Spotkanie odbyło się tuż obok hotelu, który jest bazą Górnika. Kazachowie okazali się bardzo wymagającym rywalem. Już pierwsze minuty pokazały, że najtrudniejsze wyzwanie stoi przed obroną Górnika, którą pierwszy raz w tym roku kierował Adam Danch. Piłkarz, który jesienią miał problemy z wątrobą, zagrał trzydzieści minut. - Powoli gonię kolegów, ale na pierwsze mecze w lidze na pewno nie zdążę - podkreślał zawodnik.
Piłkarze z Karagandy najgroźniejsi byli przy stałych fragmentach
gry. Do ataku przesuwało się wtedy dwóch rosłych stoperów. Szczególnie trzeba było uważać na dwumetrowego Bośniaka Aldina Dzidicia, któremu zdarza się też występować na pozycji napastnika. Przekonał się o tym m.in.
Ruch Chorzów, który dwa lata temu rywalizował z Szachtiorem w eliminacjach Ligi Europejskiej.
- Wielkie chłopy. Ciężko było ich przepchnąć i były chwile, gdy zdominowali nas fizycznie. Pracę utrudniało też nisko świecące słońce. Nie ma jednak, co się tym tłumaczyć, bo to jednak wymówka godna juniora - żartował Mateusz Sławik. Bramkarz Górnika dał się zaskoczyć tylko raz. Uderzeniem z bliska - po stałym fragmencie gry - pokonał go reprezentant Kazachstanu Maksat Bajżanow. - Cały Bajżanow. Zawsze się znajdzie - chwalili koledzy, którzy rozgrzewali się za linią boczną boiska.
Najbliższy zdobycia bramki dla zespołu z Zabrza był Michał Zieliński, ale jego uderzeniom brakowało precyzji. W przerwie meczu trener Adam Nawałka zachęcał do odważnej gry. - To dobry zespół, ale nie bójmy się śmielej zaatakować. Nie obrażajcie się też na siebie, tylko motywujcie do lepszej gry - podkreślał.
Górnik zepchnął rywala do obrony dopiero w ostatnich minutach. Zabrakło jednak czasu i okazji by zdobyć chociaż jedną bramkę.
Korespondencja z Turcji dzieki pomocy
4energy