Dziś o godz. 11 Polonia zagra sparing z drugoligowym Zniczem Pruszków (boczne boisko na stadionie Znicza przy ul. Bohaterów Warszawy 4). Od czerwca ubiegłego roku trenerem rywali "Czarnych Koszul" jest były zawodnik warszawskiego klubu, 40-letni Mariusz Pawlak. Na Konwiktorskiej grał w latach 1996-2002 i 2007-09. Z "Czarnymi Koszulami" zdobył mistrzostwo kraju, Puchar Polski i Puchar Ligi oraz Superpuchar. Ale Polonia pożegnała się z nim w mało elegancki sposób. Po fuzji klubu z Groclinem Grodzisk Wielkopolski niechciany Pawlak został odesłany do rezerw. Musiał stawiać się karnie na poranne i popołudniowe treningi. Po rozwiązaniu drugiej drużyny przeniósł się do Olimpii Grudziądz, w której zakończył karierę.
Rozmowa z Mariuszem Pawlakiem, trenerem Znicza Pruszków, byłym zawodnikiem Polonii Olgierd Kwiatkowski: Mecz z Polonią, choć to tylko sparing, to dla pana okazja do wspomnień czy tylko kilka godzin pracy? Mariusz Pawlak: Sentyment jest, bo przez kilka lat grałem na Konwiktorskiej, zdobywałem mistrzostwo Polski. Pamiętam o tym, ale dziś dla mnie liczy się obecna
praca. Cieszę się - wraz z moimi piłkarzami - że mogę zagrać z dobrym klubem z ekstraklasy.
Polonia rozstała się z panem mało elegancko. Po fuzji z Groclinem odesłano pana do czwartej ligi, właściwie wyrzucono z klubu. - Chodziłem przez pół roku na treningi, miałem ważny kontrakt, ale pieniędzy za to nie dostałem. Tak to wygląda. Nie tylko w Polonii, ale w wielu polskich klubach. PZPN nad tym nie panuje. Liczyłem, że skoro zostawiłem tu kawałek zdrowia, to powinienem zostać inaczej potraktowany, widać jednak, że nie ma sentymentów. Pogodziłem się z tym i puściłem w niepamięć.
Ale śledzi pan to, co się dzieje w Polonii? Ma szansę na mistrzostwo Polski? - Ostatnie mecze z rundy jesiennej pokazały, że jest to możliwe. Poloniści wygrali w Gdańsku, w
Krakowie. Ważne, żeby drużyna walcząca o tytuł miała szeroką kadrę, i wydaje się, że trener Jacek Zieliński ma z kogo wybierać, by ustalić jedenastkę.
A nie przeszkodzi jej nadmierna presja ze strony właściciela klubu Józefa Wojciechowskiego? - Mówimy o zawodowstwie, do tego o grze o mistrzostwo. W takich sytuacja presja jest zawsze, bez względu na właściciela. W 2000 r. też musieliśmy sobie z nią poradzić. Nie wyobrażam sobie, żeby dla zawodowego piłkarza była to jakakolwiek przeszkoda. Rozumiem też właściciela. Wykłada duże pieniądze i wymaga wyniku. Można mieć pretensje o niektóre zachowania prezesa, czasami dzieją się w Polonii dziwne rzeczy i to mi się nie podoba, ale przy pensjach, jakie dostają piłkarze, oczekiwanie od nich wywalczenia tytułu jest zrozumiałe.
To dobrze, że w Polonii jest tylu zagranicznych zawodników? - Ostatnio na odprawie w Zniczu zapytałem podopiecznych o wyróżniających się w ekstraklasie polskich piłkarzy. Nie potrafili wymienić żadnego ofensywnego zawodnika. Cały czas powtarzali nazwiska Błaszczykowski, Lewandowski. Ci, którzy się wyróżniają, wyjeżdżają za granicę, chcą dużo zarabiać i polski klub im tego nie zapewni. Ale poziom podnoszą właśnie zawodnicy z zagranicy, którzy przyjeżdżają do Polski. Pamiętam, jak wiele skorzystałem, kiedy do Grodziska zaczęli przychodzić piłkarze z Bałkanów. Zresztą nie tylko ja.
Wspomniał pan Roberta Lewandowskiego, który do wielkiej kariery wystartował właśnie w Pruszkowie. Jest już w Zniczu jego następca? - Gdyby był, już by go... nie było, bo od dawna by w Pruszkowie nie grał. Ze znalezieniem piłkarza takiej klasy problemy mają czołowe kluby w Polsce, a co dopiero my. Rozglądamy się za młodymi zawodnikami, można nawet powiedzieć, że jest paru ludzi z namiastką tego talentu, który miał Robert, ale żeby się rozwinął, potrzeba dużo pracy i potem gry na wysokim poziomie.