Stań się fanem Trójmiasto - Sport.pl na portalu Facebook - Dziś nie zdobyliśmy jednego punktu, tylko straciliśmy dwa. Bardzo żałujemy, bo wiemy, jak wygląda tabela i co dałoby nam zwycięstwo w tym meczu - mówił po piątkowym spotkaniu Tomasz Dawidowski. Gdyby Lechia wygrała, byłaby wiceliderem tabeli.
I nie tylko tymczasowym, bo potem w weekend swoje mecze przegrały
Legia Warszawa (z Ruchem Chorzów 2:3) i
Jagiellonia Białystok. Jaga w hitowym starciu uległa 0:2 w Krakowie Wiśle. Ten mecz ma duże konsekwencje dla tabeli. Oznacza, że Wisła może się już szykować do koronacji - 8 punktów przewagi nad drugą drużyną na 10 kolejek przed końcem sezonu to kapitał, który trudno roztrwonić. Pozostałym drużynom pozostaje walka o wicemistrzostwo. Chętnych jest aż 10, bo wicelider Jagiellonia ma tylko pięć punktów więcej niż 11. w tabeli
Zagłębie Lubin! W tej stawce jest Lechia, dla której wyniki z innych boisk ostatnio układają się idealnie. Zawsze tak jednak nie będzie, dlatego biało-zieloni muszą wziąć sprawy w swoje ręce i wygrywać mecze jak ten piątkowy z Bełchatowem. A było blisko. W drugiej połowie w końcu zobaczyliśmy Lechię przypominającą tę z rundy jesiennej, grającą kombinacyjnie i skrzydłami, wymieniającą podania, choć nieskuteczną.
Sezon ułożył się tak, że Lechia walczy o europejskie puchary na dwóch frontach. Teraz w ciągu dwóch miesięcy rozegra 12 spotkań (jeśli awansuje do finału Pucharu Polski, to 13), a do tego niezbędna jest szeroka kadra. Kontuzje sprawiły jednak, że trener Tomasz Kafarski taką nie dysponuje. Od początku rundy nie gra Sergejs Kożans, jego los szybko podzielił Piotr Wiśniewski, teraz urazy dopadły Levona Hajrapetiana i Aleksandra Sazankowa. Kafarski tym się jednak nie załamuje. - Czy nie mamy zbyt wąskiej kadry, aby rywalizować na dwóch frontach? Według mnie jest wystarczająca, aby walczyć i w lidze, i w Pucharze Polski. Uznałem przed rundą wiosenną, że tylu zawodników mi wystarczy, i podtrzymuję to zdanie - powiedział szkoleniowiec Lechii po meczu z Bełchatowem, choć ławka rezerwowych, delikatnie mówiąc, nie wyglądała zbyt imponująco.
Na pewno gdańszczanie nie mają się czego obawiać przed początkiem półfinałowej rywalizacji z Legią. Powinno być wręcz odwrotnie, bo to Legia przegrała jesienią w lidze u siebie 0:3 i to Legia poniosła teraz trzy porażki z rzędu. Piłkarze Lechii podkreślają, że nie mogą się już doczekać starcia z legionistami i to dobrze im wróży. Teraz zaczynają prawdziwą grę, dla siebie.
Polecamy - Wszystko o Lechii Gdańsk