Alisha Glass. Amerykanka poprawność zachowała tylko w pierwszej partii. Z każdą następną piłką jej
gra przyprawiała o ból zębów. Z jednej strony przyczyną były problemy Atomu w defensywie, z drugiej niknąca skuteczność Hodge i Kożuch. Nie tylko po meczu w Baku można stwierdzić, że Glass okazała się w Atomie transferową pomyłką.
Izabela Bełcik. Weszła na boisko na chwilę i choć wielkich zasług nie miała, to przy jej obecności na boisku sopocianki zerwały się do ostatniego pościgu za Rabitą. Gonitwa się nie udała, była rozgrywająca reprezentacji Polski wróciła do kwadratu dla rezerwowych i koniec meczu obejrzała z boku.
Corina Ssuschke-Voigt. Na wyjazd do Baku zdecydowała się w ostatniej chwili, choć władze klubu nie miały ponoć żadnych finansowych argumentów, by przekonać ją do gry w Baku. Biorąc pod uwagę skalę problemów jakie miała na głowie przed wyjazdem Niemka i tak pokazała się z dobrej strony.
Maja Tokarska. W wyjściowym składzie trener na nią nie postawił, ale później gdy pojawiła się na boisku na pewno nie zawiódł. Była siatkarka Gedanii walczyła, ale na tle bardziej doświadczonych i utytułowanych rywalek zdziałać wiele nie mogła.
Eleonora Dziękiewicz. Chiappini chciał wykorzystać jej międzynarodowe doświadczenie, ale tak Włoch, jak i sama zawodniczka wiedzą, że stać ją na o wiele więcej. Błysnęła w polu zagrywki, gdy w końcówce pierwszej partii efektownymi asami zdobyła dwa ważne punkty.
Małgorzata Kożuch. Jedna z jaśniejszych postaci w sopockiej drużynie. W pierwszym wygranym secie to ona razem z Hodge napędzała ataki wicemistrzyń Polski. Później przygasła, ale rywalki zdając sobie sprawę, jakie drzemią w niej możliwości i zagrożenie, nie lekceważyły ani jednej piłki zagranej w jej stronę.
Katarzyna Konieczna. Wchodziła na zmiany taktyczne, zmieniając rozgrywającą Glass, ale Chiappini nie dał jej dłużej pograć. Wciąż może dawać więcej tej drużynie. Szczególnie w tej sytuacji kadrowej, jaka nastała.
Ewelina Sieczka. Przeciętny mecz w jej wykonaniu, ale biorąc pod uwagę jaka odpowiedzialność na nią spadła w ostatnich tygodniach (po odejściu Neriman Ozsoy) i dniach (po zakończeniu kariery przez Świeniewicz), z zadań, jakie dostaje od Chiappiniego wywiązuje się nienagannie.
Megan Hodge. Na początku meczu wyglądała zupełnie, jakby pierwszy set był przedłużeniem meczu w Ergo Arenie, gdzie Amerykanka mogła wszystkim rywalkom zostawić swój autograf. Amerykanka znów błyszczała, znów zdobywała punkty w oszałamiającym stylu, by w kolejnych partiach niemal zniknąć z boiska...
Paulina Maj. Rywalki polowały na nią w zagrywce, ale reprezentantka Polski nie dała się złapać. W defensywie jak zwykle niemal bezbłędna, ale na tym poziomie, Atom potrzebował czegoś więcej, niż jednej, nie popełniającej błędów libero.
Magdalena Saad. Po rezygnacji Świeniewicz trener Chiappini potrzebuje jej w przyjęciu i w razie potrzeby z tego korzysta. Do końca sezonu jej rola „strażaka” już się raczej nie zmieni.