Zwolnienie trenera Urbana oznacza porażkę pewnej koncepcji budowy klubu. Niestety, system wymyślony po okresie rządów absolutnych Dariusza Wdowczyka nie zdał egzaminu. To bardzo przykre, bo szansa była duża.
Według mnie zadecydowały detale. Urban był zbyt mało otwarty na porady i zbyt mocno wykorzystywał zaufanie Mariusza Waltera, izolując się od innych ludzi. Z kolei zarząd wykazał zbyt mało determinacji, by spróbować przekonać trenera, że nie wszystkie jego metody zarządzania drużyną są dobre.
Szczególnie jeśli chodzi o psychologię. Wszyscy ludzie pełniący najważniejsze role w klubie nie stanowili jednego zespołu. Zabrakło wzajemnego zaufania. Dopóki trenerzy i management Legii nie zrozumieją, że wspólne rozwiązywanie problemów służy szybszemu osiąganiu celów, a nie jest jedynie próbą szpiegostwa i wtykaniem nosa w cudze sprawy, to przy tej strukturze własnościowo-zarządczej Legia nigdy żadnych sukcesów nie osiągnie.
Oczekuję, że w klubie poważnie zadadzą sobie pytanie, dlaczego stało się tak, a nie inaczej, i znajdą na to uczciwą odpowiedź. Urban odchodzi nie dlatego, że był złym trenerem czy nieuczciwym człowiekiem. Odchodzi, ponieważ był słabym przywódcą stosującym złe metody motywacji. Do tego dochodzi kwestia wzmacniania drużyny, za co nie tylko trener jest odpowiedzialny. Lata rządów trenera Urbana mogły być latami chwały i skoku cywilizacyjnego. Zostały jednak przebimbane i Legia jest w bardzo podobnym miejscu, jak przed meczem z Vetrą.
Legia jest klubem, który krytykuje się bardzo często. Niestety, w wielu przypadkach sprawiedliwie. Boli mnie jednak, kiedy kopie się ją zupełnie bez sensu. Sposób rozwiązania umowy z trenerem Urbanem uważam za bardzo kulturalny. Miał we wtorek spotkanie z właścicielem, na którym jasno przedstawiono konsekwencje porażki w meczu z Polonią. Spotkanie zakończyło się publicznym komunikatem. Po meczu w Bytomiu przebywający za granicą właściciel osobiście zadzwonił do trenera. Następnego dnia podczas pobytu w siedzibie klubu trener udzielił wywiadu, który został umieszczony na stronie klubowej w formie tekstu oraz filmu. W poniedziałek zorganizowano konferencję prasową, na której trener miał sposobność skomentowania całego zdarzenia. Co jeszcze Legia mogła zrobić więcej? Zorganizować koncert mandolinistów? Czy w Bayernie lepiej żegnano się z Klinsmannem, czy może w MC z Hughesem?
Bardzo lubiłem jednego dziennikarza, który występował w telewizji. Pewnego razu komentował wydarzenia piłkarskie, wydaje mi się, że na cyku. Trochę jakby mamrotał, trochę dziwne miał oczka. Puścili skrót meczu. Po skrócie dziennikarz siedział, tyle że okularach, w których nigdy wcześniej go nie widziałem. Pomyślałem sobie, że w telewizji mają okulary trzeźwości. Program się skończył. W następnym tygodniu mojego ulubionego dziennikarza już nie było. Ani w okularach, ani bez. Puszczali przez jakiś czas jego komentarze, ale króciutkie i jedynie w wersji audio. W końcu człowiek zupełnie zniknął z anteny. I co? Była jakaś konferencja prasowa? Jakiś komunikat?
A jak to się stało, że zadzwoniono do Białasa? Ktoś wziął listę polskich trenerów i wykreślił najpierw tych, którzy są zajęci, nie mieli sukcesów, i tych, którzy w Legii nigdy się nie zgodzą pracować, bo jej nienawidzą. Później wykreślono trenerów, którzy byli zamieszani w korupcję. Następnie odpadli trenerzy, co do których istnieje poważne podejrzenie, że są świadkami koronnymi i mimo że nie zostali oficjalnie oskarżeni, to również brali udział w korupcji. Potem skreślono trenerów, którzy są uczciwi, ale prawdopodobnie handlowali meczami jako piłkarze. Na końcu wykreślono tych, którzy przejawiają mniej lub bardziej widoczne objawy choroby alkoholowej. Jednym z licznych/nielicznych (tutaj, szanowny czytelniku, skreśl, jak uważasz), którzy zostali na liście, był trener Białas. Ktoś do niego zadzwonił i się zapytał, czy w razie potrzeby zgodzi się pracować w Legii. Jak pisał Papcio Chmiel (ten od Tytusa): Tu prądnica, tam chłodnica ot, i cała tajemnica.