zniesienie zakazów stadionowych czy ostatnio obniżkę cen biletów na nowym stadionie.

- Staramy się tym nie przejmować. Można powiedzieć, że już się uodporniliśmy. Jeżeli 300 osób próbuje tymi okrzykami coś udowodnić, to próżne starania. Nic nie osiągną - mówił dwa lata temu "Gazecie" ówczesny prezes, obecnie wiceprezes Legii Leszek Miklas.

Stowarzyszenie, które w statucie ma wpisane m.in. "wytwarzanie atmosfery zaufania i szacunku do klubu" i "przyczynianie się do poprawy atmosfery na trybunach", nie reagowało na festiwal bluzgów na trybunach, zniechęcało kibiców do przychodzenia na mecze Legii, było głuche na prośby trenerów i piłkarzy narzekających na fatalną atmosferę.

SKLW zaproponowało też pomoc prawną zatrzymanym przez policję 700 osobom, które w większości bez biletów chciały dostać się dwa lata temu na derbowy mecz z Polonią. - Zatrzymani obrzucili policjantów kamieniami i racami. Mieli przy sobie ochraniacze na zęby, kastety, nóż, kominiarki, race świetlne, widelce, łańcuchy rowerowe i gaz obezwładniający - mówił wtedy "Gazecie" wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki.

Twarda polityka klubu i zapowiedzi, że stadion zapełni się niebawem tysiącami "normalnych" kibiców, nie sprawiły, że na trybunach zaczęło być głośno, ale kulturalnie.

Legia miękła od kilku miesięcy. Cofnęła prawie wszystkie (poza jednym) klubowe zakazy stadionowe, choć kilka tygodni temu prezes Kosmala zapowiadał, że "amnestia" będzie bardzo trudna. Wróciła do herbu, który kibole uważali za swój, choć przez cztery lata promowała inny. Prezes na stadionie spotkał się z kibicami. Zarząd, który zapowiadał, że ceny biletów na nowym stadionie nie zmienią się do końca sezonu, uległ. Na życzenie SKLW wprowadził program lojalnościowy, dzięki któremu wejściówki będą tańsze.

Klub zobowiązał się też do zbudowania co najmniej jednego "gniazda" dla wodzireja (zdemontowano je po październikowych okrzykach "Starucha": "Jeszcze jeden!"). Umożliwi też podłączenie na trybunie ultras sprzętu nagłaśniającego (niezależnego od stadionowego), a także zagwarantuje uczestniczenie w meczach 30 osobom wskazanym przez SKLW, odpowiedzialnym za doping i oprawy. Dopiero w podpisanej wczoraj wersji zaznaczono, że muszą oni mieć wykupione bilety lub karnety.

Co Legia dostaje w zamian? Kibice zobowiązują się dopingować bez łamania prawa, bez treści "rasistowskich, nazistowskich, komunistycznych, faszystowskich i wulgarnych". "Stowarzyszenie zobowiązuje się do dołożenia wszelkich starań w celu nienarażania klubu na odpowiedzialność cywilną, karną bądź dyscyplinarną". Ma też uczestniczyć w nieokreślonych działaniach promocyjnych na rzecz klubu.

Nie jest tajemnicą, że od kilku miesięcy na zakończeniu sporu zależało politykom rządzącym Warszawą. W negocjacjach pośredniczyła przewodnicząca rady miasta Ewa Malinowska-Grupińska, zaangażowali się m.in. prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i poseł PO Andrzej Halicki. Miasto buduje Legii stadion za niemal pół miliarda złotych. Za dziesięć dni zostanie rozegrany pierwszy mecz przy trzech nowych trybunach dla 25 tysięcy widzów.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się