Pięć meczów, trzy porażki, dwa szczęśliwie wyszarpane zwycięstwa (z Cracovią po golu w doliczonym czasie, ze Śląskiem po jednym celnym strzale w meczu), tylko trzy zdobyte bramki - tak
gra Legia Skorży. W poprzednim sezonie potrzebowała siedemnastu kolejek, by stracić siedem bramek. W tym - pięciu.
Nie przegrywa w dramatycznych okolicznościach czy po błędach sędziów. Od Polonii
Warszawa (0:3) i Bełchatowa (0:2) była dużo słabsza, w Chorzowie (0:1) zabrakło jej charakteru.
Drużyna Skorży jest nijaka. Nie ma nawet jednej cechy, która wyróżniałaby Legię w przeciętnej lidze. Nie imponuje mądrością taktyczną ani solidnym przygotowaniem fizycznym, nie gra technicznie i błyskotliwie. Nie jest skuteczna pod bramką rywala, ale też szczelnie nie broni dostępu do własnej bramki.
Skorża po porażce w Chorzowie: - Sytuacja jest nieciekawa, w zawodnikach narasta frustracja, spodziewaliśmy się innych wyników. Momentami gra drużyny jest nie do przyjęcia. Nigdy nie miałem takich problemów z zawodnikami. W trakcie spotkania pojawiają się kłótnie, muszę na nie mocniej reagować.
- Dziennikarze nigdy nie usłyszeli ode mnie krytycznych słów na temat kolegów z zespołu i nie usłyszą. Ale gra w Legii to nie tylko założenie koszulki na mecz. To musi być honor i wyróżnienie. Im szybciej wbijemy to sobie do głowy, tym lepiej. Mamy piękny stadion, oddanych kibiców i tylko my za tym nie nadążamy - twierdzi Jakub Wawrzyniak, który też gra słabo.
Ariel Borysiuk, 19 lat: - W czym tkwi problem? Nie chcę się wypowiadać za starszych kolegów, ja jestem po to, żeby trenować i grać.
Sześciu obcokrajowców, którzy przyszli latem i dostali niezłe zarobki, otrzymało miejsce w jedenastce na pierwszy mecz ligowy. Był to efekt trzech niezłych sparingów we Francji, a w przypadku Kneżevicia także kontuzji czterech innych obrońców.
Nowi miotali się po boisku jakby zaskoczeni, że w polskiej lidze też trzeba biegać i walczyć o swoje z całych sił, czasem nawet wręcz. Skorża zmieniał skład co mecz, próbował dyrygować drużyną, rzadko siadając na ławce, ale ta niemiłosiernie fałszowała i wciąż nie zagrała na jego melodię.
Pierwszy miejsce w składzie stracił Argentyńczyk Cabral, choć w Chorzowie wszedł po przerwie i zagrał przyzwoicie. Może, jak życzy sobie trener, przyzwyczai się do specyfiki naszej ligi. Drugiego posadził na ławce Mezengę. Brazylijczyk jest napastnikiem tylko z nazwy - czasem wygra jakiś pojedynek o górną piłkę. Kiedy kontuzjowany jest Chinyama, musi grać, bo nie ma żadnej konkurencji. W Chorzowie drużynę miał w drugiej połowie ratować 19-letni Kucharczyk, który niedawno występował w II lidze.
Następny na ławce usiadł Kneżević. Ale wracający po kontuzji Jakub Rzeźniczak popełnił w Chorzowie okropne błędy, był ogrywany, aż w końcu sfrustrowany wyleciał z boiska za bezmyślne uderzenie rywala. Drużyna jest nerwowa w każdej formacji, do wymiany zdań dochodzi na boisku. Wawrzyniak zrugał bramkarza Antolovicia, że w spotkaniu z Bełchatowem nie ruszył się przy drugim golu Żewłakowa. Chorwat gra nierówno, boi się wychodzić za pole bramkowe, a każde piąstkowanie grozi katastrofą. Ale ten sam Wawrzyniak popełniał błędy niemal w każdym meczu sezonu. Polscy liderzy Legii - z Maciejem Iwańskim na czele - wyglądają, jakby czekali, co zrobią nowi. Odkąd Skorża nie wybrał Iwańskiego na kapitana, ten nawet nie sili się, by prowadzić drużynę do zwycięstw. Miewa momenty niezłej gry, by po chwili usunąć się w cień kolegów. Rybus z Borysiukiem próbują, ale wciąż nie bardzo potrafią wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik.
Legia wygląda na podzieloną. Podobnie było cztery lata temu, kiedy drużynę prowadził Dariusz Wdowczyk. Nie opanował sytuacji w szatni i zapłacił za to posadą. Drużynę opuściło też wielu piłkarzy. Dokładnie tę samą drogę Legia przebyła w maju. Działacze zapewniają jednak, że trener jest nie do ruszenia. Większe pretensje mają do zawodników, ale konsekwencji na razie brak.