Czwartkowa prezentacja ligowego beniaminka wyglądała niezwykle - zwyczajową halę sportową lub salę konferencyjną zastąpiła sala senatu Politechniki, w której na koszykarzy patrzyli ze ścian zasłużeni naukowcy. Gdyby mogli usłyszeć oceny, jakie wystawiał zawodnikom Starcević, uśmiechaliby się pod nosem, bo chorwacki trener w typowym dla siebie, chaotycznym połączeniu polskiego, chorwackiego i angielskiego opisywał ich bezlitośnie - obok zalet wymieniał też wady, czyli przede wszystkim brak doświadczenia oraz słabe warunki fizyczne.
Akcenty humorystyczne były jednak tylko wstępem do refleksji nad kondycją koszykówki w Polsce, w
Warszawie. - Nie mamy swojej publiczności, nie mamy swojej hali. Policzyłem, że ze 100 krzeseł w tym pomieszczeniu zajętych jest 39. Czy to znaczy, że na pięciotysięcznym Torwarze będzie nas oglądać 800 osób? - pytał Starcević. - Jako jedyni wystawiamy w lidze całkowicie polski skład, inni stawiają na graczy z zagranicy. Brakuje nam jednak ludzi do grania, bo w tej chwili mamy tylko 10 koszykarzy - dodawał trener.
Kondycja koszykarskiej Politechniki, która jest kontynuacją Polonii 2011, nie jest dobra. Budżet klubu jest napięty, w składzie są dziury, zespół będzie tułał się między Torwarem, Areną Ursynów i - być może - Halą Koło, jeśli ta, po instalacji nowego oświetlenia, spełni wymogi ligi. Przed startem rozgrywek warszawska drużyna typowana jest do ostatniego miejsca.
W szarej rzeczywistości są jednak pozytywne akcenty. Po pierwsze:
Tauron Basket Liga od tego sezonu jest ligą zamkniętą, co oznacza, że nikt z niej nie spadnie. Po drugie:
Politechnika ma kilku zawodników, których warto wnikliwie obserwować. Niewykluczone, że dla 21-letniego Piotra Pamuły oraz 18-letnich Mateusza Ponitki i Michała Michalaka za kilka lat będą wypełniały się hale.
Na razie jednak skład Politechniki - identyczny z tym, który wywalczył awans z I ligi - ma dziury na pozycji rozgrywającego (grają tam Łukasz Wilczek i z konieczności przekwalifikowany z rzucającego Marek Popiołek) oraz pod koszem (jedynym typowym środkowym jest Marcin Kolowca, którego będzie wspierał 36-letni Leszek Karwowski). - Nie jest wykluczone, że w trakcie sezonu dołączą do nas koszykarze z zagranicy - mówi dyrektor sportowy klubu Walter Jeklin. Ich ewentualne przybycie zależy jednak od tego, czy klub znajdzie sponsorów na ich kontrakty.
W niedzielę Politechnika zainauguruje sezon meczem z Treflem, w którym grają m.in. Łukasz Koszarek, Filip Dylewicz, Łukasz Wiśniewski, Adam Waczyński i Marcin Stefański, czyli byli lub obecni reprezentanci Polski. Trefl, jeden z kandydatów do medalu, ma doświadczonych, potężnych środkowych z
USA - Johna Turka i Chrisa Burgessa. - Ja też jestem wielkim i silnym turem podkoszowym - śmieje się Kolowca, a jego pewność siebie oddaje nastawienie pozostałych koszykarzy.
Jakie szanse ma Politechnika z Treflem? Po mistrzostwach Europy, na których pierwszym rozgrywającym reprezentacji był Koszarek, a asystentem trenera Starcević, doszło do zakładu. - Koszarek powiedział mi, że albo rzuci nam 30 punktów, albo Trefl pokona nas taką różnicą. To możliwe, ale nie możemy do tego dopuścić - mówi Chorwat.
O co walczy w tym sezonie Politechnika? - Chcemy traktować każdy mecz jak spotkanie o mistrzostwo - odpowiada krótko Starcević.
Ile osób na Torwarze? Politechnika ma ambicje, by przyciągnąć jak najwięcej kibiców na Torwar. - Na siatkarskie mecze początkowo przychodziło po 2 tys. osób, teraz bywa ich dużo więcej - mówi prezes klubu Jolanta Dolecka. - Bardzo mocno współpracujemy ze szkołami, zachęcamy do przychodzenia na koszykówkę naszych studentów - dodaje.
W czwartek klub podał, że sprzedał już ok. 1000 biletów. Wejściówki w cenie 20 zł można kupować w siedzibie klubu lub po zniżce o 50 proc. w serwisie Groupon.pl.