Spotkanie rozpocznie się o godzinie 15. tureckiego czasu (w Polsce będzie 14.), a Ruch - który jest zakwaterowany w Side - wsiądzie do autobusu i ruszy w drogę do sąsiedniego miasteczka dwie godziny wcześniej.
Działacze niebieskich cieszą się zakontraktowania sparingu ze Spartakiem, którego uważają za bardzo wymagającego rywala.
Kilka dni temu zespół z Trnavy zmierzył się z Legią i przegrał 1:3. Jedyną bramkę dla Słowaków strzelił Miroslav Karhan. 36-letni pomocnik rozegrał aż 102 mecze w reprezentacji, co czyni go pod tym względem rekordzistą.
- To wciąż dobry piłkarz, ale do rodzinnej Trnawy wrócił jednak na piłkarską emeryturę. Przez lata było o nim w naszym kraju naprawdę głośno. Chwalono go za grę w hiszpańskim Betisie, czy tureckim Besiktasie. Dobrze znają go też niemieckim Wolfsburgu - mówi Michal Pesković, słowacki bramkarz Ruchu.
Pesković podchodzi do meczu ze swoimi rodakami bez większych emocji. - To już nie te czasy, gdy na mecze Spartaka przychodziło po 18 tysięcy ludzi, a drużyna nie miała sobie równych w całej Czechosłowacji - uśmiecha się. Przed rozpadem na
Czechy i Słowację Spartak był pięć razy mistrzem połączonych lig.
Trenerem zespołu z Trnavy był również dobry znajomy piłkarzy Ruchu Duszan Radolsky. Słowacki trener podczas jednego ze zgrupowań niebieskich opowiadał anegdotę, o tym, gdy jako młody szkoleniowiec, pojechał ze Spartakiem na mecz do Pragi.
- Walczyliśmy wtedy o utrzymanie i czekał nas niezwykle trudny mecz ze Spartą. Przyjeżdżamy do Pragi cztery godziny przed meczem. Idziemy do
restauracji na kawę i co widzimy? Najlepsi piłkarze Sparty bawią się w najlepsze. Gwiazdor Tomas Skuhravy pije jedną szklaneczkę whisky za drugą. Palą papierosy, podrywają kelnerki.... Myślę: "dobra nasza, ogramy ich!". A jak się skończyło? Przegraliśmy 1:10, a Skuhravy strzelił nam pięć goli! - śmiał się Radolsky.