Tomasz Osowski: Pierwszy mecz na PGE Arenie rozegracie w dość specyficznym dla siebie momencie. Dwie porażki na początek sezonu to dla żadnego zespołu nie jest łatwa sytuacja. Paweł Nowak: To prawda, dlatego mam nadzieję, że wielkie otwarcie nowego stadionu będzie dla nas dodatkową motywacją. Dla kibiców najważniejsze będzie zwycięstwo, dla nas oczywiście też, ale przy tym wszystkim chcielibyśmy utrzymać styl
gry, który preferujemy. Krótko mówiąc - zależy nam na wygranej odniesionej w ładnym stylu.
Po pierwszym meczu z Polonią mówiliście, że brakowało wam ostatniego podania, w spotkaniu z Jagiellonią zrobiliście krok do przodu, ale zawiodła skuteczność. Wynika z tego, że jeśli utrzymacie progres, z Cracovią w końcu zaczniecie strzelać gole. - Problem w tym, że w naszej grze ciągle czegoś brakuje. Co prawda nie wygląda ona najgorzej, ale jesteśmy rozliczani z punktów. Z drugiej strony uważam, że musimy konsekwentnie grać to, co najlepiej potrafimy, nie możemy nagle zmieniać swojej filozofii. Owszem, można na farcie wygrać ze dwa mecze dzięki stałym fragmentom, czy po jakimś przypadkowym golu, ale co dalej? Oczywiście dla naszej psychiki byłoby lepiej mieć już jakieś punkty, jednak zachowujemy spokój, za nami dopiero dwa mecze.
Nie czuliście po meczu z Jagiellonią złości, że daliście sobie wyrwać zwycięstwo w spotkaniu, w którym byliście lepsi? - Do końca walczyliśmy o zwycięstwo i cały czas próbowaliśmy grać ofensywnie i efektownie. Nas jeden punkt nie zadowalał. 90 proc. drużyn, jeśli w 75. minucie remisuje na ciężkim terenie, a takim jest niewątpliwie
Białystok, skupia się na obronie i stara się utrzymać wynik. My każdy mecz chcemy wygrać i chyba już nieraz udowodniliśmy, że akurat w naszych ustach to nie jest żaden frazes. Po prostu nie umiemy grać wyrachowanej piłki, to nie nasz styl.