Wojciech Todur: Czy to był najbardziej agresywny rywal, z jakim przyszło wam się zmierzyć dotąd w Turcji? Igor Lewczuk: - To mogło tak wyglądać, ale też sami pozwoliliśmy Macedończykom na taką grę. Gdybyśmy grali szybszą piłką, to by za nami nie nadążyli. A tak przetrzymywaliśmy piłkę, oni do nas wysoko podchodzili i zrobiło się aż 0:3. Szkoda tym bardziej, że dwa gole straciliśmy ze stałych fragmentów
gry, czyli w najprostszy sposób.
Piłkarze Vardaru sami podkreślali, że w składzie Ruchu nie brakowało młodzieży i to mogło odbić się na przebiegu spotkania. - Rzeczywiście skład był odmłodzony. Dla paru zawodników to był pierwszy dorosły sparing w pełnym wymiarze czasu. Każdy kiedyś zaczynał, więc nie ma, co zwalać na młodych.
Trzeci gol wpadł o po rzucie wolnym z pola karnego. Kamil Lech złapał wtedy piłkę, którą Pan mu zagrał. Kto popełnił błąd? - Miałem tę piłkę na nodze i powinienem ją wybić. Usłyszałem jednak, że Kamil krzyczy "moja" i cofnąłem nogę. Piłka jeszcze się otarła o mojego buta i trafiła w ręce Kamila. Szkoda. To się nie powinno zdarzyć. Przez takie błędy zrobił się niepotrzebnie wysoki wynik.
Korespondencja z Turcji dzięki pomocy
4energy