Czy dopuszczenie do zawodów dla pełnosprawnych zawodnika biegającego na protezach jest dobre dla sportu? Czekamy na Wasze listy listydogazety@gazeta.pl
- Popłakałem się. Ten dzień przejdzie do historii jako prawdziwe wyrównanie szans niepełnosprawnych ze zdrowymi - 21-letni biegacz z RPA był w euforii.
Przełomowy wyrok wydał wczoraj Trybunał Arbitrażowy przy MKOl, od którego sądów nie ma odwołania. Werdykt nie oznacza powszechnego dopuszczenia niepełnosprawnych, którzy korzystają z pomocy nowych technologii, do rywalizacji ze zdrowymi. Każdy przypadek ma być rozpatrywany osobno, ale Pistorius może zapoczątkować rewolucję.
Trybunał stwierdził, że nie ma wystarczających przesłanek, aby uznać, że protezy dają Pistoriusowi przewagę nad pełnosprawnymi sportowcami.
Czy rzeczywiście? Sprawa nie jest jednoznaczna. Na razie to fantastyka, ale już dziś wielu ludzi zastanawia się, czy za 10-20 lat nie okaże się, że aby zdobyć
złoto na igrzyskach, trzeba będzie biec w supernowoczesnych protezach. Czy ulepszające człowieka gadżety hi-tech nie wkroczą do sportu na stałe? Czy w skrajnym przypadku nie dojdzie do paradoksu, że trzeba będzie się okaleczyć, by znalazło się miejsce na protezę?
- Mam wielki szacunek dla Oscara, ale jestem przeciwny jego startowi - podkreśla Marek Plawgo, najszybszy Polak na 400 m przez płotki, brązowy medalista mistrzostw świata, który dziś na pewno nie przegrałby z Pistoriusem. -
Lekkoatletyka nie może się zamienić w wyścig zbrojeń. Za kilka lat technologia będzie jeszcze bardziej zaawansowana, a zdrowi swoich mięśni nie udoskonalą. Na tym polega bieg na 400 m, że przed metą odpadają ci ze zmęczonymi mięśniami.
Łydki Pistoriusa nigdy się nie zmęczą. On sam cierpko przyznaje: - Rzeczywiście, nie mam problemu ze stężeniem kwasu mlekowego w łydkach.
- Nie widzę nic niesprawiedliwego w dopuszczeniu Pistoriusa do rywalizacji ze zdrowymi - mówi Andrzej Szczeklik, lekarz, filozof, nominowany do nagrody Nike. - Ile on musiał pokonać barier, by znaleźć się tam, gdzie jest. Już tylko za to powinien mieć prawo do startu na igrzyskach.
Oscar urodził się w RPA bez kości strzałkowych obu nóg. Lekarze musieli amputować kończyny poniżej kolan, gdy miał 11 miesięcy. Używał protez, jeszcze zanim nauczył się dobrze chodzić. Biegać naprawdę szybko zaczął dopiero po 2003 r., gdy islandzka firm Ossur wykonała dla niego protezy o nazwie "Cheetah" ("Gepard"). Od tego czasu pobił trzy rekordy świata niepełnosprawnych na 100 (10,91 s), 200 (21,58 s) i 400 m (46,34 s; rekord Polski Tomasz Czubaka wynosi 44,62 s).
Widok biegnącego Oscara robi rzeczywiście piorunujące wrażenie. Widzowie są w szoku, gdy dociera do nich, że dziwny odgłos, jaki słyszą, to świst hipernowoczesnych protez przecinających powietrze.
Protezy wykonane są z wielu warstw włókna węglowego. Ich producent twierdzi, że są biernym narządem ruchu. Ale Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna w eksperymencie naukowym z udziałem samego Pistoriusa chciała wykazać, że korzysta on z technodopingu.
Działacze dowodzili, że krok biegacza na protezach jest mocniejszy i dłuższy, a na dodatek zużywa on mniej energii. Dzięki temu tam, gdzie zdrowy niemal przewraca się ze zmęczenia, Pistorius wciąż ma siłę. Afrykaner przeprowadził korzystne dla siebie kontrtesty. Trybunał przyznał mu wczoraj rację.
Pistoriusowi do minimum uprawniającego do startu na 400 m w Pekinie brakuje dziś sekundy. Może też pobiec w sztafecie RPA.
Na razie Pistorius zapowiada starty w lukratywnych mityngach w Europie - w Mediolanie i w Rzymie.