Warszawiacy z bilansem 6-16 zajmują przedostatnie miejsce w Tauron Basket Lidze, a rywal w zaległym meczu 21. kolejki, Turów, który wygrał 15 z 22 meczów, jest czwarty. Wielką dysproporcję siły między zespołami dodatkowo powiększa fakt, że
Politechnika zagra w środę bez dwóch najwyższych graczy.
Na środę zaplanowano operację złamanej kości jarzmowej i pękniętego oczodołu u kapitana drużyny Leszka Karwowskiego, na operację kolana czeka inny środkowy Marcin Kolowca. - To jego prawe kolano ciągle puchnie, Marcin nie może grać - tłumaczy Starcević.
Obaj gracze wspólnie zapewniali Politechnice średnio 13,6 punktu oraz 8,6 zbiórki na mecz. W starciu z Turowem, gdzie pod koszem grają m.in. John Edwards, Dallas Lauderdale czy Daniel Kickert ich brak będzie bardzo widoczny. Na pozycjach Karwowskiego i Kolowcy z konieczności będą występować Patryk Pełka, Michał Nowakowski czy Jarosław Mokros, który mierzą po 202 cm wzrostu, ale posturą znacznie ustępują środowym rywalom.
- My nie możemy wprost mówić o zwycięstwie, ale możemy próbować Turów zaskoczyć i z nimi powalczyć - mówi Starcević. - Ale z tym, czym dysponujemy, mogę pół żartem, pół serio powiedzieć, że byłbym szczęśliwy, gdybyśmy doprowadzili do dogrywki. Tak, byłbym zadowolony z dogrywki - śmieje się Chorwat.
- Trudno wyobrazić sobie, byśmy mogli zrobić krzywdę takiej drużynie, jak Turów - poważnie dodaje jednak trener Politechniki. - To dla nas za mocny zespół i nie ma znaczenia to, że oni przegrali ostatnio kilka meczów.
2 listopada Politechnika przegrała w Zgorzelcu 63:89, choć w pierwszej połowie grała zaskakująco dobrze. - Prowadziliśmy 16 punktami w połowie drugiej kwarty, ale byliśmy wówczas w zupełnie innej kondycji i inna była sytuacja naszego zespołu. Zresztą po trzech kwartach był już wtedy remis, a w czwartej Turów pokazał swoją jakoś i pewnie z nami wygrał - wspomina Starcević.
Inna sytuacja zespołu dotyczy i kontuzji podkoszowych, i kłopotów organizacyjnych. Politechnika ma problemy z płatnościami, ostatnio do ŁKS
Łódź odszedł szukający większej możliwości gry Michał Michalak, a klubu w
Trójmieście szukał pierwszy rozgrywający Łukasz Wilczek. Nie znalazł go jednak i wrócił do Warszawy.