Prokom zaczął mecz totalnie nie skoncentrowany, a trener Tomas Pacesas poprosił o przerwę już po 28 sekundach! Zmusiły go do tego ospała
gra jego zespołu, dwie starty Jerela Blassingame'a i cztery łatwe punkty dla Rosjan. Goście prowadzili potem nawet 8:0, ale po blisko trzech minutach i pierwszych punktach dla Prokomu (Donatas Motiejunas), gospodarze w końcu się obudzili. Akcje gdynian znów napędzali Motiejunas i Oliver Lafayette, a kiedy już w drugiej kwarcie za trzy trafili Przemysław Zamojski i Przemysław Frasunkiewicz, przewaga mistrzów Polski zaczęła rosnąć.
Ale Lokomotiw miał odpowiedź. Był nią Jeremiah Massey, który jeszcze kilka lat temu błyszczał w Eurolidze w barwach Realu
Madryt czy Arisu Saloniki. Kiedy grał w greckiej drużynie był nawet czołowych strzelcem rozgrywek. W Gdyni Massey już do przerwy rzucił 17 pkt., a po jego zagraniu z drugiej kwarty, kiedy Amerykanin skończył akcję potężnym wsadem, kibice w Gdyni przypomnieli sobie Qyntela Woodsa z najlepszych czasów. Z jedną różnicą - Woods kończył takie akcje prawą ręką, a Massey jest leworęczny.
Drugą połowę Prokom musiał zacząć bez Motiejunasa, który po dwóch kwartach miał już trzy faule. A ponieważ już tradycyjne beznadziejnie grał jego zmiennik Fiedor Dmitriew, trener Pacesas zostawił na ławce także Rosjanina, a na boisko wpuścił dwóch niskich skrzydłowych - Frasunkiewicza i Piotra Szczotkę. Ten drugi krył Masseya i wychodziło mu to dobrze. W trzeciej kwarcie gwiazda Lokomotiwu rzuciła tylko dwa punkty, a w całej drugiej połowie - sześć. Motiejunas z kolei wrócił na parkiet w 27. minucie, kiedy goście prowadzili 50:48. Ale jego powrót niewiele pomógł.
W czwartej kwarcie Rosjanie wrzucili bowiem wyższy bieg, a zwłaszcza mało widoczny wcześniej Roderick Blakney. Rozgrywający gości trafił m.in. trzy rzuty z dystansu (w czwartej kwarcie rzucił w sumie 13 pkt.), a ponieważ miał mocne wsparcie rezerwowego Siergieja Bykowa, gracze z Rosji szybko zaczęli powiększać przewagę. A kiedy cztery minuty przed końcem prowadzili już 73:60 stało się jasne, że nie dadzą sobie wydrzeć zwycięstwa. W Prokomie za wygraną nie dawał tylko Blassingame, który zdobył w ostatniej części 10 pkt., ale to było za mało.
Asseco Prokom Gdynia - Lokomotiw Kubań Krasnodar 72:81. Kwarty: 22:21, 16:18, 17:14, 17:28.
Asseco Prokom: Blassingame 17 (2), Motiejunas 14 (1), Łapeta 9, Seweryn 4, Szczotka 1 oraz Frasunkiewicz 8 (2), Lafayette 7, Kuebler 5 (1), Hrycaniuk 4, Zamojski 3 (1), Dmitriew 0.
Lokomotiw: Massey 23, Blakney 17 (3), Traore 9, Szeleketo 5 (1), Grigoriew 2 oraz Bykow 10 (2), Rivers 8 (1), Brezec 5, Chalmers 2, Szuchowstow 0.