Na pierwsze zgrupowanie przed rundą wiosenną trener Nemec zabrał do Cetniewa trzech nominalnych obrońców i trzech napastników, z których jeden jest na wylocie z klubu (Janusz Surdykowski), drugi (Bartosz Flis) do Arki jest ledwie wypożyczony, a trzeci (Fabian Słowiński) talent ma, ale goli nie strzela. Jeszcze przed wyjazdem klub rozwiązał umowę z czwartym napastnikiem Ensarem Arifoviciem, a piąty - Mirko Ivanovski - z urlopu nawet nie wrócił, wybierając testy w ostatniej drużynie 2. Bundesligi Karlsruher SC. O ile ze strzelania goli napastników mogą wyręczać np. pomocnicy (co jesienią pokazał Piotr Kuklis czy Petr Benat), o tyle sytuacja w defensywie jest dramatyczna.
Wiosną Arkę czeka 14 meczów (plus co najmniej dwa w Pucharze Polski ze Śląskiem
Wrocław). Tylko i aż 14 meczów. W tak krótkiej rundzie - o czym Arka przekonała się dokładnie przed rokiem, gdy bezskutecznie broniła się przed spadkiem z ekstraklasy - liczyć się będą drobiazgi: pojedyncze akcje, szczęśliwe gole, kontuzje, kartki etc. A więc to wszystko, na co każdy zespół może przygotować się przed rozpoczęciem rundy, budując silną, wyrównaną i liczną kadrę. Na dziś żółto-niebiescy nie są przygotowani na to w żadnym stopniu.
Gdy na początku sezonu okazało się, że w Gdyni nie ma lewego obrońcy i z konieczności całą rundę jesienną jego rolę (na szczęście z powodzeniem) wypełniał Marcin Radzewicz, władze klubu odpowiedzialne za transfery nie zrobiły nic, by na pierwszym treningu po zimowych urlopach stawił się klasowy (jak na możliwości i realia I ligi) obrońca, potrafiący prosto kopnąć piłkę lewą nogą.
Gdy już zimą rozwiązano kontrakt z niechcianym Krzysztofem Łągiewką, który jesienią nie zachwycał, ale wiosną mógłby się jeszcze przydać, klub nie miał żadnego pomysłu, jak załatać dziurę na środku defensywy.
Gdy okazało się, że operacji poddać się musi kapitan Sławomir Mazurkiewicz, przez co wypadnie z treningów na kilka tygodni, Nemec lukę w składzie musiał łatać młodzieżowcem Bartoszem Brodzińskim. Na sparingi to wystarczy, ale Nemec nie jest szaleńcem. Zdaje sobie sprawę, że w lidze z jednym zdrowym stoperem Arka nie ma czego szukać.
O ile na powyższe okoliczności Arka mogła się przygotować, o tyle trudno mieć pretensje do władz klubu o przewlekłe kontuzje Mateusza Sieberta, Michała Płotki czy przeciągające się problemy ze zdrowiem Krystiana Żołnierewicza. Na rychły powrót do treningów z drużyną Sieberta i Płotki na razie się nie zanosi (Żołnierewicz z dnia na dzień czuje się coraz lepiej), ale o ich następcach w Gdyni nikt nie mówi. Co prawda odpowiedzialny od niedawna za transfery w Arce Michał Globisz zapewnił nas wczoraj, że usilnie pracuje nad sprowadzeniem do klubu dwóch klasowych zawodników - właśnie obrońcy i napastnika - ale kiedy to nastąpi, nie wie on sam.
Z ogłoszeniem nowych nazwisk Arka pomna zeszłorocznych wpadek transferowych (gdy ogłaszano porozumienie z piłkarzem, a ten w ostatniej chwili wybierał ofertę konkurencji) za pewne wstrzyma się do ostatniej chwili. Oby wiosną, gdy Arce znów będą uciekać punkty, nie rozbrzmiała w Gdyni dobrze wszystkim znana płyta. Że znów zabrakło czasu, że to efekt ciągłych testów bliżej niezidentyfikowanych piłkarzy i że zgrywać to my się musimy, ale już w trakcie rundy.