Sport.pl

Bakero: Byłem wykończony

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski
08.06.2010 , aktualizacja: 08.06.2010 20:55
A A A Drukuj
Jose Maria Bakero Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Jose Maria Bakero
Prezes Wojciechowski ma mentalność zwycięzcy, ja mam mentalność zwycięzcy. Jeśli nauczymy drużynę notorycznie wygrywać, wtedy walka o najwyższe cele jest możliwa - mówi trener Polonii Warszawa José Mari Bakero
ZOBACZ TAKŻE
Hiszpański szkoleniowiec w poprzednim sezonie po ciężkich bojach utrzymał zespół "Czarnych Koszul" w ekstraklasie. W nowym czeka go zupełnie inne zadanie. Ma walczyć z Polonią o mistrzostwo Polski. Właściciel klubu Józef Wojciechowski, aby osiągnąć ten cel, szaleje na rynku transferowym. Już sprowadził do zespołu: bramkarza Arkadiusza Onyszkę (Odra Wodzisław), obrońców Jakuba Tosika i Dariusza Pietrasiaka, defensywnego pomocnika Patryka Rachwała (wszyscy GKS Bełchatów). Ale to nie koniec. Polonia prowadzi zaawansowane rozmowy z napastnikami: Dawidem Nowakiem (GKS), Iljanem Micanskim (Zagłębie Lubin) i Artutrem Sobiechem (Ruch Chorzów). Bliski transferu na Konwiktorską jest Brazylijczyk Bruno (Jagiellonia). Bakero przyjechał do Polski na dwa dni, by ustalić strategię klubu na najbliższe tygodnie.

Olgierd Kwiatkowski: Skąd tak nagły przyjazd do Polski? Drużyna jest na wakacjach, negocjacje transferowe prowadzi właściciel klubu.

José Mari Bakero: Po pierwsze, przyjechałem z powodów rodzinnych, bo muszę zapisać dzieci do szkoły. Od nowego sezonu rodzina zamieszka w Warszawie. Po drugie, chciałem się spotkać z prezesem i wiceprezesem. Musimy ustalić dokładnie, jak będą wyglądały przygotowania do sezonu, plan treningów, jakich transferów jeszcze powinniśmy dokonać. Oczywiście cały czas mieliśmy ze sobą kontakt telefoniczny, ale lepiej porozmawiać w cztery oczy.

Czy tak jak zimą, kiedy Polonia grała z Zenitem Sankt-Petersburg i Valencią, czekają ją atrakcyjne sparingi?

- Od dawna mamy opracowaną koncepcję okresu przygotowawczego. Najpierw treningi w Polsce, potem w Austrii. Przeciwników w meczach towarzyskich ustalimy później. Sparingi nie są dla mnie tym razem najważniejsze. Liczy się przede wszystkim przygotowanie fizycznie i taktyka. Będziemy mieć sporo nowych zawodników i muszę ich przede wszystkim dopasować do naszej gry.

Przyszli już: Onyszko, Tosik, Pietrasiak, Rachwał - piłkarze od bronienia. Nie niecierpliwi się pan tym, że wciąż brakuje napastnika?

- We wtorek długo analizowaliśmy sytuację transferową z wiceprezesem Ciszewskim. Wiem, że nie wszystkie transakcje da się przeprowadzić szybko. Właściciel klubu już dokonał ogromnego wysiłku finansowego. Obiecał dalsze transfery, ale nie możemy oszaleć - nie będziemy wydawać milionów. Musimy dostosować się do pewnego tempa rozmów i mieć na względzie naszą sytuację finansową. Mamy też inne opcje niż te, o których się mówi. Nie możemy liczyć tylko na jednego zawodnika, bo wtedy zostaniemy na lodzie.

Kiedy Polonia będzie mieć nowego napastnika?

- Nie jest to takie proste. Na całym świecie są problemy z napastnikami. To najdrożsi zawodnicy, trzeba długo negocjować cenę. Mamy wspólne zdanie z prezesem na temat tego, kogo chcemy.

Woli pan Dawida Nowaka czy Iljana Micanskiego?

- Obu oceniam bardzo wysoko. Lubię takich piłkarzy. Są jak artyści, mają technikę i potrafią ją wykorzystać dla drużyny. Pasują mi do koncepcji. Niestety, Dawid i Iljan są bardzo dobrzy, ale nie tylko dla nas, także dla: Legii, Lecha, Wisły. Potrzebujemy jednak dwóch, trzech piłkarzy do przodu, ale wszechstronnych, mogących grać nie tylko w ataku. Trochę tak jak Gołębiewski, który pracuje wszędzie na boisku.

Nie tylko pan jest już odpowiedzialny za transfery w klubie?

- Oferty dostają lub je zbierają dla klubu: Tadeusz Fajfer, Radek Majdan, pan Ciszewski i prezes Wojciechowski. Oni przepuszczają je przez filtr i najlepsze dochodzą do mnie. Ja oglądam wideo, analizuję, zbieram informacje. Mam też własne propozycje dla klubu.

Z zagranicy?

- Życie w Polsce już mnie czegoś nauczyło. Piłkarze bardzo długo tu się aklimatyzują. Wolę więc zawodników stąd albo tych, którzy grali w podobnym klimacie. Mieliśmy w drużynie Chilijczyka Cortesa. Wciąż myślę, że to dobry piłkarz, ale zupełnie nie mógł się przystosować do życia w Polsce lub miał na to za mało czasu. Jeśli ktoś pochodzi z kraju, w którym przez cały rok jest powyżej 20 stopni, gdzie jest zupełnie inna kultura, to najpierw musi zmienić coś w swojej głowie, a potem dopiero myśleć o grze w piłkę. Kiedy więc zrobiłem kilka tygodni temu listę zawodników, których gra mi się podobała, wszyscy byli z Polski. Wiem, że wy ich nie doceniacie, ale ja uważam, że kilku z nich może grać w zagranicznych ligach, to dlaczego nie możemy mieć ich u nas. To nie znaczy, że nie patrzę na tych z zagranicy. Po prostu wolę mieć w drużynie piłkarzy ogranych w Polsce.

Ale jest na pana liście piłkarz z zagranicy?

- Jest.

Napastnik

- Tak.

Podziel się