Witka doznał kontuzji ścięgna Achillesa w czwartym spotkaniu serii finałowej z Turowem Zgorzelec w poprzednim sezonie. Po ośmiu miesiącach wrócił do zdrowia i podpisał nowy kontrakt z Prokomem.
- Po kontuzji nie ma już najmniejszego śladu. Teraz muszę skupić się na nadrabianiu zaległości jeśli chodzi o siłę a przede wszystkim granie. Przymusowa przerwa, którą miałem nie oznacza jednak, że nic nie robiłem. Ostatnie pół roku spędziłem we
Wrocławiu, gdzie mocno pracowałem nad odbudową mięśni oraz ogólnej koordynacji. Była to żmudna i ciężka
praca, którą jednak musiałem wykonać. Teraz potrzebuję tylko czasu na boisku aby ograć się na nowo - mówi Witka na oficjalnej stronie gdyńskiego klubu.
Ile czasu zajmie mi powrót do pełni formy? - Trudno powiedzieć, bo nigdy wcześniej nie miałem tak długiej przerwy i nie odniosłem tak poważnej kontuzji. Fizycznie czuję się dobrze, muszę tylko złapać rytm grania. Na moje oko za jakieś 2-3 tygodnie powinno być wszystko, tak jak trzeba. Treningi treningami, ale mecze meczami i o tym też trzeba pamiętać. Jest mi o tyle łatwiej, że większość chłopaków znam z poprzedniego sezonu i to z pewnością pomaga mi również w powrocie na parkiet - podkreśla koszykarz.
Witka przyda się Prokomowi zwłaszcza od momentu, kiedy drużyna z Gdyni zacznie grę w lidze polskiej (pod koniec lutego). W lidze jest bowiem przepis, że na boisku musi być non stop przynajmniej dwóch Polaków.
- Poziom ligi jest wyższy niż rok temu - analizuje Witka. - Jest kilka zespołów, na które trzeba uważać. Jest
Zielona Góra, która jest groźna już nie tylko na własnym parkiecie, są nieobliczalne Kotwica czy Siarka. W gronie najmocniejszych zespołów, oczywiście oprócz obrońcy tytułu, stawiam jednak Turów, Anwil, Czarnych oraz Trefla.