Wojciech Todur: Trochę szkoda, że akurat ostatni mecz zgrupowania [0:2 z Szachtiorem Soligorsk - przyp. red.] w Side był aż tak brutalny, bo przez to trudno o miarodajną ocenę formy niebieskich. Waldemar Fornalik: Dodałbym do tego także grę przez pierwszą połową pod ostro świecące słońce. Michalovi Peskoviciowi na pewno
pracy to nie ułatwiło. Miał trudną interwencją po strzale, który dał rywalowi pierwszą bramkę. Dodatkowo był rykoszet. Gra, niestety, nie była płynna. Białorusini wielokrotnie przekraczali przepisy, grali agresywnie, przez co akcje były szarpane.
Spodziewał się pan, że na koniec obozu zagracie z najbardziej wymagającym przeciwnikiem? - Nie potrafię teraz obiektywnie ocenić, czy tak rzeczywiście było. Nie wiem, czy to był słabszy czy mocniejszy rywal od tych, z którymi graliśmy wcześniej. Jedno jest pewne - grali najostrzej. Żałuję porażki. Bo gdy przeciwnik gra nieczysto, to warto mu utrzeć nosa i przynajmniej nie przegrać. Możemy żałować okazji Arka Piecha z pierwszej połowy. Dostrzegam też pozytywy, bo gdy dało się grać w piłkę, to wtedy to robiliśmy.
Podczas zgrupowania w Side graliście z czołowymi drużynami, bądź liderami takich lig jak bułgarska, macedońska, słowacka czy białoruska. Jest pan zadowolony z doboru sparingpartnerów? - Bardzo. Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli w Turcji równie wymagających przeciwników. To dzięki takim meczom zdajemy sobie sprawę z naszych słabości. Od początku okresu przygotowawczego wiemy, że na inaugurację zagramy bez pauzujących za kartki Marka Szyndrowskiego i Marka Zieńczuka. To bolesna absencja i jak widać cały czas pracujemy nad tym, żeby nie była zbyt widoczna. Były chwile, gdy wydawało się, że jesteśmy tego blisko. Teraz, na tydzień przed startem ligi, wciąż są znaki zapytania. Rywalizacja o miejsce w składzie na pewno nie jest skończona.
Media często mówią o ostatnim sparingu przed ligą - "próba generalna". Pan też tak traktuje to spotkanie? - Trenerzy również przywiązują wagę do ostatniego sparingu, bo jednak chcą zobaczyć solidnie przygotowany zespół, który dobrze prezentuje się na boisku. Nie mam pretensji do swoich zawodników o to, że chwilami nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy, bo tak bywa, gdy rywal gra po chamsku. Wtedy czasami zapomina się o najważniejszym, czyli grze w piłkę. Ten mecz na pewno był dobrym sprawdzianem dla naszych napastników. Obrońcy Szachtiora zostawiali im bardzo mało wolnego miejsca. To były te trudne warunki, na jakie liczyłem.
Korespondencja z Turcji dzięki pomocy
4energy