Sport.pl

Kielecki niefart Jastrzębskiego Węgla. Siatkarze Bernardiego wygwizdani przez kibiców

Marcin Fejkiel
15.02.2012 , aktualizacja: 15.02.2012 22:40
A A A Drukuj
Lorenzo Bernardi Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta Lorenzo Bernardi
Fart Kielce okazuje się prawdziwą zmorą jastrzębskiego zespołu. Środowy mecz ligowy był tego najlepszym potwierdzeniem
Od czasu awansu kielczan do PlusLigi Jastrzębski Węgiel wygrał z Fartem tylko raz. Przed środową konfrontacją za zespołem Grzegorza Wagnera znów niewiele przemawiało, a jednak to goście z Kielc ponownie cieszyli się ze zwycięstwa nad bardziej utytułowanym rywalem.

Kielczanie przyjechali do Jastrzębia po serii siedmiu przegranych meczów, w których uciułali ledwie trzy punkty. W całym sezonie zgromadzili ich 15 z czego aż jedną trzecią kosztem jastrzębian! - Tak czasami bywa, że jeden zespół drugiemu nie leży. Przerabiałem to będąc jeszcze zawodnikiem. Lorenzo [Bernardi, trener Jastrzęsbkiego, przyp.red) pewnie też to potwierdzi - uśmiechał się trener Wagner. - Potrzebowaliśmy tych punktów jak ryba wody. Choć może nawet nie chodzi o punkty, co o nabranie wiary we własne umiejętności. Ostatnio nam jej brakowało - dodawał szkoleniowiec kieleckiego zespołu.

Pod nieobecność swoich czołowych zawodników: Zbigniewa Bartmana (rehabilitacja po kontuzji) oraz Michała Łasko (odpoczynek w związku z dolegliwościami barku), gra jastrzębian traci sporo na wartości. Wydawało się jednak, że ich zmiennicy są na tyle mocni, by z niżej notowanymi rywalami mogli zapewnić drużynie komplet punktów. Siła rezerw, która wystarczyła ostatnio na Indykpol AZS Olsztyn, na kielczan okazała się za słaba.

Grę jastrzębian od początku ciągnął w środę Michał Kubiak, ale nadmierne eksploatowanie go w ataku przez Vinhedo, zemściło się na jastrzębskiej drużynie już w drugim secie. Brazylijski rozgrywający dopiero od połowy tej partii zdał sobie sprawę, że młody atakujący, Mateusz Malinowski, może być sensowną alternatywą w ofensywie. Wówczas jednak na odrobienie strat było już za późno. Inny ze skrzydłowych, Brazylijczyk Luciano Bozko mocno falował ze skutecznością. W drugim i trzecim secie był efektywny, natomiast w pierwszym i czwartym secie zupełnie nie istniał w ataku.

Pierwsze powody do niepokoju pojawiły się w końcówce trzeciego seta. Jastrzębianie prowadzili w nim 24:21 i nagle ich przewaga stopniała tylko do punktu. Wtedy jeszcze uratował ich błąd Sławomira Jungiewicza w polu zagrywki. Goście wyczuli jednak, że przeciwnik jest do ogrania. Rozgrywający Farta Michał Kozłowski mądrze rozdzielał piłki kolegom, a Szwed Marcus Nilsson nie miał litości dla jastrzębian i czwarty set należał do Farta.

W tie-breaku miała miejsce rzecz rzadko spotykana w jastrzębskiej hali. Po kilku łatwo oddanych przez drużynę gospodarzy punktach, z trybun posypały się w ich stronę przeraźliwe gwizdy. Podziałały one na siatkarzy JW jak zimny prysznic. Ambitnie gonili niekorzystny wynik (od 5:12 do 10:12), ale dopaść kielczan nie zdołali.

Co ciekawe, trener Bernardi nie miał po meczu pretensji do swoich podopiecznych. - Nie mam im nic do zarzucenia. Widać było z ich strony determinację i wolę zwycięstwa - przekonywał. Zdegustowany był natomiast postawą kibiców. - Jestem zmartwiony i przyznam, że nie rozumiem, dlaczego fani gwizdali. W trudnym momencie powinni być z drużyną - podkreślał szkoleniowiec.

Jednocześnie dodał, że w najbliższym meczu ze Skrą Bełchatów zespół nadal będzie musiał sobie radzić bez Łasko i Bartmana.

Jastrzębski Węgiel - Fart Kielce 2:3 (25:21, 21:25, 25:23, 19:25, 11:15)

Jastrzębski Węgiel: Vinhedo, Malinowski, Kubiak, Holmes, Bontje, Bozko, Rusek (l) oraz Gawryszewski, Nemer, Polański, Violas.

Fart Kielce: Jungiewicz, Zniszczoł, Buszek, Kapfer, Kokociński, Kozłowski, Żurek (l) oraz Pujol, Nilsson, Pawliński, Kamiński

Górnik, Ruch, Jastrzębski i inni... Cały sport na Śląsku na Facebooku Śląsk - Sport.pl »




Zobacz więcej na temat:

Podziel się