Piąty dzień zgrupowania w Turcji zespół Ruchu Chorzów ozpoczął w hotelowej siłowni. To były krótkie zajęcia i po około pół godzinie drużyna pojechał na trening. Side o tej porze roku nie wygląda jak wakacyjny kurort z kolorowych folderów biur podróży.
Kompleks czterech boisk znajduje się kilka minut od głównej drogi prowadzącej wzdłuż wybrzeża. - To blisko. Zdarzało się, że w czasie obozu jeździłem na treningi zdecydowanie dłużej - zaznacza Marek Zieńczuk, pomocnik niebieskich.
Krajobraz tureckiej prowincji kojarzy się z budową, którą nawiedziło tornado. Na poboczach gruz miesza się ze starymi meblami - mijaliśmy sofę - rurami, wystającymi z ziemi drutami. Palmy rosną zbyt rzadko, żeby ukryć ten przygnębiający widok.
Na szczęście boiska są już pierwsza klasa. Po wyjściu z autobusu na wszystkie drużyny zawsze czeka kosz z owocami. Turcy częstują jabłkami i pomarańczami, których skórka nie jest tak ładna jak w polskich sklepach, ale ich soczysty miąższ bije "nasze" cytrusy na głowę.
Chorzowianie - podobnie jak na stołówce hotelu Club Grand Aqua Side - zajęli boisko tuż obok Jagiellonii
Białystok.
Większą część zajęć pochłonęły małe gierki na połowie boiska. To nie były żarty! Fizjoterapeuci kilka razy mrozili potłuczone mięśnie i kości. Z grymasem bólu schodzi z boiska Arkadiusz Piech, Rafał Grzelak i Tomas Josl.
Widać, że zawodnikom bardzo zależy i niemal każda udana lub spartaczona akcja wzbudzała olbrzymie emocje.
Ważna informacja dotyczy Andrzeja Niedzielana, który - jak informował klub - na początku obozu w Turcji trenował indywidualnie. Piłkarz, który grał jesienią w Cracovii, zapowiadał, że w okresie przygotowawczym będzie musiał gonić grupę. W piątek ćwiczył już z resztą kolegów. Trener Waldemar Fornalik informuje, że podobnie było też w czwartek.
Korespondencje z Turcji dzięki pomocy
4energy