Sport.pl

Zwycięstwo nad Wisłą i co dalej

Kuba Dybalski, Sosnowiec
06.11.2009 , aktualizacja: 07.11.2009 11:54
A A A Drukuj
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Legia pokonała w Sosnowcu Wisłę Kraków 1:0. Ma już cztery punkty straty do lidera ekstraklasy, ale żeby go dogonić, w składzie konieczna jest rewolucja.
Postaw na dobrego napastnika i Wygraj Ligę! »
- Niektórzy piłkarze nie dają Legii tyle, ile powinni - powtarzał po nieudanych meczach tego sezonu prezes Legii Leszek Miklas. Zdania nie powinien zmienić nawet dziś, gdy pierwszy raz od 1997 roku legioniści odnieśli zwycięstwo na jej terenie w lidze. Według pomysłu właścicieli z ITI Legia ma być drużyną, która z powodzeniem ma rywalizować w europejskich pucharach. To zapowiadali, gdy cztery lata temu przejmowali klub. Do tej pory się to nie udało. A dziś wszyscy - od piłkarzy, przez trenera, po prezesa - powtarzają, że nowy stadion będzie można zapełnić tylko dzięki dobrej grze.

Mecz z Wisłą był jednak doskonałym testem do wskazania, kto się tej drużynie przyda, a komu trzeba podziękować. Krakowianie obok Lecha to jedyny zespół w ekstraklasie, który może imitować europejskich rywali.

Jeśli Legia ma się liczyć w meczach z europejskimi średniakami, konieczne jest zatrzymanie w klubie Jana Muchy lub sprowadzenie bramkarza z podobnymi umiejętnościami. Jak ważny to piłkarz, pokazała sytuacja z 7. minuty, gdy Słowak nie pozwolił Pawłowi Brożkowi na oddanie celnego strzału w sytuacji sam na sam. Zdarzyło mu się niecelne wybicie, ale dawał drużynie pewność, której nie gwarantował bramkarz rywali. Gdyby nie niezdecydowanie Mariusza Pawełka piłka po strzale Radovicia pewnie nie wtoczyłaby się do bramki.

Gdyby jednak oceniać tylko po meczu z Wisłą, to w każdej z pozostałych formacji są nie tyle ubytki, co ziejące pustką dziury. Marcin Komorowski, który w tym momencie wygrywa rywalizację na lewej obronie z Tomaszem Kiełbowiczem, nim minęło 10 minut meczu, już nie był w stanie dogonić Wojciecha Łobodzińskiego, a w dodatku zdarzały mu się tak proste błędy jak złe przyjęcie piłki.

Jan Urban od dawna powtarza, że marzy o klasowym środkowym pomocniku, takim, który pozwoli opanować tę strefę boiska i zagrać prostopadłą piłkę do napastników. Jako przykład wskazuje... wiślaka Radosława Sobolewskiego, który w piątek nie wystąpił z powodu kontuzji. Legia zagrała w Sosnowcu trójką w środku pomocy, co powinno jej dać przewagę nad dwoma środkowymi pomocnikami Wisły, ale na boisku nie było widać, że drużyna z Warszawy ma w tej strefie jednego piłkarza więcej. Maciej Iwański, Marcin Smoliński i Piotr Giza mieli problemy z zagraniem w tempo do Chinyamy. Sędzia co chwila odgwizdywał pozycję spaloną. A jeśli spalonego nie było, to podanie było niecelne. Piotr Giza, którego zagrania są ostatnio komentowane na Łazienkowskiej gwizdami, w meczu z Wisłą już w pierwszej połowie usłyszał cierpkie słowa od kolegów z drużyny.

Legia potrzebuje skrzydłowych, bo na razie ma dwóch - po jednym na skrzydło - o których nie musi się martwić, czy przed kolejnym meczem będą zdrowi. Sebastian Szałachowski w meczu z Ruchem zszedł po 17 minutach z powodu kontuzji mięśni brzucha. Do Sosnowca jechał teoretycznie zdrowy, ale wytrzymał tylko pół godziny. Zastępujący go Miroslav Radović i Maciej Rybus przez cały mecz ani razu nie dośrodkowali w pole karne rywali. W ten sposób Legia dobrowolnie pozbawia się jednej z możliwości ataku.

Takesure Chinyama zaliczył wczoraj asystę przy golu Radovicia, ale to piłkarz nieobliczalny, który, gdy jest na boisku, wymusza na pomocnikach jak najczęstsze zagrywanie do niego. Jeśli jest w formie, to potrafi przejąć prawie każdą piłkę i przepchnąć obrońcę stojącego za plecami. Ale w meczu z Wisłą głównie snuł się po murawie, rzadko atakował obrońców Wisły, a do podań kolegów czasem nawet nie podbiegał. W tym momencie alternatywy dla niego nie ma. Bartłomiej Grzelak i Marcin Mięciel leczą kontuzje, a Adrian Paluchowski nie gwarantuje jakości. Grzelak jest w Legii od czterech sezonów i zagrał w tym czasie zaledwie 43 mecze w lidze. Od dwóch sezonów raptem 13.

Legia ma wciąż cztery punkty straty do Wisły. W Krakowie nie była wcale lepsza od rywali. Bez wzmocnień zimą pokonanie krakowian nic Legii nie da.
Miał być pojedynek snajperów - Chinyama i Brożek zawiedli »


Podziel się