Relacja z Czuba Dla Wisły, która już zdobyła mistrzostwo kraju, stawką był przede wszystkim prestiż - w drużynie z Krakowa pozostał niesmak po porażce z Legią w Pucharze Ekstraklasy, ale kibice wspominali też dziwny mecz z końcówki sezonu 2004/05 kiedy to już koronowana drużyna z Krakowa przyjechała na Łazienkowską by przegrać aż 1:5. Co ciekawe - dwa lata temu po zapewnieniu sobie mistrzostwa także Legia uległa Wiśle u siebie 1:2.
Warszawska drużyna z kolei wciąż musi walczyć o europejskie puchary. Porażka Lecha z Cracovią dawała szansę na powrót na drugie miejsce w tabeli.
Na ławce Wisły usiadł między innymi lider klasyfikacji strzelców
Paweł Brożek, z kolei trener Urban ze składu, który pokonał Wisłę w
Krakowie w Pucharze Ekstraklasy wystawił młodych gniewnych - Macieja Rybusa i Ariela Borysiuka - a także strzelca jedynego gola w tamtym meczu - Bartłomieja Grzelaka. I to właśnie ten ostatni już w 1 minucie wyszedł do prostopadłego podania, ale jego strzał zablokował Dariusz Dudka.
Jeszcze przed meczem trener Urban na pytanie, czy postawi na Grzelaka odpowiadał: "Muszę!". Przez całą pierwszą połowę to "muszę" wisiało nad boiskiem - Legia zdominowała grę, Vuković, Roger i Borysiuk grali prostopadłe do wysuniętego Grzelaka, ale ten albo nie potrafił przyjąć, albo był za wolny, albo potykał się o własne nogi. Dopiero w czwartej z rzędu akcji po podaniu Vukovicia opanował piłkę na tyle dobrze, by ograć Kokoszkę i strzelić - ale zasłonięty Mariusz Pawełek zatrzymał piłkę.
W 30. min Wawrzyniak zainteresował się dośrodkowaniem, o którym wszyscy - po tym jak przeleciało nad polem karnym - już zapomnieli. Zgarnął piłkę przy linii końcowej, podał płasko do Rybusa, który z bliska strzelił obok szaleńczo interweniującego Pawełka.
Po golu jeszcze jedną okazję zmarnował Grzelak. Po podaniu Wawrzyniaka znalazł się sam na sam z bramkarzem Wisły. Mógł zapytać go, w który róg ma polecieć piłka, ale albo tego nie zrobił, albo Pawełek odpowiedział "We mnie"...
W pierwszej połowie Wisła miała tylko dwie szanse - Jirsak w 14. minucie z siedmiu metrów z trudem dokopał do bramki, a 20 minut jego strzał zablokował obrońca.
Na drugą połowę mistrzów polski wyszło już tylko dziesięciu - w 41 minucie Dariusz Dudka za faul na Vukoviciu dostał drugą żółtą kartkę - o tyle idiotycznie, że nie zatrzymał akcji (sędzia pozwolił grać dalej, Legia zepsuła ją sobie sama), a do tego faul był na tyle brutalny, że co do kartki sędzia nie miał żadnych wątpliwości. W składzie Wisły Paweł Brożek zmienił kompletnie zagubionego Andrzeja Niedzielana, a Junior Diaz Wojciecha Łobodzińskiego.
Nie zmieniła się za to gra Wisły. Już w pierwszej akcji Legii Radović w polu karnym zakręcił obrońcami i wyłożył piłkę do Rybusa - młodemu zawodnikowi Legii chwilę zajęło opanowanie piłki, ale w końcu strzelił i piłka wpadła do siatki.
Minutę po golu dla Legii w polu karnym Legii Wawrzyniak wyciął Jirsaka. Ofiarą tego starcia był Jan Mucha, który rzucił się pod nogi obu zawodników. W końcu jednak stanął między słupkami. Paweł Brożek wziął duży rozbieg i w końcu... strzelił bardzo lekko w sam środek bramki. Bramkarz się nawet nie ruszył, tylko po prostu złapał piłkę.
Mecz nabrał jednak rumieńców. Już dwie minuty po fatalnym karnym gola Brożkowi wypracował fantastycznym rajdem Diaz. Obrońca Wisły ograł Radovicia, Szalę i Muchę. Brożkowi do ogrania na piątym metrze został tylko niemal leżący na ziemi Dickson Choto.
Ośmielona bramką Wisła - choć w dziesiątkę - wreszcie zaczęła grać w ataku. Wreszcie miała rzuty rożne (w pierwszej połowie ani jednego), wreszcie akcje, wreszcie rzuty wolne - po jednym z nich interweniujący Dickson Choto trafił w słupek.
Jednak ostatnie 20 minut wyglądało tak, jak mecz w Pucharze Ekstraklasy - Wisła długimi okresami utrzymywała się przy piłce w ataku pozycyjnym, ale pożytku z tego nie było żadnego. Cofnięta Legia utrzymała prowadzenie do końca i na trzy kolejki przed końcem zajmuje drugie miejsce w ekstraklasie.
Być może czeka nas jeszcze jeden mecz Wisły i Legii w tym sezonie - jeśli obie drużyny pokonają swoich rywali (Wisła - Groclin, a Legia -
Zagłębie Lubin) w półfinałach Pucharu Polski. Jeśli Wisła zagra w jedenastu tak, jak na początku drugiej połowy, a Legii starczy tej ambicji, którą pokazała w dwóch ostatnich meczach z mistrzami Polski - może być ciekawie. Ale gwarancji nie ma żadnych.