Drużyna Prokomu jest kompletnie rozbita, a we wtorek okazało się, że w klubie - przynajmniej na razie - nie ma pieniędzy na nowych graczy. W tej sytuacji szanse drużyny z Gdyni na kolejne, dziewiąte już mistrzostwo Polski, wydają się być minimalne.
- Ciężko powiedzieć, na co nas stać - ocenia trener Pacesas. - Zobaczymy, jak będziemy grali w lidze, sami jesteśmy ciekawi, jak to wyjdzie. Na pewno naszą sytuację komplikuje brak drugiego rozgrywającego. Bo jeszcze kiedy był z nami Lafayette, byłem w miarę spokojny. Zespół mamy młody, ale ambitny, zgrany i z potencjałem. Przecież nawet z tych 10 meczów w Eurolidze, w siedmiu byłem zadowolony z tego, jak walczymy i gramy. Tylko trzy spotkania nam nie wyszły.
Prokom stracił już trzech graczy - Olivera Lafayette'a, a wcześniej Alonzo Gee i Devina Browna, a zespół wzmocnił ostatnio tylko Robert Witka, który jest jednak po ciężkiej kontuzji ścięgna Achillesa. Wydaje się, że
Trefl Sopot,
Turów Zgorzelec,
Anwil Włocławek czy nawet
Energa Czarni Słupsk mają obecnie większą siłę od mistrza Polski. Pacesas nie do końca się z tym zgadza.
- Dlaczego? Mamy przecież trzech reprezentantów Polski, jednego z najlepszych rozgrywających w lidze [Jerel Blassingame] i jednego z najlepszych silnych skrzydłowych [Donatas Motiejunas]. Do tego są inni wartościowi Polacy, jak Witka, Frasunkiewicz, Seweryn czy Zamojski. Siły drużyny nie można rozpatrywać na papierze. Dopiero pod koniec lutego, kiedy dołączymy do ligi polskiej, będziemy mogli ocenić, ile wart jest nasz zespół - mówi Litwin
Czyli może wzmocnienia nie są jednak potrzebne jego drużynie?
- Są - odpowiada krótko trener Prokomu, którzy przede wszystkich chciałby zatrudnić rozgrywającego i jeszcze jednego gracza obwodowego.