Chorzowianie zwracając się do Macedończyków z pytaniem, czy nie zagraliby z nimi meczu - którego przecież nie było w planie - spodziewali się, że przyjdzie im rywalizować z drugą drużyną.
Vardar jednak nie kalkulował. - U nas nie ma podziału na słabszych i gorszych. Stawiam na siedemnastu zawodników i każdy z nich jest dla mnie tak samo ważny. Formę, morale drużyny budują tylko zwycięstwa - uzasadniał Ilco Gjorgjioski, trener Vardaru, który w tym sezonie nie przegrał w lidze nawet jednego spotkania.
Macedończycy wywierali na niebieskich nieustanną presję. Obrońcy Ruchu nie mieli chwili na głębszy oddech, gdyż już sunęła kolejna akcja rywala. - Panowie, weźcie się do roboty, bo tak się grać nie da - pokrzykiwał do kolegów z ataku i pomocy lewy obrońca Łukasz Burliga.
Spotkanie z Vardarem zapamięta na całe życie Kamil Lech. 18-letni bramkarz pierwszy raz zagrał w dorosłej drużynie Ruchu. - Starałem się o tym nie myśleć. Powtarzałem sobie, że to dzień i mecz, jak co dzień. A jak wyszło? Gdy się traci trzy gole, a z tego dwa po stałych fragmentach
gry, to trudno być zadowolonym - mówił młody piłkarz.
Lech miał też jednak dobre momenty. W pierwszej połowie w efektownym stylu wygarnął piłkę spod nóg szarżującego rywala.
Vardar wyszedł na prowadzenie po strzale Brazylijczyka Lico. Po przerwie dwa razy głową trafili Zlatko Tanevski i Miroslav Vajs. Ruch też miał swoje okazje. Groźnie, ale niecelnie uderzał z woleja Kamil Włodyka. W końcówce bramkarza sprawdził też Paweł Abbott.
Pełne dziewięćdziesiąt minut gry wytrzymał
Andrzej Niedzielan - co także jest na pewno pozytywem tego spotkania. Wcześniej, bowiem zawodnik umówił się z trenerami, że gdy zabraknie mu sił to sam poprosi o zmianę.
Korespondencja z Turcji dzięki pomocy
4energy