JKH GKS Jastrzębie walczy o udział w play-off Polskiej Ligi Hokeja. Zadanie ma jednak utrudnione ze względu na kontuzję swojej największej gwiazdy, Krala. 42-letni Czech, który w przeszłości był królem strzelców czeskiej ekstraligi, wielokrotnie potwierdzał, jak wiele znaczy dla jastrzębskiego zespołu. Nienaganna technika, doświadczenie, spryt i niesamowity instynkt, dają mu przewagę nad resztą graczy zespołu Jirziego Reznara. Przykład? W styczniowym meczu z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy JKH wydawał się być skazany na porażkę, 40 sekund przed końcem meczu Kral strzelił zza bramki rywala tak, że krążek odbił się od biodra golkipera gości i ugrzązł w sieci. Jastrzębianie w dogrywce dobili przeciwnika i wygrali 5:4.
13 stycznia gwiazdor JKH doznał w meczu z Podhalem Nowy Targ kontuzji lewej nogi. Ma naderwane więzadło w kolanie. Bez niego drużyna przegrała cztery z sześciu meczów, w tym dwa ważne spotkania u siebie z Unią Oświęcim oraz Cracovią
Kraków.
Czy jest szansa, że w kluczowych meczach ostatniej rundy sezonu zasadniczego Kral wesprze swój zespół? - Trudno powiedzieć. W poniedziałek wracam na lód. Zobaczymy, jak to wypadnie. Jeśli nic nie będzie boleć i wszystko będzie dobrze, to wierzę, że w przyszły piątek mógłbym zagrać przeciwko Tychom - mówi w rozmowie z portalem ŚLĄSK.SPORT.PL czeski hokeista. Na razie od dwóch tygodni rehabilituje się w Trzyńcu - mieście, w którym mieszka. Na najbliższy piątek ma umówioną wizytę kontrolną u lekarza.
Mający 935 występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Czechach napastnik kryguje się, że jego rola w JKH nie jest aż tak znacząca. - To nie tak, że przez moją absencję koledzy przegrywają. W pojedynkę w hokeju przecież niewiele się zdziała, liczy się zespół - twierdzi Kral.
Czech podkreśla, że w walce o czołową czwórkę, otwierającą drogę do medali, wciąż wszystko jest możliwe. - Wszystko w naszych rękach. Jeśli będziemy wygrywać u siebie, powinniśmy dostać się do play-off - uważa napastnik.