Prokom już dawno nie był w tak dramatycznej sytuacji. W tym sezonie
budżet mistrza Polski jest najmniejszy od lat, a na dodatek zespół jest regularnie osłabiany. Już zaraz po rozpoczęciu rozgrywek klub wyrzucił słabego Devina Browna, chwilę później do
USA uciekł Alonzo Gee, a w tym tygodniu mistrzowie Polski stracili kolejną gwiazdę - Olivera Lafayette'a, który będzie teraz grał w Anadolu Efes
Stambuł.
Ustaliliśmy, że mimo ważnej umowy w Gdyni Amerykanin odszedł do Turcji za darmo, a mistrz Polski... nawet odetchnął po jego wyjeździe. Co z tego, że Amerykanin był jednym z liderów zespołu, skoro okazało się, że dla Prokomu był po prostu za drogi.
Jak udało nam się ustalić, budżet mistrza Polski w tym sezonie istnieje głównie na papierze, a w kasie klubu nie byłoby pieniędzy na cały sezon na kontrakty wszystkich graczy zatrudnionych przed rozgrywkami. Przez długi czas kibice myśleli, że pieniądze z kontraktów Gee, Browna czy teraz Lafayette'a zostaną przeznaczone na nowych graczy, ale nie ma na to szans. Gdyby Amerykanie zostali w drużynie, w pewnym momencie przestaliby prawdopodobnie dostawać pensje. Teraz - dzięki ich odejściu - jest szansa, że pieniędzy starczy do końca sezonu.
Drużyna mistrza Polski jest kompletnie rozbita. Prokom odpadł już z Euroligi (zagrał w niej swój najgorszy sezon w historii, wygrał tylko jedno spotkanie), ma tylko iluzoryczne szanse na wyjście z grupy w lidze VTB. Pod koniec lutego drużyna z Gdyni dołączy już do rozgrywek w lidze polskiej (ze względu na występy w Europie została zwolniona z rundy zasadniczej), ale w obecnym składzie i w niej może mieć olbrzymie problemy.
- Zdajemy sobie sprawę z naszej sytuacji, ale nic nie poradzimy. Walczymy tym, co mamy - mówi prezes klubu Przemysław Sęczkowski.
Jeszcze pod koniec grudnia wydawało się, że mistrz Polski ma szanse na wzmocnienia, a trener Tomas Pacesas podkreślał, że potrzebuje graczy na trzy pozycje - rzucającego obrońcę oraz niskiego i silnego skrzydłowego. Trzy tygodnie później okazało się, że drużyna straciła Lafayette'a, a szanse na wzmocnienia są minimalne.
- Żeby robić transfery, trzeba mieć pieniądze, a nad tym dopiero pracujemy. Nie wiem, czy skład zespołu ulegnie zmianie, czy ktoś do nas dojdzie. To powinno się rozstrzygnąć w ciągu kilku najbliższych dni - mówi Krauze i dodaje: - A jeśli nawet zdecydujemy się na jakieś transfery, to fajerwerków nie ma się co spodziewać, spektakularnych ruchów na pewno nie będzie. Może w przyszłym sezonie...
W niedzielę Krauze ma się spotkać z Pacesasem, żeby ustalić wizję drużyny do końca rozgrywek. Tego dnia zapadnie też decyzja, czy zespół zostanie wzmocniony.
Na razie na testach w Gdyni są Łukasz Wilczek z
AZS Politechnika Warszawska oraz Demetrius Brown, który grał ostatnio w Luksemburgu. Zwłaszcza Wilczek ma jednak niewielkie szanse na angaż, zwłaszcza że ma kłopoty ze zdrowiem.