GKS może jeszcze zagrać o medale, ale musi wygrać we wtorek w
Toruniu i dodatkowo liczyć na porażkę Jastrzębia lub Unii, które grają w ostatniej kolejce na własnym lodzie z Zagłębiem i Cracovią.
- Jeszcze wszystko jest możliwe, ale nie do końca w naszych rękach. Gramy tym, co mamy. Znowu z powodu kontuzji wypadły nam najważniejsze ogniwa [Roman Simicek i Tomas Jakes - przyp. red.]. Układamy grę na nowo, opieramy ją na młodych zawodnikach. Przed nimi całe hokejowe życie, ale by wygrywać takie mecze muszą jeszcze okrzepnąć, nabrać doświadczenia. Za rok, dwa będą decydować o obliczu tej drużyny - mówił trener Wojciech Matczak.
Końcówka sezonu zasadniczego hokejowej ekstraligi przypomina w tym roku balansowanie na linie. Wystarczy jeden niepewny krok i leci się w przepaść, która oznacza w przypadku GKS-u i Unii grę o utrzymanie, zamiast pasjonującej rywalizacji o mistrzostwo Polski.
W niedzielny wieczór pierwszym, który stracił równowagę, był Arkadiusz Sobecki.
Bramkarz tyskiej drużyny uchodzi za zawodnika, która czyta w myślach napastników Unii. Interwencje Sobeckiego wiele razy pozwalały GKS-owi cieszyć ze zwycięstwa, mimo wyraźnej przewagi oświęcimian.
Sobecki, niestety, zapomniał, że na lodzie ruchem krążka nie zawsze rządzą prawa fizyki. Strzał Radka Prochazki z połowy lodowiska nie powinien sprawić bramkarzowi wicemistrzów Polski żadnych problemów. I rzeczywiście Sobecki pewnie odbił gumę, ale ta - ku jego zdziwieniu - nie potoczyła się w lewą, tylko w prawą stronę, wprost na kij Wojciecha Stachury, który w pierwszej tercji trafił do siatki jeszcze raz. - Pierwszy gol to błąd bramkarza. Przy drugim wystarczyło dołożyć łopatkę kija. Chcieliśmy jak najszybciej zapomnieć o ostatniej porażce w Toruniu i to się nam w pierwszej tercji udało - podkreślał Stachura.
Unia sprawiała długimi minutami lepsze wrażenie i gdyby nie Michał Kotlorz - obrońca GKS-u, który raził strzałami z dystansu, to tyszanie po dwóch tercjach byliby w olbrzymich opałach. Kotlorz jednak uderzał w krążek ile wlezie, a koledzy dobijali gumę do bramki.
- Szkoda, że tylko dwa razy. Na więcej nie pozwolił Przemek Witek - mówił Jakub Witecki, który doprowadził do remisu 2:2.
- Wrzutki Kotlorza były bardzo nieprzyjemne. Na szczęście nasi napastnicy byli o jedno trafienie skuteczniejsi. Trenerzy znakomicie dobrali taktykę na to spotkanie. Nie zdradzę szczegółów, gdyż może jeszcze się przydać - uśmiechał się rozluźniony Witek.
W tym czasie zawodnicy GKS-u stali ze spuszczonymi głowami na środku lodowiska, wysłuchując obelg i żalów tyskich kibiców.
GKS Tychy 2 (1, 1, 0) Unia Oświęcim 3 (2, 0, 1) Bramki: 0:1 Stachura - Prochazka (5.), 1:1 Pasiut - Kotlorz (8.), 1:2 Stachura - Prochazka (15.), 2:2 Witecki - Kotlorz (30.), 2:3 Zatko - Rziha
GKS: Sobecki; Csorich - Kotlorz, Sokół - Wanacki, Majkowski - Ciura; Woźnica - Pasiut - Bagiński, Da Costa - Parzyszek - M.Kozłowski, T.Kozłowski - Galant - Witecki oraz Przygodzki
Unia: Witek; Zatko - Urbańczyk, Piekarski - Noworyta, Połącarz - Gabryś; Krajci - Tabaczek - Rziha, Łopuski - Prochazka - Stachura, Wojtarowicz - Jakubik - Kowalówka, Modrzejewski - Jaros - Valusiak
Kary: 6 - 6
Widzów: 3000
Pozostałe wyniki: Comarch Cracovia Kraków - JKH GKS Jastrzębie 5:3 (1:0, 0:3, 4:0), Zagłębie Sosnowiec - MMKS Podhale Nowy Targ 4:3 (1:1, 3:1, 0:1), Ciarko PBS Bank Sanok - Nesta Karawela
Toruń 6:3 (1:0, 0:2, 5:1)
Tabela Polskiej Ligi Hokejowej | 1.Ciarko PBS Bank Sanok | 41 | 93 | 202-107 |
| 2.Comarch Cracovia Kraków | 41 | 82 | 206-125 |
| 3.Aksam Unia Oświęcim | 41 | 78 | 177-129 |
| 4.GKS Tychy | 41 | 75 | 135-98 |
| 5.JKH GKS Jastrzębie | 41 | 75 | 159-128 |
| 6.Zagłębie Sosnowiec | 41 | 41 | 121-175 |
| 7.Nesta Karawela Toruń | 41 | 27 | 102-224 |
| 8.MMKS Podhale Nowy Targ | 41 | 21 | 111-227 |