Chorzowianie, decydując się na zgrupowanie w Side, dołączyli do elitarnego grona. Przed nimi spokoju i szczęścia szukali tutaj m.in. królowa Egiptu Kleopatra i rzymski wódz Marek Antoniusz. Były też jednak czasy, gdy ta ziemia uchodziła za przeklętą i nawet sami Turcy wypowiadali nazwę miasteczka ze strachem, czy wręcz obrzydzeniem. Side zawdzięczało złą sławę piratom i handlarzom niewolników.
Miasteczko, które po wakacyjnym sezonie liczy sobie mniej więcej tyle samo mieszkańców, co nasz Radzionków (około 20 tysięcy osób), zimą przechodzi we władanie sportowców.
Na przełomie stycznia i lutego można tu spotkać drużyny z krajów, które o tej porze zieloną trawę mogą oglądać tylko w National Geographic. Trenują więc Słowacy, Czesi, Ukraińcy, Rosjanie, Bułgarzy, Rumuni... Właściwie można by tutaj zorganizować klubowe mistrzostwa dawnych demoludów.
Bazą Ruchu jest hotel Club Grand Aqua w Colakli, przedmieściu Side. Od centrum miasteczka to około 9 kilometrów. Pod jednym dachem mieszkają z chorzowskimi piłkarzami zawodnicy Jagiellonii
Białystok, którzy na stołówce siedzą tuż obok niebieskich.
- Trudno się dziwić, że tyle drużyn wybiera Turcję. Warunki do
pracy mamy wymarzone. Płyta boiska jest w znakomitym stanie. Życzyłbym sobie takiej w Polsce w środku lata. Nic, tylko przyłożyć się do swojej roboty, a potem zbierać plony w lidze - mówi Marek Zieńczuk, który wcześniej przygotowywał się też do sezonu w Portugalii czy Hiszpanii.
Za Ruchem już pierwszy sparing. W środowe popołudnie chorzowianie zremisowali 3:3 z PFC Ludogorec Razgrad. Niebiescy podkreślali, że mogło być lepiej, gdyby za przeciwnika mieli tylko Bułgarów, a nie na dodatek wiatr.
W opowieściach wczasowiczów, którzy latem wylegują się na złotych plażach tureckiej riwiery, wiatr to przyjemna nadmorska bryza, która daje ukojenie spieczonej słońcem skórze.
Piłkarze, którzy zaglądają tutaj zimą, woleliby uniknąć tej "przyjemnej bryzy". Z ich relacji wyłania się ponury obraz przeciwnika, który smaga jak biczem, kręci, powala, oszukuje.
Jednym słowem ruzgar - tak Turcy mówią na wiatr - gra nieczysto.
- Trzeba być czujnym. Bramkarz wysoko wybija piłkę, a ta nagle staje w powietrzu i ku zaskoczeniu wszystkich szybuje w miejsce, o które nikt by ją nie podejrzewał - uśmiecha się Arkadiusz Piech, napastnik niebieskich.
- Pogoda na szczęście się stabilizuje. W czwartek było cieplej, a i wiatr osłabł. Gdy słyszymy, jakie są teraz mrozy w Polsce, to aż głupio byłoby na cokolwiek narzekać - mówi Zieńczuk. - W czwartek mieliśmy rozruch. Trenowała tylko grupa młodszych piłkarzy, którzy nie dostali szansy
gry w pierwszym sparingu. Powrót na zieloną trawę to przyjemność, ale też wyzwanie dla różnych partii mięśni, które jednak na naturalnej nawierzchni pracują zupełnie inaczej, niż na sztucznej. Na początku zawsze coś tam pobolewa, ale to normalne. Każdy piłkarz jest do tego przyzwyczajony - dodaje Piech.
Korespondencje z Turcji dzięki pomocy
4energy