Politechnika z bilansem 2-9 zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, choć ma zaległy mecz u siebie z AZS Koszalin, który odbędzie się 14 grudnia. Obecna forma drużyny nie pozwala jednak z optymizmem patrzeć na najbliższe mecze.
Warszawiacy przegrali siedem spotkań z rzędu - większość tych porażek można zrozumieć, bo Politechnika ma drugi najmłodszy skład w lidze, jedyny w 100 proc. złożony z Polaków. Niedawna porażka z równie słabym ŁKS
Łódź w
Warszawie pokazała jednak, że w drużynie trenera Mladena Starcevicia źle się dzieje. Dlaczego?
- Mamy tylko 10 graczy, a to problem największy, bo czasem na treningach mam ośmiu koszykarzy, a nawet i mniej - Michał Michalak i Mateusz Ponitka mają przecież szkołę - mówi Starcević. I tłumaczy dalej: - Mamy też braki na kluczowych pozycjach rozgrywającego i środkowego, bo Łukasz Wilczek debiutuje w roli pierwszego prowadzącego grę, a Marcin Kolowca po operacji kolana wciąż nie gra tak jak może.
W kontekście Politechniki mówiło się ostatnio o wzmocnieniu rozgrywającym z USA. - E, to takie gadanie jak to, że Politechnika mnie zwalnia - mówi Starcević, nawiązując do nieprawdziwej informacji, że ma go zastąpić Słoweniec David Dedek. - Pewnie, przydałby mi się dodatkowy gracz, choć wolałbym, żeby był nim Polak. Ale o jakich wzmocnieniach mówimy, skoro koszykarze od początku nie dostali nawet pary butów? - pyta retorycznie Chorwat.
Politechnika nie ma pieniędzy nie tylko na koszykarzy, ale też na wynajmowanie Torwaru - to dlatego drużyna przeniosła się do hali Koło, którą liga warunkowo dopuściła do rozgrywek. - Miasto nam nie pomaga,
Warszawa się nami nie interesuje. Który inny klub ma takie problemy z halą jak my? Który inny klub rozegrał aż osiem spotkań na wyjeździe, jeżdżąc co kilka dni po kilkaset kilometrów? - formułuje kolejne pytania Starcević.
Politechnika sezon zaczęła nieźle - z silnymi Treflem Sopot i Energą Czarni Słupsk przegrywała po walce, potem wygrała dwa wyjazdowe mecze z rzędu z Polpharmą Starogard i Kotwicą Kołobrzeg. W tym ostatnim spotkaniu aż 25 punktów rzucił Michał Nowakowski, który niedługo potem doznał jednak kontuzji kostki, co sprawiło, że w wąskim składzie Politechniki powstała kolejna dziura.
Nie załatał jej reprezentant Polski Piotr Pamuła, który jest najlepszym strzelcem drużyny (11,2 punktu na mecz), ale ma bardzo słabą skuteczność z gry - 34 proc. - Piotrek był trochę zmęczony zgrupowaniem i grą w mistrzostwach Europy, a poza tym strzelcowi muszą pomagać podkoszowi. U nas tak nie jest - mówi Starcević.
W kilku meczach bardzo dobrze grali 18-letni Michalak (8,5 pkt) i Ponitka (10,9), ale ich nie można jeszcze uważać za liderów. Dużo słabiej niż dwa lata temu w ekstraklasowej Polonii 2011 gra najbardziej doświadczony Leszek Karwowski.
Między 10 grudnia a 2 stycznia Politechnika rozegra sześć meczów z rzędu w Warszawie - z Czarnymi, AZS, Polpharmą, Kotwicą, PBG Basket
Poznań i Śląskiem
Wrocław. Poza Czarnymi każda z tych drużyn będzie prawdopodobnie balansować na granicy awansu do play-off. Dla Politechniki taki cel jest na razie równoznaczny z marzeniem. - Jak patrzę na wyniki, to widzę, że przegrywamy, ale zauważam też, że nie jesteśmy gromieni. W większości meczów walczymy - mówi Starcević.