Turów był zdecydowanym faworytem zaległego meczu z 15. kolejki
PLK, ale kapitan gości Robert Witka musiał po nim przyznać: - Polonia 2011 zasłużyła na wygraną. Postawiła nam niezwykle ciężkie warunki, nie spodziewaliśmy się tak agresywnej obrony i takiej skuteczności.
Polonii 2011 rzeczywiście udało się Turów zaskoczyć. Warszawiacy w pierwszej kwarcie znakomicie rzucali z dystansu - wykorzystali aż sześć z ośmiu prób. Trafiali nie tylko snajperzy Dardan Berisha i Piotr Pamuła (z faulem, akcja za cztery punkty), ale także Jarosław Mokros (dwukrotnie), a nawet środkowy Rafał Bigus! To właśnie on wykonał kluczowy rzut w końcówce, ale zanim do tego doszło, obie drużyny walczyły o każdą piłkę przez 40 minut.
W pierwszych dziesięciu gospodarze zdobyli aż 29 punktów - to ligowy rekord sezonu w jednej kwarcie przeciwko Turowowi prowadzonemu przez Andreja Urlepa - ale także twardo bronili. W 10. minucie było nawet 29:16.
W drugiej kwarcie to wicemistrzowie pokazali jednak świetną defensywę - Polonia 2011 spudłowała siedem pierwszych rzutów z
gry i punktowała tylko z wolnych. Turów miał ogromną przewagę pod koszem, jednak beniaminek utrzymał przewagę do przerwy.
W drugiej połowie z każdą minutą coraz ważniejsza była obrona. Turów wypychał gospodarzy spod kosza i naciskał na rozgrywających daleko poza linią rzutów za trzy, koszykarze Polonii 2011 umiejętnie i ofiarnie podwajali Michaela Wrighta. Najlepszy strzelec PLK uzbierał "swoje" 21 punktów, ale kilka razy zderzył się ze ścianą, którą stawiali mu Bigus, Marcin Kolowca lub Leszek Karwowski.
W 28. minucie do remisu po 50 doprowadził Robert Witka. Pięć minut później po jego podaniu Wright dał Turowowi prowadzenie 58:56. Mimo to rozpędzona Polonia 2011 nie dała się złamać.
Dla gospodarzy niesamowite rzuty trafiali Karwowski, Śnieg, Berisha i Marcin Dutkiewicz, gości trzymali w grze Witka i Wright. Turów - choć tego dnia grał słabo - zrywał się po każdej dobrej akcji Polonii 2011, ale w końcu musiał skapitulować - w 39. minucie Bigus trafił po raz drugi za trzy i gospodarze wygrywali 79:74. Armaty gości były wczoraj w fatalnym stanie, więc gospodarzom wystarczyło już tylko trafiać rzuty wolne.
- Fantastyczne zawody całego zespołu - cieszył się Karwowski. - W każdym elemencie zagraliśmy świetnie jako drużyna. To nam pomoże, bo po ostatnich porażkach frustracja rosła, zespół się rozsypał. Musimy jednak zachować chłodne głowy i w niedzielę w Jarosławiu może być dobrze.
- Śnieg i Berisha byli na krótkim zgrupowaniu
kadry i to chyba pociągnęło ich do góry - wyróżnił dwóch koszykarzy trener Mladen Starcević. - Cały zespół zagrał jednak świetnie. To było historyczne zwycięstwo - dodał Chorwat.
Polonia 2011 z bilansem 3-14 wciąż jest jednak na przedostatnim, spadkowym miejscu w tabeli.
Polonia 2011 - PGE Turów Zgorzelec 83:76. Kwarty: 29:19, 13:19, 14:16, 27:22.
Polonia 2011: Berisha 17 (2), Śnieg 15, Karwowski 13 (2), Mokros 10 (2), Kolowca 0 oraz Bigus 14 (2), Pamuła 6 (1), Dutkiewicz 5 (1), Wilczek 2, Lewandowski 1, Linowski 0.
Turów: Wright 21, Witka 16 (2), Roszyk 6, Gray 3, Chyliński 2 oraz Thompson 9 (1), Wallace 9, Wójcik 4, Bochno 4 (1), Wysocki 1, Johnson 1.
Mówi Rafał Bigus: Rzuciłem, trafiłem Łukasz Cegliński: Wie pan, ile rzutów za trzy trafił w ciągu ostatnich pięciu sezonów? Rafał Bigus: Dwa albo trzy.
Osiem. W 120 meczach. Dzisiaj udało się panu dwukrotnie, z czego raz w kluczowym momencie meczu. - Ten rzut w pierwszej kwarcie był trochę wymuszony. Mieliśmy mało czasu na dogranie akcji, koledzy byli odcięci od podań, nie miałem wyboru. Ten drugi rzut był już bardzo ważny - rzuciłem, trafiłem.
Trener pozwala panu na takie próby? - Ja raczej nie rzucam z dystansu - wszyscy o tym wiedzą, a rywale dają mi daleko od kosza swobodę i pomagają przy innych zawodnikach. A jak jest miejsce, to można rzucić, nie?
Ćwiczy pan rzuty za trzy na treningach? - Coś tam rzucamy z chłopakami. Zaleceń od trenera nie mam i może w takim ważnym meczu nie powinienem próbować, ale rzuciłem, trafiłem.
Jak się walczyło z Wrightem? Gnietliście się pod koszem regularnie. - (długa chwila ciszy) Wygraliśmy mecz i tylko tyle powiem. A poważnie: to bardzo dobry zawodnik - silny, sprawny, było mi ciężko. Na początku próbowaliśmy go podwajać, co wychodziło w miarę, ale swoje rzucił.
Inaczej niż w poprzednich meczach nie daliście się przełamać w końcówce, choć Turów już prowadził. - Zagraliśmy z dużą energią, ale wtedy, kiedy trzeba było, byliśmy spokojni. I tyle. Turów to bardzo dobry zespół, ale nie wpadajmy w euforię - to tylko jeden mecz.